clickkey (clickkey) wrote,
clickkey
clickkey

Dobre, bo z Polski

Dobre, bo z Polski - Onet Biznes

Przed czterystoma laty Rzeczpospolita była kluczowym eksporterem w Europie. Potem działo się tylko gorzej i do niedawna sprzedanie za granicą czegokolwiek made in Poland zakrawało niemal na cud.

W najbliższych latach pod względem wzrostu eksportu Polska będzie wiceliderem w Europie, ustępując jedynie Turcji. Tak prognozują autorzy raportu „Global Connections”, ogłoszonego pod koniec lutego przez firmę analityczną Oxford Economics, a przygotowanego na zlecenie banku HSBC. Dynamiki eksportu zaczną zazdrościć nam kraje Zachodu. Jako że w momencie przyjęcia do UE towary eksportowane z Polski warte były 60 mld euro, zaś obecnie jest to prawie 140 mld euro, przedstawiona prognoza wydaje się prawdopodobna. Większość krajów Unii dotyka recesja, a towary made in Poland sprzedają się znakomicie; w tym roku przychody z eksportu mają wzrosnąć o 5,8 procent. Być może jedynie dzięki temu polska gospodarka nie pogrąży się w kryzysie.

Na razie jej największymi hitami są: produkty rolno-spożywcze, meble, odzież, kosmetyki, a także gry komputerowe. Zda­niem ekspertów z Oxford Economics w przyszłości atutem staną się maszyny przemysłowe oraz sprzęt transportowy.




„Te dwie grupy towarów odegrają decydującą rolę we wzroście polskiego eksportu w perspektywie kilkunastu lat” – zapisano w raporcie. „Ważny udział we wzroście eksportu z Polski będą miały również sprzęt teleinformatyczny (ICT), produkty chemiczne oraz mineralne” – dodano. Wkrótce udział naszego kraju w światowym eksporcie może przekroczyć 1,5 procent. Jest więc nadzieja na sukces, jakiego Rzeczpospolita nie doświadczyła nigdy wcześniej.

Niegdyś bogactwo Rzeczypospolitej zbudowano na eksporcie zboża. Pod koniec XVI wieku co roku wywożono statkami z Gdań­ska 200 tys. ton tego towaru do Niderlandów, Anglii czy Hiszpanii. W rekordowym roku 1618 sprzedano kontrahentom z Zachodu 220 tys. ton zboża, a także mnóstwo drewna, skór zwierząt i innych produktów rolnych. Jednak zdobycie pozycji spichlerza Europy przyniosło bardzo przykre konsekwencje. Aby stale zwiększać produkcję rolną, szlachta przeforsowała w Sejmie prawa zmuszające chłopów do nieodpłatne­go odrabiania pańszczyzny w folwarkach nawet przez pięć dni w tygodniu. Taki system funkcjonował świetnie, dopóki eks­port okazywał się możliwy. Wystarczyło jed­nak, aby w lipcu 1626 r. szwedzka armia wylądowała na Pomorzu i zablokowała handel zbożem, a dochodowy biznes się zachwiał.

Na krajowym rynku nie dawało się sprzedać zboża, bo pozbawieni dochodów chłopi nie mogli zastąpić zachodnich nabywców. Przed totalnym gospodarczym krachem ocaliła Rzeczpospolitą chciwość szwedzkiego króla Gustawa Adolfa. Szybko pozwolił on na wznowienie wymiany przez Gdańsk, lecz obłożył polski eksport wysokim cłem. Po czym w zaledwie kil­ka miesięcy zainkasował 30 mln zł, co było kwotą dziesięć razy większą niż całość rocznych dochodów budżetu Rze­cz­ypospolitej. Za zdobyte środki sfinansował podbój sporej części Rzeszy Nie­mieckiej. Dopiero po dziewięciu latach wojny królowi Władysławowi IV udało się doprowadzić do wycofania Szwedów z Pomorza Gdańskiego i uwolnić eksporterów od morderczego cła. Ale przez ten czas polskie zboże utraciło sporo rynków zbytu i nigdy ich nie odzyskało. Co gorsza, system produkcji oparty na pańszczyźnie sprawił, że w Rzeczypospolitej nie nastąpiły zmiany ekonomiczne i technologiczne podobne do tych na Zachodzie. Ogromny kapitał zgromadzony przez szlachtę, zamiast stać się zaczątkiem polskiego kapitalizmu, przejedzono lub pozwolono rozkraść kolejnym najeźdźcom (głównie Szwedom podczas potopu).

Dopiero w połowie XVIII w. próbowano nadrobić te zaległości, choć ci pierwsi biznesmeni woleli zajmować się eksportem żywności, niż inwestować w  produkcję przemysłową. Aby ominąć budowane przez Prusaków na Wiśle komory celne, Michał Kazi­mierz Ogiński wpadł na pomysł przekopania kanału łączącego najważniejsze polskie rzeki z Morzem Czarnym i w 1784 roku otwarto drogę wodną łączącą Jasiołdę w do­rzeczu Prypeci ze Szczarą. Kanał umoż­liwił spławianie barek ze zbożem do portów nad Morzem Czarnym. W tym czasie Protazy Potocki założył Kom­panię Handlu Czarnomorskiego i prze­konał króla Stanisława Augusta Ponia­towskiego, by załatwił mu u swej byłej kochanki, rosyjskiej cesarzowej Ka­tarzyny II, zwolnienie z opłat celnych. Nas­tępnie od innego kochanka cesarzowej, księcia Potiom­kina, odkupił od­cinek wybrzeża w leżącym u ujścia Dnie­pru porcie Cher­soń. Dys­ponując drogą wodną przez Kanał Ogińskiego oraz czarnomorskim portem, Kom­pania rozpoczęła światową ekspansję.

I znów eksportowano prze­de wszystkim polską żywność, zwłaszcza zboża i sery wyrabiane przez holenderskich emi­grantów, których Potocki osiedlał na ukra­ińskim stepie. W krót­kim czasie twórca Kom­panii Handlu Czarno­mor­skiego stał się bajecznie bo­gatym człowiekiem, zdobył fortunę szacowaną na 70 mln ówczesnych złotych. Była to ogromna kwota, zważywszy, że podczas insurekcji kościuszkowskiej dla sfinansowania wszystkich wydatków państwa, włącznie z działaniami zbrojnymi, Rada Najwyższa Na­rodowa wyemitowała banknoty na łączną sumę 60 mln złotych. Ale wojnę z Rosją przegrano, Rzeczpospolitą zlikwidowali zaborcy, zaś imperium Potockiego upadło.

Paradoksalnie odzyskanie niepodległości w 1918 r. za­groziło Polsce gospodarczą katastrofą. Producenci z Rze­czy­pospolitej utracili nagle 90 proc. rynków zbytu. So­wiecka Rosja szczelnie zam­knęła granice, a Austro-Węgry się rozpadły. Jedynie Niemcy, przymuszone traktatem wersalskim, nie mogły nakładać ceł zaporowych. Dzięki temu stały się odbiorcą aż 40 proc. polskiego eksportu. Przy czym jedną trzecią stanowił węgiel, a kolejne 30 proc. mięso, ziemniaki, zboże oraz surowce: cynk, żelazo i drewno. Wszystko układało się dobrze do momentu, gdy minister spraw zagranicznych Gustav Stresemann postanowił radykalnie zmienić wzajemne relacje. „Nie możemy bez przeszkód wpuszczać polskiego węgla, gdyż Niemcy przeżywają obecnie ostry kryzys węglowy, w Wałbrzychu pa­nuje z tego powodu po prostu głód” – ogłosił w czerwcu 1925 roku.

Faktycznie węgiel wydobywany na Górnym Śląsku był tańszy od tego z Zagłębia Ruhry czy z wałbrzyskich kopalń. Wkrótce rząd w Ber­linie wszczął wojnę celną mającą zniszczyć polskie kopalnie oraz całe państwo. Za­blokowanie importu węgla oraz obłożenie innych towarów tzw. cłami bojowymi boleśnie uderzyły w Rzecz­pospolitą. Ale szczęśliwym trafem w maju 1926 r. brytyjscy górnicy rozpoczęli strajk generalny, który potrwał siedem miesięcy. Dotych­czasowi kontrahenci zaczęli więc kupować polski węgiel i na początku 1929 r. udział Rzeczypospolitej w światowym eksporcie przekroczył magiczny 1 procent.

Niestety, wybuchł Wielki Kryzys i wszystkie kraje zaczęły bronić rodzimych producentów, systematycznie podnosząc stawki celne. W nowej sytuacji kolejne rządy w Warszawie starały się wspierać za wszelką cenę wywóz towarów. „Ponieważ otrzymanie nowych pożyczek wydaje się wykluczone, jedynym sposobem wywiązania się ze swych zobowiązań zagranicznych jest podtrzymanie eksportu” – tłumaczył w kwietniu 1933 r. Henryk Strasburger, prezes Centralnego Związku Prze­mysłu Polskiego. Eksport da­wał też szansę na zmniejszenie bezrobocia. Wobec dramatycznej sytuacji przestawano zwracać uwagę, co i komu się sprzedaje. Dlatego prawdziwym hitem okazał się eksport polskiej stali do prowadzącego intensywne zbrojenia ZSRR. Udział zamówień ze Związku Ra­dzie­ckiego stanowił 30 proc. cał­kowitej produkcji wyrobów walcowanych oraz 83 proc. całkowitego eksportu polskiego w danej gałęzi. Gdyby nie eksport do ZSRR, huty musiałyby zwolnić 25 proc. pracowników.

Natomiast w Wielkiej Bry­tanii znakomicie sprzedawał się cukier w cenie 17 groszy za kilogram. Nie odzwierciedlała ona kosztów produkcji, ponieważ rząd zezwolił, by kartel SHC (Spółka Han­dlowa Cuk­rowni), zrzeszający wszystkich krajowych wytwórców, mógł swobodnie ustalać ceny w kraju. Polscy konsumenci kupowali więc kilogram cukru w sklepie za 1,50 zł, finansując praktyki dumpingowe. Tymczasem brytyjscy farmerzy masowo karmili cukrem świnie, bo był tańszy od zwykłej paszy. Co ciekawe, w podobny sposób dotowano wówczas eksport zboża i węgla. Zdobywszy pozycję monopolisty, Polska Konwencja Węglowa eksportowała w 1932 r. węgiel w cenie 7,70 zł za tonę, gdy koszt jej wydobycia wynosił ok. 20 złotych. Straty rekompensowano sobie w ojczyźnie, gdzie cena za tonę węgla dochodziła nawet do 64 złotych.

Tags: eksport, gospodarka, polska, przemysł, żywność
Subscribe

Comments for this post were disabled by the author