clickkey (clickkey) wrote,
clickkey
clickkey

O wódce i jej historii

O wódce i jej historii z Piotrem Siekluckim, aktorem, reżyserem teatralnym i dyrektorem Teatru Nowego, ale także miłośnikiem, znawcą i recenzentem tego trunku rozmawia Tomasz Borejza.

Lubi Pan wódkę?

Lubię.

Dlaczego?



To jest bardzo dobre pytanie. Gdyby zapytał Pan Marka Bieńczyka o to dlaczego lubi wino, to mógłby odpowiadać literaturą i poezją. Opowiadać o tym, że ten trunek kojarzy się z czymś pięknym, ze słońcem, z Francją, z wielką kulturą i wspaniałymi spotkaniami. Proste.

Dla mnie podobnie jest z wódką. To fascynacja i przygoda. Kiedy podróżuję po Polsce lub Rosji to zawsze z małą buteleczką. Ale wódka jest także wielką literaturą. Od Iredyńskiego, Grochowiaka, przez „Umierałem 100 razy” Korczaka, wspaniałe opowiadania Marka Hłasko, po Jerofiejewa współczesnego i dawnego, Broniewskiego, Starlinga, a nawet Osiatyńskiego…

Fascynację widać w prowadzonym przez Pana Teatrze, bo on rzeczywiście lubi wódkę. Sztuk, w których picie jest ważne, a i wódka ma swoje miejsce, nie brakuje. „Encyklopedia duszy rosyjskiej” lub „Lęki poranne” to tylko niektóre z nich...

Czasami ludzie pytają mnie dlaczego mój teatr często mówi o wódce. Dlaczego gloryfikuję coś, co niszczy? Dlaczego pokazuję, że można pić i nie zawsze musi to mieć negatywne skutki? Nie do końca potrafię odpowiedzieć na te pytania, ale to chyba przyszło właśnie przez literaturę. Zafascynowała mnie wódka, która przelewa się między wersami i pozwala poczuć swoją niszczącą siłę. Tak jest choćby u Hłaski, czy u Wieniedikta Jerofiejewa w znanym poemacie „Moskwa Pietuszki”, którą również wystawiamy w naszym teatrze w formie radzieckiego koncertu! Chodzi o picie, które niszczy, ale jednocześnie wyzwala.

Zapytałem o to przede wszystkim dlatego, że dziś wódka jest passé. Niewielu się do niej przyznaje. Zainteresowanie winem jest jakoś zrozumiałe, nawet lekko snobistyczne. Piwo modne. Ale wódka?

Jest passé, ponieważ utarło się, że wódkę pije się jedynie po to, by się zapomnieć, sponiewierać, upić. Kojarzy się z nią alkoholizm,a przecież wszystko uzależnia tak samo. Wino i piwo się jakoś specjalnie nie różnią. Jednak pijak i alkoholik to zawsze ktoś, kto pije wódkę.

Jest i to, że o winie łatwiej jest pięknie mówić, ponieważ ma ogromną i długą tradycję. Od razu kojarzymy je z wielką kulturą, ale pamiętajmy, że nie jesteśmy Francuzami ani Włochami. Kultura Słowian, nasza kultura, jest związana z innym alkoholem. Z wódką. To ją piło się podczas najważniejszych spotkań, także politycznych. To ona była motorem rozmów, które toczono przy kieliszku, niekoniecznie upijając się do upodlenia. Choć rzeczywiście problem jest taki, że my tej wódki pić nie umiemy, a oni potrafią pić wino.

Jednak, gdy myślimy o wódce i kulturze to raczej o tym, że kulturę niszczyła, a nie budowała?

Budowała. Była ważnym elementem choćby kultury szlacheckiej. Oczywiście ktoś powie: i co ta szlachta z Polską uczyniła? Jednak tego, że była ważna, nie da się pominąć. W Rosji, Polsce, Skandynawii to z pomocą wódki próbowano mierzyć się ze swoimi demonami. Nie uciekniemy od tego.

Zresztą i później było podobnie. Niech Pan popatrzy na PRL-owskie filmy. Choćby Barei. Tam wszyscy jedzą kotleta i popijają go czystą wódką. Jak smaczny jest kotlet, którego popijasz 50-tką wódki? Albo tatar? Tatar wspaniały jest tylko z czystą. To jest zupełnie inny smak. Wino jest do innych potraw. Wódka do innych. Schabowy i 50-tka „czystej” to jest nasza kultura.

Od okowity do gorzałki

Skąd wódka się wzięła? To jest stosunkowo młody trunek?

Tego skąd się wzięła nie wie nikt i nikt się nigdy nie dowie. Z tym w ogóle jest problem, ponieważ historii wódki właściwie nikt nie zgłębiał. To nie jest wino lub piwo. Literatury jest bardzo mało.

Wiemy na pewno, że była destylowana już w VIII wieku w Andaluzji, gdzie robili to Arabowie, ale używano jej wtedy jako lekarstwa. Tak było zresztą i przez kilka kolejnych wieków, kiedy wytwarzano ją przede wszystkim w aptekach i wykorzystywano do leczenia dolegliwości żołądka, ale też z jej pomocą dezynfekowano, rozgrzewano, znieczulano. Te wódki były jednak trochę inne. Nie były „czyste”. Przygotowywano wywary z ziół ze spirytusem i wodą. Opisy jak to zrobić zachowały się w zielnikach. Na przykład w „O ziołach i mocy ich” Stefana Falimierza, który był lekarzem na dworze Jana Tęczyńskiego.

I pisał, że można ją wykorzystać, by walczyć z oziębłością, ponieważ budzi pożądanie. Z czym nietrudno się zgodzić. Zwłaszcza, gdy jest pita w umiarze. W pewnym momencie jednak okowita przestała być wywarem z ziół i lekarstwem, a stała się „czystą” i trafiła na stoły. Kiedy przestała leczyć, a zaczęła upijać?

Przyjmuje się, że mniej więcej w XVI wieku. Wówczas wódka weszła do obiegu na równi z piwem i winem. Zaczęto jej używać, by poprawić sobie nastrój. Przewaga, którą dostrzegano, polegała na tym, że nie trzeba było jej pić tak dużo. Już jeden kieliszek wystarczał, by poczuć się lepiej i zmienić emocje. Oczywiście największe uznanie zyskała sobie na Wschodzie Europy. Pewnie nie bez znaczenia było doskonałe zboże. Dzięki niemu dało się osiągnąć niezwykle ciekawe efekty.

Jak to wyglądało w Polsce?

Od XV wieku pędzono ją z żyta. Początkowo stosowano bardzo prymitywną metodę. Trzykrotnie destylowano zacier z przefermentowanego żyta. Po pierwszej destylacji otrzymywano tzw. brantówkę, po drugiej – szumówkę, a po trzeciej okowitę, którą rozcieńczano z wodą i otrzymywano wódkę „szynkową”.

Wódka była trunkiem plebejskim?

Można powiedzieć, że wyszła ze stodoły, ponieważ to tam pędzono bimber. Jednak bardzo szybko stała się trunkiem cenionym przez szlachtę. Do dziś liczne wytwórnie wódek nawiązują do tej tradycji.

A skąd nazwa? Od wody?

Prawdopodobnie tak, choć to wszystko w dużej mierze domysły. Ale wódka to też nie jedyna nazwa, której używano i używa się nadal. Mówiono, to zostało do dziś, „gorzałka”, ale też okowita, w Szwecji była to „brenvin”, a w Rosji "żiżennaja woda". Te ostatnie nazwy łączyło to, że wskazywały na jej życiodajną siłę i moc.

Pito dużo?

Zależy kiedy. Gdy rządzili ostatni Jagiellonowie robiono to jeszcze z umiarem. Jednak rozwój gospodarki oznaczał także więcej zboża, a to z kolei, że można było produkować więcej wódki. Rosła jej dostępność i pito coraz więcej. Wiek XVII to czas, gdy stała się ona obowiązkowym elementem spotkań towarzyskich. Czasy Sasów to już brak umiaru. Wówczas picie stało się cnotą. Gdy ktoś mógł pić dużo, był to powód do dumy.

Pito wszędzie, nie wyłączając obrad sejmowych, co znalazło zresztą swój tragiczny koniec w rozbiorach. Niejeden mówił wówczas, że szlachta przepiła niepodległość. To przewartościowało stosunek do wódki. Zabory, kolejne powstania, pamięć o saskich pijatykach spowodowały, że picie zaczęto oceniać bardzo negatywnie.

Ale jednocześnie zaczęto też pędzić wódkę z ziemniaków, powstał przemysł i pojawiły się pierwsze znane polskie marki. Ważny był tu chyba J.A. Baczewski?

Tak, historię wódki w naszej rodzimej tradycji przypisujemy Józefowi Baczewskiemu. Ale trzeba pamiętać, że stoi za tym cała rodzina Baczewskich. Józef kojarzy nam się z wódką dlatego, że był pierwszym polskim przemysłowcem, który wprowadził reklamę tego trunku. Handel oparł na marketingu.

To dlatego stał się polskim potentatem koncernu spirytusowego. To on wprowadził  etykiety, nowe kształty butelek, karafki. Wszystko to zachęcało do spożywania wody ognistej. Był to XIX wiek, a jego fabryka była nowocześnie zarządzana. W 1939 roku, kiedy zaczęła się wojna, fabrykę ograbili Sowieci, wytłukli butelki, większość wypili, a reszta została zbombardowana. Po wojnie potomkowie Józefa Baczewskiego przywrócili firmę do życia i działa ona do dziś.

Wódka polska czy rosyjska?

Wielki przemysł to wielkie pieniądze. Nazwa wódka stała się na tyle cenna, że w ZSRR postanowiono dowieść, iż narodziła się ona w Rosji, a nie w Polsce. Słusznie?

Cały ten spór był trochę zabawą w piaskownicy, chociaż chodziło o naprawdę duże pieniądze. Przecież produkcja wódki praktycznie nic nie kosztuje. Wszystko to marka, opinia, otoczka. Rosjanie dowodzili, że to oni pierwsi zrobili „czystą”. Miał tego dokonać niejaki mnich Izydor, który w XIV wieku wynalazł „wino chlebowe”.

Intrygujące jest to, że niektórzy traktowali całą sprawę niezmiernie poważnie. Na przykład gdy w 2000 roku zamordowano Pokhlebkina, autora „Historii wódki”, to nie brakowało takich, którzy mówili, że zrobili to Polacy w zemście za odebranie im pierwszeństwa w tej dziedzinie. Wspomina o tym między innymi Wiktor Jerofiejew w „Encyklopedii duszy rosyjskiej” i w „Rosyjskiej apokalipsie”

Zresztą dla Rosjan wódka jest w ogóle ważniejsza niż dla nas. Piękne jest Muzeum Wódki w Moskwie. To jest olbrzymia hala. Przechodząc przez nią poznajesz całą historię i proces produkcji, zapoznajesz się z prawie 3 tysiącami gatunków. Jest tam pełno aktorów i statystów. Chłop miele ziarno. Ktoś pije. Inny sprzedaje. Pokazują ci, jak to się robi. Warto tam pojechać. Przeżycie jest fantastyczne.

Muzeum wódki? Niejeden powie, że nie ma co upamiętniać.

Bez sensu. Jeżeli coś jest ważne dla twojej kultury to dlaczego tego nie upamiętniać? Z czego powstała najpiękniejsza rosyjska literatura? Z wódki. A właściwie z problemu z wódką. Dostojewski. Tołstoj. Jerofiejew. Tam jest wódka. Coś co napędza twój świat. Dlaczego się od tego odgradzać?

To jest zresztą tylko jeden przejaw kultury picia wódki, która jest tam inna niż u nas.

Inna czyli jaka?

W Rosji istnieje kultura picia wódki. I nie mówię, tu o uchlewaniu się do nieprzytomności, menelach, bezdomnych, których obraz kojarzy nam się z pijącą Rosją. Przecież u nas jest podobnie, ale na mniejszą skalę. Kiedy pracowałem w Uljanowsku ani razu nie widziałem pijanych zataczających się ludzi.  

Podczas mojego kilkutygodniowego pobytu tylko raz aktorzy z Teatru im. Gonczarowa zaprosili mnie na „popijawę”. Wznosiliśmy toast za naszych rodziców, za ojczyznę, zakąszaliśmy, ja słuchałem ich „starych” opowieści, oni przerywali je śpiewem… a tak pięknie śpiewali, że płakaliśmy wszyscy. Ale nikt się nie przewrócił, nie porzygał, nie awanturował. Pod koniec wstawiony aktor zaprosił mnie do swojej prywatnej garderoby i pokazał wielki portret Stalina, zapłakał i powiedział, ze to podarunek od mera miasta z prywatnej kolekcji Berii, który wisiał w jego daczy. Powiedziałem, że to przecież zbrodniarze, a on zapłakał jeszcze mocniej i powiedział:  „toż nie nad nimi płacze, a nad ich ofiarami!”. Ten Stalin wisi w garderobie jako przestroga. Wielki problem mają Rosjanie ze swoją historią, ale my przecież też mamy swoje historyczne demony, które tak nas ostatnio dzielą.

Celebruje się ją. Ale celebrują głównie starsi. Młodzi odwracają się od niej, bo chcą być europejscy, więc starają się unikać wódki jak ognia i coraz częściej wybierają wino. Starsi Rosjanie potrafią wódkę smakować. To przychodzi im o tyle łatwiej, że jest ona tam doskonała. Nasza wódka jest dobra, ale rosyjska jest najlepsza na świecie.

Smaczna, ale groźna

Da się smakować wódkę?

Oczywiście. Przecież w tej rozmowie mówimy o smakowaniu, delektowaniu się, a nie upijaniu! Nie upijam się na umór, wiem że fascynacja ta może mnie zgubić, dlatego namiętnie czytuję prof. Osiatyńskiego, gdyż nikt tak jak on nie mówi o niebezpieczeństwach. Wolę Osiatyńskiego niż Pilcha. Wódkę można smakować, rozróżniać smaki, oleistość, zapach. Są wódki płytkie, spirytusowe. Są takie, które mają głębię smaku. Gdy piszę recenzje wódek to staram się łączyć je z literaturą, sztuką.

Można o nich mówić jak o poezji  czarnej jak u Jesienina, a można przyrównać ją poezji prostackiej i nijakiej. Wódka z ziemniaka nie jest tym samym, czym wódka ze zboża. Za trunek szlachetny uchodzą te ostatnie. Ważny jest element destylacji, rektyfikacji, ważna jest woda ze źródła, przetrzymywanie trunku czy to w kadziach, czy to w dębie...

Wódka to nie po prostu wódka?

Wie Pan, można żywić się w fast foodach, a można w dobrej restauracji. I tu i tu cię niby żywią, ale skutki mogą być różne. Coś może zabijać twój organizm, a coś wzmacniać. Picie na umór byle czego nie wróży nic dobrego, natomiast kosztowanie i smakowanie dobrej, wcale nietaniej wódeczki może wprowadzić w stan duchowej przygody.

Po czym odróżnić dobrą od złej?

Ja staram się oceniać ją po niespirytusowym posmaku, po łagodnym charakterze, oleistości, konsystencji. Oczywiście jeśli zmrozisz wódkę, by była tak gęsta jak smoła, nie poznasz jej charakteru i z łatwością oszukasz klienta sprzedając ją jako dobrą, markową, chociaż wlewasz mu do gardła „benzynę”. Dlatego dobrej wódki nie powinno się mrozić, ale odpowiednio schładzać… wtedy idealnie rozgrzewa umysł, ciało i duszę. Byle by jednak się w tym wszystkim nie zatracić.

To jest najważniejsze.

Piotr Sieklucki – aktor i reżyser teatralny. Założyciel oraz dyrektor Teatru Nowego w Krakowie, na którego deskach wystawia przede wszystkim sztuki oparte o dzieła autorów polskich oraz rosyjskich. Miłośnik, znawca i recenzent wódek. Prowadzi portal czysta-vodka.com

Copyright 1996-2012 Grupa Onet.pl SA


Tags: historia, polska, wódka
Subscribe

Comments for this post were disabled by the author