clickkey (clickkey) wrote,
clickkey
clickkey

Chaos i bałagan na miejscu tragedii - repotaż polskiego dziennikarza

Miejsce, gdzie spadł zestrzelony Boeing 777 malezyjskich linii lotniczych. Grabowo, 18 lipca 2014 Foto: Paweł Pieniążek / Tygodnik Powszechny

Zwło­ki wa­la­ją się mię­dzy szcząt­ka­mi sa­mo­lo­tu i reszt­ka­mi ba­ga­ży. Od wczo­raj jak le­ża­ły, tak leżą – nie­przy­kry­te. Przed­sta­wi­cie­le mi­ni­ster­stwa, służb ra­tun­ko­wych i stra­ży po­żar­nej kręcą się bez celu. Nie wia­do­mo, co się tu dzie­je – re­la­cjo­nu­je dla „TP” Paweł Pie­nią­żek z miej­sca, gdzie spadł ze­strze­lo­ny pa­sa­żer­ski sa­mo­lot ma­le­zyj­skich linii lot­ni­czych.
Bagaże ofiar zestrzelenia Boeinga 777, do zabrania których separatyści zmusili korespondenta "TP"

Bagaże ofiar zestrzelenia Boeinga 777, do zabrania których separatyści zmusili korespondenta "TP"
Foto: Paweł Pieniążek / Tygodnik Powszechny

Około piętnastu kilometrów od Grabowa, gdzie rozbił się Boeing 777, na blokadzie stojącej na drodze separatyści zatrzymują nasz samochód.

– Dziennikarze? Dokumenty – mówi mężczyzna w mundurze i z karabinem. Nie zanosi się na miłą rozmowę.

Mamy ze sobą akredytacje wydawane przez tak zwaną Doniecką Republikę Ludową. – A co to jest? – pyta retorycznie. – Dopóki nie dostanę zgody od dowódcy, musicie tu zostać. Jesteście zatrzymani – mówi po krótkiej pauzie. Na pytania nie chce odpowiadać.

Po jakichś dwudziestu minutach dostajemy zgodę.

– Możecie jechać, ale weźcie bagaże z samolotu – nalega. Rzekomo przynieśli im je mieszkańcy, a oni „nie wiedzą co z tym zrobić”. My też.

Mimo tego nie są chętni do negocjacji, więc pozostaje nam wsadzić je do bagażnika. – Podobno jest tam paszport – twierdzi jeden z separatystów. Dają nam walizkę, plecak i jakąś paczkę. Nie zaglądamy do środka.

Rzeczy dowozimy na miejsce katastrofy. Nikt nie jest nim szczególnie zainteresowany. Szybko zrozumiałem, dlaczego. Kilka walizek to tu najmniejszy problem. Leżą ich tu całe sterty, porozrzucane w obszarze kilku kilometrów. Są też części samolotu. Między nimi walają się zwłoki – spalone i pozbawione kończyn. Trzeba uważać, gdzie się stawia nogę, bo można nadepnąć na jakiś fragment ciała.

Poza chorągiewką i kilkoma taśmami nie ma żadnego zabezpieczenia. W zasadzie każdy jest w stanie tam się dostać. Szczątki i pozostałości po samolocie, pasażerach i ich rzeczach nie są chronione. Niewykluczone, że wkrótce wiele z tych dowodów poznika.



http://tygodnik.onet.pl/wwwylacznie/boeing-777-nie-wstrzymal-walk-korespondencja-ze-wschodniej-ukrainy/ybbfe

Tags: katastrofy, terroryzm, ukraina
Subscribe
Comments for this post were disabled by the author