clickkey (clickkey) wrote,
clickkey
clickkey

Szczyt klęski

Dokładnie rok temu w Wilnie odbył się szczyt 28 szefów państw i rządów UE poświęcony zbliżeniu się Ukrainy do Europy. Przywódcy europejscy zawiedli wówczas na całej linii, ponosząc historyczną klęskę. Dzień 28 listopada 2013 roku oznacza cezurę w międzynarodowej polityce na naszym kontynencie. Nastąpił powrót do zimnej wojny, Europa jest znowu podzielona, a dla Ukrainy rozpoczął się czas katastrofy.

Siedzą naprzeciwko siebie w przystrojonej odświętnie Sali Rycerskiej dawnego Pałacu Wielkich Książąt Litewskich. Jest między nimi odległość sześciu metrów, lecz w rzeczywistości kanclerz Angelę Merkel i ukraińskiego prezydenta Wiktora Janukowycza dzielą w tej chwili całe światy.

Janukowycz właśnie przemawia. W zawiłych zdaniach stara się wyjaśnić, dlaczego ten szczyt Partnerstwa Wschodniego Unii Europejskiej nie jest aż tak pozbawiony sensu, jak się w tej chwili wydaje. I dlaczego warto dalej prowadzić negocjacje, a on, prezydent, jest nadal tak samo zaangażowany w sprawę wspólnej przyszłości. - Potrzebujemy bardzo pilnie pomocy w wysokości wielu miliardów euro – stwierdza.

Angela Merkel spogląda na grupę 28 szefów państw i rządów UE, którzy tego wieczoru spotkali się w Wilnie. Następnie wypowiada pełne dezaprobaty i chłodnego sarkazmu zdanie, skierowane bezpośrednio do ukraińskiego prezydenta. - Czuję się, jakbym była na weselu, na którym pan młody w ostatniej chwili stawia nowe warunki.

Ukraina i Unia Europejska przez wiele lat prowadziły rozmowy na temat układu stowarzyszeniowego. Podpisano listy intencyjne, podjęto uchwały gabinetowe i parlamentarne, odbyto wiele spotkań delegacji, wymieniono się wzajemnymi zapewnieniami. A teraz, 28 listopada 2013 roku w wileńskim pałacu staje się pewne, że wszystko to było na próżno.

Dla wszystkich jasne jest, że starania o związanie Ukrainy z UE na razie spełzły na niczym. Nikt jednak nie uświadamia sobie znaczenia tego wieczoru. Nikt nie przeczuwa, że owa porażka w Wilnie przerodzi się w jeden z największych kryzysów światowych od czasu zakończenia zimnej wojny, że ten dzień wyznaczy nowe granice Europy i zepchnie cały kontynent na skraj wojny. Jest to chwila, w której Europa straciła Rosję.



Ukraina i Unia Europejska przez wiele lat prowadziły rozmowy na temat układu stowarzyszeniowego. Podpisano listy intencyjne, podjęto uchwały gabinetowe i parlamentarne, odbyto wiele spotkań delegacji, wymieniono się wzajemnymi zapewnieniami. A teraz, 28 listopada 2013 roku w wileńskim pałacu staje się pewne, że wszystko to było na próżno.

Dla Ukrainy klęska szczytu oznaczać będzie katastrofę. Od czasu uzyskania niepodległości w 1991 roku kraj ten walczy o integrację z Europą bez szkody dla swoich stosunków z Rosją. Stawianie go przed koniecznością dokonania wyboru między Zachodem a Wschodem, Brukselą a Moskwą ma fatalne skutki dla owego kruchego państwa.

Lecz konsekwencje szczytu w Wilnie wykraczają daleko poza Ukrainę. 25 lat po upadku muru berlińskiego i prawie 70 od zakończenia II wojny światowej Europa jest znowu podzielona. Oddalenie się od siebie Rosjan i Europejczyków wciąż rośnie. Moskwa i Zachód stoją dziś bardziej wrogo naprzeciw siebie niż w późnej fazie zimnej wojny. To jest obecna rzeczywistość, której w Europie długo nie chciano przyjąć do wiadomości.

Okres poprzedzający szczyt w Wilnie to historia błędnych ocen i nieporozumień, zaniedbań i białych plam. To kronika porażki polityki zagranicznej. Po wszystkich stronach. Rosja nie doceniła woli Ukraińców, by ich kraj zbliżył się do Unii Europejskiej, i zbytnio zaufała swojej wielkomocarstwowej pozycji. Unia negocjowała liczące tysiąc stron porozumienie, lecz zignorowała rzeczywistość mocarstwowej polityki. Również w Berlinie długo nie chciano dostrzec, jak bardzo Rosja czuje się zagrożona przez rozszerzanie NATO i UE na wschód. Nikt nie spodziewał się, że Moskwa jest gotowa zapobiec siłą dalszemu przesuwaniu się zachodniej strefy wpływów.

Niemcy nie sprostały swojej odpowiedzialności za Europę. Kanclerz ignorowała wszelkie sygnały ostrzegawcze, choć polityka zagraniczna uważana jest za jej mocną stronę. Merkel sprawdziła się jako rozjemczymi, która potrafi niwelować napięcia i wypracować konkretne rozwiązanie. Ale samo zarządzanie kryzysem nie tworzy jeszcze sprawnej polityki zagranicznej. W tym kryzysie zabrakło dalekowzroczności, zdolności rozpoznania nabrzmiewającego konfliktu. Zamiast tego w Berlinie przyjęto postawę, że nie może się stać to, co stać się nie powinno.

Kijów, pałac prezydencki, 25 lutego 2010

Wiktor Janukowycz został właśnie zaprzysiężony na prezydenta. Pierwszymi gośćmi, jakich przyjmuje, są Catherine Ashton, wysoki przedstawiciel UE do spraw zagranicznych, i Stefan Füle, unijny komisarz do spraw rozszerzenia.

Janukowycz w swoim przemówieniu inauguracyjnym odciął się od jednoznacznie prozachodniej orientacji swojego poprzednika Wiktora Juszczenki. Ukraina powinna raczej stać się "mostem" między Wschodem a Zachodem.

Ashton i Füle wręczają nowemu prezydentowi kartkę papieru z tabelą, na której w typowym dla siebie biurokratycznym stylu opisali drogę Ukrainy do europejskiej przyszłości. Z lewej strony wymieniono warunki, jakie musi spełnić Janukowycz – standardy unijne, żądania Międzynarodowego Funduszu Walutowego itp., z prawej środki, jakie dostanie.

Prezydenta najbardziej interesuje owa prawa szpalta. Kiedy trzeba, bierze pieniądze od każdego – od swego narodu, od Federacji Rosyjskiej i oczywiście również od Unii. Już jako premier swoją władzę wykorzystywał głównie do zapewnienia lukratywnych stanowisk członkom własnego klanu. W czasach wojny band w jego rodzinnym Donbasie zyskał mocno podejrzaną reputację. Nigdy nie chodziło mu o zachodnie wartości, mimo że zawsze zaklinał się, że ogromnie mu na nich zależy. Ale czy nie robił wszystkiego jedynie dla pieniędzy?

Podziękował swoim gościom za ów dokument, zaliczkę na poczet przyszłego zaufania, na jakie nie zasłużył. Uznał, że Europejczycy to naiwni naprawiacze świata, którzy stale gadają o wartościach i prawach człowieka, dobroduszni durnie z pieniędzmi. Obiecał, że celem jednej z jego pierwszych podróży będzie Bruksela. Uznali to za dobry znak. Miało się to stać pierwszym z wielu późniejszych nieporozumień.

Kijów, 10 stycznia 2011

Füle, komisarz do spraw rozszerzenia UE znów przyjechał na Ukrainę – by ostrzec Janukowycza. Jest poważnie zaniepokojony. 20 grudnia 2010 ukraińska prokuratura wniosła oskarżenie przeciwko byłej premier Julii Tymoszenko. Zarzuca się jej defraudację państwowych pieniędzy. Wygląda na to, że Janukowycz chce usunąć z drogi swoją byłą przeciwniczkę polityczną. To fatalny sygnał. - Proszę tego nie robić – błaga Füle.

On sam wierzy w Europę, w wielką obietnicę wolności, w wartości zachodnie, praworządność. Nie potrafi wyobrazić sobie, że ktoś, kto dostaje szansę należenia do Europy, mówi "nie".

- Panie prezydencie – ostrzega – porusza się pan po bardzo cienkim lodzie. (…) Czy koniecznie trzeba teraz konfrontować europejską opinię publiczną z faktem, jak bardzo Ukraina daleka jest jeszcze od państwa prawa? Twarz Julii Tymoszenko jest jedną z niewielu, które znają wszyscy na Zachodzie. To ikona pomarańczowej rewolucji, która pomimo swoich błędów w roli premiera utraciła w Europie niewiele ze swego rewolucyjnego blasku. Teraz zaś owa kobieta z warkoczem bliska jest zostania męczenniczką.

- Musi pan zagwarantować na sto procent, że nie będzie to proces z pobudek politycznych – mówi Füle. Janukowycz uśmiecha się. - Zapewniam pana, że nasz wymiar sprawiedliwości jest niezależny.



Füle zaprosił do jednej z najlepszych w mieście restauracji przy Place du Grand Sablon dwóch swoich dobrych znajomych: byłego polskiego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który został właśnie mianowany unijnym negocjatorem w sprawie uwolnienia Julii Tymoszenko, i ukraińskiego oligarchę Wiktora Pinczuka. Zamówił dobre wino na ów wieczór, w którym chce wznieść toast za europejską przyszłość Ukrainy.

Charków, więzienie dla kobiet, 14 lutego 2012

Jest bardzo zimny poranek. Bramy Kaczanowskiej Kolonii Karnej otwierają się, przepuszczając autobus z niemieckimi lekarzami. Przed wejściem niewielka grupa demonstrantów skanduje: "Julia, Julia!". Delegacja, której przewodzi neurolog Karl Max Einhäupl, szef berlińskiej kliniki Charité, wchodzi do celi Julii Tymoszenko, pomieszczenia z dwoma małymi, okratowanymi oknami pod sufitem. Obecni są jej adwokat, dwaj strażnicy, dwaj lekarze niemieccy, trzej kanadyjscy i jeden ukraiński. Była premier leży na łóżku. Jest uczesana i umalowana, wygląda szykownie. Odwraca się w kierunku gości, z bólu ledwie może się poruszać.

Unia Europejska zrobiła z Tymoszenko symbol, probierz tego, czy Ukraina nadaje się do Europy. Jeśli odzyska wolność, Kijów dostanie poświadczenie, że jest państwem praworządnym, jeżeli pozostanie w więzieniu, Ukraina otrzyma piętno samowoli prawnej.

Lekarze stwierdzają wypadnięcie dysku z chroniczną bolesnością. Pacjentki nie da się leczyć w więzieniu. To diagnoza medyczna, a jednocześnie werdykt polityczny. - Przyjechaliśmy tu jako lekarze, a nie politycy – mówi Einhäupl. – Ale to tylko połowa prawdy.

Bruksela, restauracja L'Ecailler du Palais Royal, 30 maja 2012, godzina 19.00

Füle zaprosił do jednej z najlepszych w mieście restauracji przy Place du Grand Sablon dwóch swoich dobrych znajomych: byłego polskiego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który został właśnie mianowany unijnym negocjatorem w sprawie uwolnienia Julii Tymoszenko, i ukraińskiego oligarchę Wiktora Pinczuka. Zamówił dobre wino na ów wieczór, w którym chce wznieść toast za europejską przyszłość Ukrainy.

Jak wiele spraw w UE Partnerstwo Wschodnie to kompromis. Wschodni Europejczycy, a zwłaszcza Polacy, najchętniej od razu przyjęliby Ukrainę do Unii. Chcą mieć zderzak między własnym krajem a Moskwą. Po drugiej stronie stoją mieszkańcy Europy Południowej i Zachodniej, którzy niczego nie życzą sobie mniej niż kolejnego rozszerzenia. UE to skomplikowany twór. Niekiedy jest zbytnio zajęta sama sobą, przez co jej polityka traci orientację.

W kwestii ukraińskiej nie wzięto przede wszystkim pod uwagę Rosji. Pinczuk nie chce psuć Fülemu dobrego nastroju, ale ma poczucie, że komisarz nie docenia niebezpieczeństwa, iż Rosja nie będzie się bezczynnie przyglądać, jak Bruksela wiąże ze sobą Ukrainę. Ostrzega komisarza. Ten jednak wychodzi z założenia, że Rosja nie wniesie sprzeciwu przeciwko planowanemu porozumieniu. - Jeśli Ukraina chce wstąpić do Unii, możemy temu jedynie przyklasnąć – powiedział Putin w 2004 roku w Hiszpanii.

Ale od tamtej pory relacje się pogorszyły. Punktem zwrotnym stała się pomarańczowa rewolucja, która pod koniec 2004 roku przeforsowała wybór proeuropejskiego prezydenta Wiktora Juszczenki. Od tamtej pory Bruksela i Moskwa starają się jak najsilniej związać ze sobą państwo leżące między Unią a Rosją.

Bruksela, budynek Rady Europejskiej, 25 lutego 2013

Podczas szczytu UE-Ukraina Janukowycz zapowiada, że w przyszłości chce bliżej współpracować z putinowską unią celną. Aby skontrować rosnący wpływ Brukseli, Moskwa tworzy Euroazjatycką Unię Gospodarczą, która ma połączyć dawne republiki radzieckie w jednolity obszar ekonomiczny. Centrum tego projektu stanowi Ukraina.

Dla Putina Euroazjatycka Unia to trzon jego polityki zagranicznej, za pomocą której chce odzyskać tradycyjne strefy wpływów Moskwy i utracone tereny. Jak zawsze w rosyjskiej polityce, chodzi o kwestie statusu. Bruksela również Moskwie zaoferowała wprawdzie rodzaj stowarzyszenia, ale niegdysiejsza światowa potęga nie zamierza stać w tej samej kolejce, co Mołdawia i Armenia. Chce być mocarstwem.

Kreml proponuje Brukseli rozmowy między UE a Unią Euroazjatycką, coś w rodzaju: między jednym unijnym centrum a drugim. Ale José Manuel Barroso wzbrania się przed takim spotkaniem, uważa nową organizację za konkurencję. - Nie można jednocześnie mieć umowy o wolnym handlu z Unią Europejską i być w unii celnej z Rosją – stwierdza. Kijów musi zdecydować się, którą drogę wybrać. To jasna zapowiedź: albo – albo.

Kijów, hotel Premier Palace, 27 lipca 2013

Jego nazwiska nie ma w programie, wydaje się, że nikt nie wie o jego przybyciu. Nawet rosyjskiej ambasady w Kijowie nie poinformowano, że prezydent Władimir Putin wystąpi na konferencji swoich ukraińskich zwolenników.

- Uszanujemy decyzję Ukrainy o wybranym kierunku – oznajmia. – Ale są fakty, które mówią same za siebie. To nie są miłe słowa, w uszach zgromadzonych w sali słuchaczy brzmią jak obietnica, dla ukraińskiego rządu są jak policzek i groźba.

Wcześniej Putin rozmawiał w pałacu prezydenckim z Janukowyczem i zostawił go zirytowanego. Ta rozmowa zmieni gruntownie stosunek Moskwy do Kijowa. Dotychczas Rosja nie wierzyła, że umowa stowarzyszeniowa z Brukselą może rzeczywiście dojść do skutku. Uważała, że Unia Europejska będzie nalegać na uwolnienie Julii Tymoszenko, a Janukowycz nigdy nie przeprowadzi wszystkich tych niewygodnych reform, jakich żąda od niego Bruksela. Teraz jednak Putin przeczuwa, że Janukowycz naprawdę rozważa podpisanie umowy.

Moskwa, agencja Interfaks, 29 lipca, godzina 9.24

Bliska Kremlowi agencja Interfaks wysyła pilną depeszę ostrzegającą rosyjskich konsumentów przed ukraińskimi cukierkami i czekoladą. Cukierki marki "Variete", pralinki "Montblanc" i ukraińska czekolada mleczna wykazują rzekomo poważne braki co do jakości i bezpieczeństwa, w związku z czym zakazuje się ich sprzedaży. Rzeczone słodycze pochodzą z fabryk Petra Poroszenki, oligarchy, późniejszego prezydenta Ukrainy. Jego stacja telewizyjna opowiada się za integracją Ukrainy z Europą. Wkrótce zostają podjęte kolejne kroki. Międzynarodowe media piszą o "wojnie czekoladowej" między Moskwą a Kijowem. Najpóźniej w tym momencie Berlin musiał zrozumieć, że Putin będzie twardo walczyć o Ukrainę.

Waszyngton, główna kwatera Międzynarodowego Funduszu Walutowego, 14 października 2013

Przed delegacją Serhija Arbuzowa, wicepremiera Ukrainy, siedzi David Lipton, człowiek numer dwa w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Jest miły – uważają Ukraińcy – w każdym razie w porównaniu do siedzących obok niego ekonomistów, w których nieruchomych twarzach goście mogą ujrzeć jedynie pogardę i dezaprobatę.

Podczas swojej pierwszej wizyty 3 października starali się o wsparcie amerykańskiego rządu, by uzyskać lepsze warunki ewentualnego kredytu. MFW wiosną postawił im wymagania, które uznali za niemożliwe do wypełnienia. Ceny dotowanego gazu miały wzrosnąć o 40 procent, a hrywna zostać zdewaluowana o 25 procent. Dla Janukowycza byłoby to samobójstwo polityczne.

Teraz Ukraińcy przedstawili Liptonowi swoją kontrpropozycję, daleką od żądań MFW. Na rokowania w kwestii układu z UE zrobiło się niewiele miejsca.

Bruksela, biuro komisarza do spraw rozszerzenia UE, 17 października 2013

Ukraina stoi w obliczu niewypłacalności. Jednocześnie Rosjanie wywierają na Kijów zmasowane naciski. Choć rosyjskie sankcje od dawna mówią co innego, Berlin i Bruksela nie traktują poważnie ukraińskich obaw i strachu przed Rosją. Uważają, że Ukraińcy chcą wywindować w górę cenę za swój podpis.

Berlin, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, 17 października 2013

Wszyscy mówią o pieniądzach. Niemcy nadal mówią o Julii Tymoszenko. Dopóki siedzi w więzieniu, nie ma o czym rozmawiać.

Im bliżej do szczytu w Wilnie, tym silniejsze stają naciski Unii na Niemcy, by nie nadawały sprawie Tymoszenko aż tak wielkiego znaczenia. Zwłaszcza Polacy nalegają, by nie pozwolić, żeby umowa stowarzyszeniowa rozbiła się z tego powodu. - Nie chcemy nigdy więcej mieć wspólnej granicy z Rosją – stwierdza w poufnej rozmowie Bronisław Komorowski. Niemcy zaczynają zastanawiać się nad swoim stanowiskiem. Ale na to jest już raczej późno.

Moskwa, lotnisko wojskowe, 9 listopada 2013

Rzadko zdarza się, by Władimir Putin z powodu jakiegoś spotkania opuszczał Kreml lub swoją podmoskiewską rezydencję. W ten sobotni wieczór zjawia się jednak nieoczekiwanie na poufnym spotkaniu na wojskowym lotnisku niedaleko stolicy. Czeka tam Wiktor Janukowycz.

Putin nim pogardza. Odrazą napawa go jego ciągłe lawirowanie. Wiele razy pan Kremla kazał mu czekać na siebie godzinami, jak petentowi. Wie również, że na Janukowyczu nie można polegać. Ten człowiek ze wschodniej Ukrainy jest mniej przyjazny Europie niż jego poprzednicy, ale z wypełnianiem życzeń Moskwy wciąż uparcie zwleka.

Od kiedy Putin zrozumiał, że Janukowycz może rzeczywiście podpisać umowę stowarzyszeniową, regularnie wysyła do Kijowa Siergieja Głaziewa, by pokazać Ukraińcom narzędzia tortur. Doradca rosyjskiego prezydenta do spraw integracji gospodarczej na terytorium postradzieckim grozi Kijowowi obcięciem przywilejów i maluje w mrocznych barwach konsekwencje. - Umowa stowarzyszeniowa to samobójstwo dla Ukrainy – mówi.

Putin w Soczi i Moskwie wabi Janukowycza subwencjami i korzyściami gospodarczymi w wysokości około 12 miliarda dolarów rocznie oraz korzystnymi cenami gazu i ropy. Grozi wojną handlową, która kulejącą ukraińską gospodarkę doprowadzi do ruiny. Możliwe, że ma też w ręku dowody różnorakich machinacji Janukowycza.

Waszyngton, kwatera główna Międzynarodowego Funduszu Walutowego, 19 listopada 2013

Reza Moghadam pisze list do Arbuzowa, pierwszego wicepremiera Ukrainy. To odpowiedź na złożoną miesiąc wcześniej ukraińską propozycję.

Moghadam, szef oddziału europejskiego, pracujący w MFW od 21 lat, urodził się w Iranie. Ma doświadczenie z krajami, które myślą, że z Funduszem można targować się jak na bazarze.

Potrzebuje zaledwie jednego zdania, by kijowską kontrofertę rozłożyć na czynniki pierwsze. "Z naszego punktu widzenia – pisze – Pańskie propozycje wciąż jeszcze są niewystarczające dla decydującej i kompleksowej zmiany politycznej i celu, jakim jest zredukowanie makroekonomicznej nierównowagi Ukrainy".

Kijów, pałac prezydencki, 19 listopada po południu

Na prośbę Barroso komisarz Füle jedzie na Ukrainę, by jeszcze raz spotkać się z Janukowyczem. Ten od razu przechodzi do rzeczy. Odbył rozmowę z Putinem – mówi – który wyjaśnił mu, jak głęboko rosyjska i ukraińska gospodarka są ze sobą powiązane. - To mnie naprawdę zaskoczyło – stwierdza. Füle nie wierzy własnym uszom. - Ależ panie prezydencie, był pan premierem, od paru lat jest pan głową państwa. Jest pan ostatnią osobą, której trzeba byłoby opowiadać cokolwiek o wzajemnej zależności między ukraińską a rosyjską gospodarką. Umowa stowarzyszeniowa nie ma na to zresztą żadnego wpływu.

- A koszty, jakie wyliczyli nasi eksperci?. Ukraiński prezydent przedstawił swemu zdumionemu gościowi wielkość strat, jakie groziłyby podobno jego krajowi w przypadku zawarcia umowy Z UE.

Paryż, Stade de France, 19 listopada 2013, godzina 22.45

Mecz dobiegł końca, Francja wyeliminowała Ukrainę z mistrzostw świata w piłce nożnej. Wiktor Pinczuk stoi na trybunie honorowej, niedaleko francuskiego prezydenta Françoisa Hollande’a. Dzwoni jego komórka.

To Aleksander Kwaśniewski, były prezydent Polski. Jest wściekły. Również on wrócił właśnie z rozmowy z Janukowyczem. - Wykiwał nas! – woła Kwaśniewski. – Nie podpisze. To oszust, notoryczny kłamca!.

Wilno, hotel Kempinski, 28 listopada 2013, godzina 18.30-20.30

Czekają na Janukowycza. Ostatni raz spotykają się z ukraińskim prezydentem, by skłonić go do podpisania umowy. To właściwie beznadziejna próba, ale Barroso i Herman Van Rompuy postanowili jednak spróbować niemożliwego.

Widać, że Barroso jest zdenerwowany. Gospodarka Ukrainy odniesie długoterminowe korzyści ze stowarzyszenia z UE – stwierdza. - Polska i Ukraina po upadku muru berlińskiego miały taki sam PKB. Teraz polski jest trzy razy wyższy – argumentuje.

Rozmowa staje się gorąca. Van Rompuy, nieznany dotychczas z nadmiernie wybujałego temperamentu, nie wytrzymuje. - Działa pan krótkowzrocznie – krzyczy na Janukowycza. – Ukraina przez siedem lat prowadziła rokowania, bo uważał pan, że to się jej opłaci. Dlaczego nagle miałoby być inaczej?.

Po dwóch godzinach Barroso stwierdza: - Musimy iść.

Kiedy następnego ranka niemiecka delegacja pod wodzą pani kanclerz spotyka się z Janukowyczem, wszystko jest już dawno przesądzone. Spotkanie to jest jedynie farsą. W jednej z najważniejszych kwestii europejskiej polityki zagranicznej Niemcy całkowicie zawiodły.

Przeliczył się również Putin. Jeszcze tej samej nocy na Majdanie zbierają się tysiące demonstrantów. Trzy miesiące później Janukowycz ucieka z kraju. Putin dokonuje aneksji Krymu. Do dziś konflikt ten kosztował życie ponad 4 tysięcy ofiar, na wschodzie Ukrainy wrze wojna.

- Nie doceniono być może faktu – powiedział w grudniu zeszłego roku niemiecki minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier – że przymus wybrania między Europą a Rosją jest ponad siły tego kraju. Również Füle jest przekonany, że UE postawiła Ukrainę przed niemożliwym wyborem. - Przykro nam z powodu waszego położenia geograficznego – powiedzieliśmy Ukraińcom – ale przez nie możecie pójść ani na Wschód, ani na Zachód.

Przede wszystkim zaś Europejczycy nie docenili Moskwy i jej zdecydowania, by przeszkodzić wyraźnemu związaniu się Ukrainy z Zachodem. Nie traktowali poważnie rosyjskich obiekcji i ukraińskich ostrzeżeń lub je ignorowali, bo nie pasowały do ich własnego obrazu świata.

Rosja i Europa mówiły różnymi językami i nie rozumiały się nawzajem. Na Wschodzie i Zachodzie zderzyły się ze sobą dwie kultury polityczne – zachodnia, definiująca się poprzez paragrafy i umowy, oraz wschodnia, w której chodzi bardziej o status i symbole.

Cztery miesiące po szczycie w Wilnie podpisana została jednak polityczna część umowy stowarzyszeniowej między Brukselą a Kijowem, a po kolejnych trzech miesiącach część gospodarcza. Cena, jaką w międzyczasie zapłaciła Ukraina, jest gigantyczna. Tym razem Rosja dostała prawo głosu. Zanim umowa wejdzie w życie, trzeba będzie najpierw ustalić z Moskwą 2370 kwestii. To proces na lata. I ostatni wspólny temat, o jakim Moskwa i Unia Europejska jeszcze ze sobą mówią.

(MW;JS)


Tags: angela merkel, janukowicz, komisja europejska, mfw, niemcy, polska, rosja, ukraina
Subscribe
Comments for this post were disabled by the author