clickkey (clickkey) wrote,
clickkey
clickkey

Китай потихоньку берет Европу

Chiny biorą Europę po cichu, londyńskie taksówki już mają

Maria Kruczkowska
2011-08-10, ostatnia aktualizacja 2011-08-09 18:48

Londyńska taksówka
Londyńska taksówka
Fot. Tomek Towski / AG
 

Londyńskie taksówki produkuje dziś firma już w połowie chińska - pisze "The Economist". Ale nie tylko taksówki. Chińczycy z kontynentu są dziś najszybciej rosnącą grupą wśród zagranicznych nabywców najdroższych nieruchomości w centrum Londynu. W chińskie ręce przechodzą londyńskie restauracje, bary i hotele. Podobnie dzieje sie w całej Europie. Czy to zagrożenie, czy szansa?

 
Taksówki, ktore są symbolem Londynu, produkuje dziś Manganese Bronze. Współwłaścicielem jest szanghajski Geely, producent samochodów o napędzie elektrycznym. Głośno o nim w Europie odkąd kupił szwedzkie Volvo. Z kolei trzecim co do wielkości akcjonariuszem spółki deweloperskiej Songbird Estates, która kontroluje Canary Wharf Group, jest China Investment Corporation. CIC to największy suwerenny fundusz świata, stworzony w 2007 r przez Pekin by inwestować chińskie rezerwy walutowe. O jego pieniądzach chodzą legendy. Źródła tygodnika finansowego powiedziały mu, że niebawem Pekin dofinansuje swój fundusz okrągłą sumą od 100 do 200 mld dol. Część z nich popłynie do Europy.

CIC działa dyskretnie. Ofert nie składa sam, robi to przez stronę trzecią. Wchodzi w spółki z doświadczonymi partnerami zachodnimi jak Canary Wharf. Nie śpieszy się, inwestuje w projekty wieloletnie, chce na nich zarabiać.

Chińczycy z kontynentu są dziś najszybciej rosnącą grupa wśród zagranicznych nabywców najdroższych nieruchomości w centrum Londynu - mówi James Thomas z firmy konsultingowej Jones Lang LaSalle.

W początku lat 90 Londyn przeżył desant rosyjski, gdy nad Tamizą pojawili się moskiewscy oligarchowie. Kilka lat temu przyszła kolei na chińską falę. W chińskie ręce przechodzą londyńskie restauracje, bary I hotele.

Chińczycy nie kupili jeszcze Banku Anglii. Jednak dookoła tego symbolu brytyjskich finansów przybywa chińskich banków. Od początku kryzysu finansowego kupiły one w Londynie 28 tys metrów kwadratowych powierzchni biurowej.

Bank Chin, jeden z największych, przeniósł się właśnie do nowej siedziby. Dominuje ona nad Bankiem Anglii. Obok na King Wiliam Street buduje sie unijna kwatera firmy chińskiej, która zajmuje piąte miejsce listy koncernów Forbesa - banku ICBC. Londyn to okno na to co dzieje się obecnie w Europie, która przeżywa Wejście Smoka.

Napływ chińskich pieniędzy cieszy rządy I korporacje ale nie europejską opinię publiczną. W marcowym sondażu BBC większość Niemców, Francuzów I Włochów powiedziała, że Chiny ich niepokoją. Finansowy tygodnik pisze, że Chiny to "ani zbawca ani zguba Europy". Stara się oddzielić twarde fakty od fobii I mitów.

Chiny wchodzą do Europy w czasie ostrego kryzysu finansowego. Są witane z otwartymi ramionami. Kilka mocno zadłużonych rządów chce wierzyć, że to ich koło ratunkowe. Od początku obecnego kryzysu w Pekinie lądują delegacje z Madrytu, Lizbony i Aten. Obiecują wieczną przyjaźń z Chinami I chcą wiedzieć na ile mogą liczyć.

Odetchnęły z ulgą gdy niedawno premier Wen Jiabao przyjechał do Europy. W Budapeszcie, Londynie I Berlinie obiecał, że Chiny nie przestana kupować euroobligacji. O jakie sumy chodzi? Analityk Stephen Jen z fimy hedgingowej SLJ Macro Partners ocenia, że Chińczycy kupili tyle samo obligacji unijnych dłużników co Europejski Bank Centralny. Ale Hiszpanie wciąż czekają na chińskie pieniądze za swoje obligacje.

Nie zmaterializowały się też nadzieje Grecji na rzekę chińskich pieniędzy. Dużo mówi się o tym, że Chiny chcą dywersyfikować rezerwy w dolarach I ulokowały jedną czwarta w euro ale to na razie tylko spekulacje.

Póki co chińskich inwestorów szukają nie tylko europejskie rządy ale I firmy. Po Volvo rozmowy z Chińczykami prowadzi zadłużony szwedzki Saab. Victor Meijers, Holender, który jest edynym zagranicznym udziałowcem chińskiej firmy prawniczej DeHeng Law Offices mówi, że każdego miesiąca zwraca się do niej kilka firm europejskich zainteresowanych w odkupieniu ich przez Chińczyków.

W stronę Europy wieje wiatr z Chin. Dużo dzieje się za kulisami. Europejscy bankierzy inwestycyjni składają propozycje chińskim inwestorom - choćby po to by wywrzeć nacisk na firmy unijne. Pięć lat temu by nie zrobili.

A po Europie kręca się chińscy "fikserzy", załatwiacze, ludzie znający dobrze Zachód i z dobrymi układami w Chinach. Prowadza rozpoznanie terenu. Podczas gdy wizyta premiera Wena odbyła się w blasku kamer kontrakty podpisywane są po cichu.

Co z tego wynika dla Europy? "The Economist" radzi zachować zimną krew I spokojnie obserwować rozwój sytuacji. Dla Chin, które walczą o rynki surowcowe, główne rynki są nadal w Afryce, Azji I Ameryce Łacińskiej. Europa stanowi dopiero 3,5 proc. całości ich bezpośrednich inwestycji zagranicznych.

Ale takie dane nie mówią wszystkiego. Geely posiada tylko 20 proc. Manganese Bronze ale to pakiet wiekszościowy w spółce mieszanej między firmą brytyjska I chińską, która produkuje słynne taksówki na eksport, jest też głównym kredytodawcą brytyjskiej firmy I języczkiem u wagi strategii Manganese.
 
Źródło: Gazeta Wyborcza
Subscribe
Comments for this post were disabled by the author