clickkey (clickkey) wrote,
clickkey
clickkey

Россия угрожает виртуальными ракетами

Rosja straszy wirtualnymi rakietami

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
2011-08-10, ostatnia aktualizacja 2011-08-09 18:40

Rakiety S-400 podczas próby defilady z okazji Dnia Zwycięstwa w 2010 r.
Rakiety S-400 podczas próby defilady z okazji Dnia Zwycięstwa w 2010 r.
Fot. Alexander Zemlianichenko ASSOCIATED PRESS
 

Rakiety przeciwlotnicze S-400, którymi Rosja straszy Polskę i ponoć już instaluje je w obwodzie kaliningradzkim, nie istnieją - pisze w sensacyjnym reportażu "Moskiewski Komsomolec".

 
W nadbałtyckiej enklawie nad granicą z Polską Moskwa zaczyna rozmieszczać dwa dywizjony najnowocześniejszych rakiet przeciwlotniczych mogących razić cele oddalone o 400 km od wyrzutni - donosiła kilka dni temu rosyjska prasa. Zdaniem generałów broń ta ma być fundamentem obrony przeciwrakietowej, bo może niszczyć także rakiety z głowicami jądrowymi.

Tymczasem wczoraj "Moskiewski Komsomolec" opublikował reportaż Olgi Bożewej z moskiewskich zakładów zbrojeniowych Awangard, jedynego dziś w Rosji producenta rakiet przeciwlotniczych S-300 oraz rakiet nazywanych S-400. Autorka, która odwiedziła fabrykę i rozmawiała z pracownikami, twierdzi, że rakiet nie produkują, bo ministerstwo obrony nie podpisało jeszcze z Awangardem umowy na tegoroczną dostawę.

Przed takim problemem stoi dziś cała rosyjska zbrojeniówka - chociaż państwo ma w budżecie ogromne kwoty na wyposażenie armii, kontraktów z producentami wciąż nie udało się zawrzeć. Prezydent Dmitrij Miedwiediew i premier Władimir Putin zwołali w tej sprawie niejedną naradę, kazali zwolnić dyrektorów fabryk i generałów odpowiedzialnych za bałagan. Nic to nie dało. Fabryki takie jak moskiewski Awangard stoją.

Pracownicy zapewniają, że gdy tylko dostaną zamówienie, wezmą się do roboty i na swoich starych warsztatach (90 proc. maszyn w Awangardzie ma ponad 40 lat) wyprodukują rakiety.

Ale nie będą to te S-400, o których mówią generałowie i piszą gazety. Awangard wytwarza obecnie pociski S-400 o zasięgu nie 400, lecz maksimum 150 km. Kolejna generacja rakiet tego typu, które mają razić cele odległe o 250 km, wciąż przechodzi niezbyt udane próby - podobno nie może osiągnąć właściwego zasięgu. A rakieta o zasięgu 400 km to wciąż jeszcze twór wirtualny. Dwa prototypy wycelowane w jedną stronę poleciały w inną i jak dotąd problemu nie rozwiązano.

Tymczasem dowódcy tak się rozochocili, że zapowiadają rychłe wyposażenie armii w rakiety przeciwlotnicze piątej generacji S-500 o zasięgu 500 km. Jak pisze Bożewa, pracownicy Awangarda nazywają te opowieści "dezinformacją", bo S-500 jest dopiero w fazie projektowania.

Znany ekspert zbrojeniowy Aleksandr Konowałow jeszcze rok temu pisał w "Ogońku", że na defiladzie zwycięstwa 9 maja 2010 r. armia pokazała fałszywe wyrzutnie rakiet S-400, a w rzeczywistości przez plac Czerwony przejechały stare S-300 na nowych wyrzutniach.

- Od tej pory nic się nie zmieniło. To, co u nas nazywają rakietami S-400, to tylko nieco zmodyfikowane przestarzałe już S-300. Do zapowiadanego zasięgu i innych możliwości technicznych bardzo im daleko. Lubimy się chwalić i straszyć wrogów czymś, czego jeszcze nie mamy i mieć będziemy nieprędko. Mamy starą tradycję mydlenia oczu przeciwnikom - ocenia Konowałow.
 
Źródło: Gazeta Wyborcza
Subscribe

Comments for this post were disabled by the author