clickkey (clickkey) wrote,
clickkey
clickkey

Polskie bogactwo w oczy nikogo nie kłuje

Polskie bogactwo w oczy nikogo nie kłuje

Polskie bogactwo w oczy nikogo nie kłuje

28 paź, 06:16

Polska zamożna jednym różni się od innych zamożnych krajów: wbrew pozorom i obiegowym opiniom, kontrast między tzw. klasą średnią a grupą osób posiadających wielomilionowe majątki praktycznie nie istnieje.





Nieliczne wyjątki tylko potwierdzają regułę. Rozważania na temat polskiej zamożności od lat osadzone są w kontekście kryzysu z 2008 roku. To pierwsze spowolnienie globalnej koniunktury, które odczuli na własnych portfelach klienci bankowości prywatnej, polscy multimilionerzy oraz biznesmeni i inwestorzy giełdowi. Mimo hossy, która trwała od 2010 r. do sierpnia 2011 r., część majątków nadal nie zdołała odzyskać dawnego blasku. Pieniądze jednak lubią ciszę, toteż niewiele wiemy o tym, jak bardzo ostatni kryzys uszczuplił majątki, ale też – z jakimi obawami zmagają się najzamożniejsi teraz, kiedy świat straszy ich recesją. Wybierających milczenie z roku na rok jest coraz więcej.

Liczba osób bogatych i zamożnych w Polsce w 2011 r. wyraźnie przekroczyła 650 tys. osób – wynika z danych firmy doradczej KPMG z zastrzeżeniem, że pod tym terminem rozumieć należy osoby, których przeciętny dochód miesięczny brutto wynosi od 7,1 tys. do 20 tys. złotych.

Do grupy bogatych analitycy KPMG zaliczają Polaków, którzy mają przeciętny dochód miesięczny powyżej 20 tys. zł brutto (oraz aktywa płynne o wartości ponad 1 mln dolarów w postaci gotówki, lokat, obligacji, akcji). Ich liczbę szacuje się w Polsce na ok. 50 tysięcy.

Jest jeszcze grupa tzw. aspirujących, szacowana na około 2 mln osób, ale jest to rzesza, która w bankach traktowana jest w kategoriach zaawansowanej bankowości – to klienci segmentu personal banking.

– Z roku na rok duża grupa osób zaliczonych do kategorii aspirujących, która liczy obecnie około 2 mln osób, będzie trafiać do kategorii osób zamożnych – uważa Andrzej Marczak, partner w KPMG.

Czy jednak za dynamicznym wzrostem liczby zamożnych i bardzo zamożnych idzie zmiana jakościowa? Innymi słowy, czy po Polakach widać ich zamożność? 

Odpowiedź jest krótka – nie. Portret bogatego Polaka jest daleko bardziej uboższy niż jego odpowiednika z Zachodu. Nie ma (jeszcze) w Polsce mowy o utracjuszach i ekscentrykach wydających pieniądze na prawo i lewo. Wszelkie badania – w tym przeprowadzone w 2011 roku przez MillwardBrown SMG/KRC na zlecenie ING Banku oraz „Forbesa” – potwierdzają przypuszczenia, że najzamożniejsi klienci banków, klienci private bankingu oraz osoby, których aktywa umożliwiają skorzystanie z oferty, bardzo niechętnie afiszują się z bogactwem. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że polskim milionerom wystarczy sama świadomość posiadanego majątku. Lęk przed barierami wywołany wystawnym trybem życia jest podstawową obawą polskiego milionera. Tym sposobem klienci sami dystansują się wobec swojej zamożności i spędzają czas tak samo jak klasa średnia. 

Taką konkluzją zakończyło się również badanie jakościowe klientów bankowości prywatnej Banku Pekao, które zostało przeprowadzone w 2010 roku. W tym przypadku badanymi byli klienci korzystający z usług private bankingu, podczas gdy w badaniu „Forbesa” i ING Banku część respondentów, mimo deklarowanego niekiedy wielomilionowego majątku, z propozycji zaawansowanej bankowości nie korzystała.

 

Obie te grupy łączy to, że są odporne na wszelkiego rodzaju przynęty zarzucane przez banki. Trudno trafić do nich nawet z usługami typu concierge czy art bankingiem.

Andrzej Rosłaniec, dyrektor departamentu bankowości prywatnej Citibanku, twierdzi, że z wartości dodanej, która towarzyszy ofercie private bankingu, korzystają klienci, którzy w swoim mniemaniu osiągnęli status majątkowy pozwalający im na realizowanie pasji czy to przy wsparciu specjalistów od art bankingu, czy np. poprzez zaproszenia na prezentacje najnowszych modeli luksusowych samochodów. Polskim milionerom wystarcza trochę więcej wolnego czasu spędzonego z rodziną oraz uznanie w oczach społeczeństwa. Wśród wymienianych pragnień znajdziemy oczywiście chęć podróżowania, inicjatywy charytatywne oraz wycofanie się z życia zawodowego, ale i tak brakuje ekscentrycznych zachcianek, które oprócz tego mógłby zorganizować doradca w ramach usługi concierge. 

Z doświadczenia bankowców wynika jednak, że większość klientów przede wszystkim cechuje powściągliwość w pokazywaniu statusu majątkowego.

 

Najbogatsi są, jak wynika z tegorocznego i ubiegłorocznego badania, patriotami i liberałami. Zamożni Polacy uważają wolność jako wartość nadrzędną, ważny dla nich jest także równy dostęp obywateli do podstawowych dóbr oraz brak ograniczeń krępujących wolny rozwój gospodarczy. Można  jednak wśród nich zauważyć wyraźną frustrację i niechęć względem obecnej klasy politycznej. 

– Przez ostatnie lata nie zrobiono tu nic, aby zmienić strukturę finansów publicznych, stworzyć podstawy rozwoju gospodarczego. Mamy do czynienia z sytuacją, gdy jedynie co trzeci absolwent wyższej uczelni znajduje zatrudnienie, jak więc ma myśleć o założeniu rodziny? Struktura demograficzna pcha nas ku katastrofie. Poza tym przez ostatnie 20 lat nie zrobiono nic, aby poprzeć rozwój tej klasy, która decyduje o obliczu demokracji czy gospodarki rynkowej, czyli klasy średniej  – mówi jeden z rozmówców.

Porównując polskich milionerów do tej samej grupy w Niemczech czy też Austrii, nasuwa się jeden wniosek – jesteśmy milionerami za krótko, żeby wyraźnie uformować profil całej grupy. Polscy milionerzy to grupa homogeniczna, we wczesnej fazie rozwoju, choć szefowie departamentów bankowości prywatnej odżegnują się od traktowania swoich klientów w ten sposób. 

Polscy milionerzy są też – zgodnie z badaniami – wyraźnie młodsi. W naszym kraju grupa między 40. a 50. rokiem życia stanowi około 45 proc. badanych, gdy tymczasem np. w Austrii i Włoszech jest to odpowiednio 15 i 25 procent. Na Zachodzie dominują milionerzy odpowiadający stereotypowi „zamożnego starca”. Jeden z bankowców stojących na czele departamentu bankowości prywatnej stwierdził: – Myślenie o najzamożniejszych w kategoriach Listy 100 Najbogatszych Forbesa nijak się ma do ludzi, z którymi się spotykamy, a trzeba przyznać, że wśród nich są tacy, którzy z powodzeniem mogliby znaleźć się w połowie listy.

– Ogromnym wyzwaniem byłoby stworzenie uproszczonego, schematycznego obrazu tego typu klienta. W przypadku Citi Handlowy mamy do czynienia przede wszystkim z trzema gru­pami społecznymi. Pierwszą z nich stanowią właściciele firm. W drugiej znajduje się tzw. senior management, czyli ludzie, którzy pracując dla często międzynarodowych organizacji, odnieśli zawodowy sukces i zajmują stanowiska zarządcze. I wreszcie trzecia gru­pa to profesjonaliści, a wśród nich przede wszystkim prawnicy, architekci czy partnerzy firm konsultingowych – tłumaczy Andrzej Rosłaniec. 

Pod względem konsumpcji i stylu życia rodzimi najbogatsi bardzo często nie odróżniają się od klasy zamożnej, a nawet średniej. Na tle aktywnych sportowo i angażujących się aktywnie w kulturę Włochów, Niemców i Austriaków nasi najbogatsi wypadają słabo. O wspieraniu sportu i kultury myślą raczej w sferze aspiracji niż aktywnego uczestnictwa. Pojedyncze przykłady tylko utwierdzają ich w tym stanowisku.

– Nie miałbym nic przeciwko posiadaniu np. drużyny piłkarskiej, zwłaszcza że kiedyś sam uprawiałem ten sport i nawet osiągałem niezłe wyniki. Teoretycznie jest to możliwe, choć może nie w pierwszej lidze. Być może kiedyś tak się stanie, na razie obserwuję, jak najbogatsi Polacy na sporcie tracą – uważa jeden z rozmówców. Powołuje się na przykład Józefa Wojciechowskiego, twórcę J.W. Construction, który ostatecznie rozstał się ze sponsorowaną przez siebie Polonią Warszawa, tracąc kilkadziesiąt milionów złotych.

 

Myślenie o sponsoringu w kategoriach „makro” jest jednostkowe. Najzamożniejsi, głównie przedsiębiorcy spoza wielkich miast, wolą raczej angażować się na poziomie lokalnym, np. fundują gminne stypendia dla utalentowanych sportowców i muzyków (będąc silnie związanymi z lokalnymi społecznościami, z których pochodzą i które znają, łatwo im znaleźć osoby potrzebujące). Jednak przyznają, że wyboru dokonują subiektywnie i nie mają ambicji np. utworzenia fundacji celowej. Jeden z ankietowanych, lokalny potentat spożywczy wyceniający swój majątek na ponad 50 mln złotych, każdego roku np. funduje dzieciom swoich pracowników wyprawki szkolne, co (z czego jest dumny) zyskuje mu dodatkową przychylność społeczności. 

Na pytanie, czym jeździ, odpowiada, że luksusowym Citroënem C6, ale używanym. 

– Po co wydawać 200 tysięcy złotych na najprostszy nowy model, skoro trzyletni samochód kupiłem za mniej niż jedną trzecią tej ceny? – mówi.

Maurycy Kühn, członek zarządu Ge­tin Noble Banku, twierdzi, że samochód przestał być traktowany jako atrybut zamożności. Zauważył pewną prawidłowość – im większe aktywa zdeponowane w banku, tym auto mniej rzucające się w oczy. Bardzo drogie samochody są dziś domeną nowej kasty najzamożniejszych: osób na eksponowanych stanowiskach menedżerskich, zarabiających po kilkadziesiąt, sto kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, przedstawicieli wolnych zawodów, prawników. Jeden z bankowców twierdzi, że „i tak większość z tych Porsche i Mercedesów to leasing, który sam zaproponowałem, kiedy usłyszałem o planach zakupu pojazdu”.

 

Po co najzamożniejsi zarabiają pieniądze?

– Ewidentnie chcę być bezpieczny finansowo. Ale posiadanie nadwyżek finansowych też jest pewnym wyzwaniem. Nie chcę powiedzieć, że jest kłopotem, chociaż można to postrzegać nawet i w tych kategoriach. W Polsce mało jest ludzi, którzy powiedzą: „tyle, ile mam, do końca życia nie wydam”. Z drugiej strony, zarabianie to ciekawe wyzwanie, bo jest pewną miarą sprawności, również intelektualnej, miarą współzawodnictwa z rynkiem, ze swoimi czasami, ze sobą. Dochodzi do tego satysfakcja z tworzenia. Jeżeli stworzy się firmę i odpowiednią, przyjazną, akceptowaną kulturę, w której ludzie dobrze się czują, to ma pan sporą bazę życzliwych, powiedziałbym nawet, wdzięcznych ludzi – wyjaśnia jeden z badanych.

Bankowcy przyznają, że większość ich klientów tak bardzo niechętnie eksponuje swój majątek, że bardzo prawdopodobna jest sytuacja, że za ścianą może mieszkać milioner, a sąsiedzi nie będą mieli o tym zielonego pojęcia. 

Bankowcy mówią o tej grupie klientów, że nie spotkali wśród nich ani jednego, który stwierdziłby, że zdołał zebrać na tyle duży majątek, by oddać się życiu rentiera. Co ciekawe, tak samo mówią ci, których zamożność związana jest z otrzymaniem np. spadku. Przykład klienta bankowości prywatnej jednego z mniejszych graczy na tym rynku, który oddał w zarządzanie kwotę 7 mln zł (strategia rentierska, z odsetkami wypłacanymi co kwartał), a przy tym wciąż pracuje na stanowisku, z którego osiąga niewiele ponad 4 tys. zł netto miesięcznie, wcale nie jest odosobniony. 

 

Polscy najzamożniejsi rzadko powiedzą o sobie, że są bogaczami. Ten termin, mimo niekiedy robiących wrażenie fortun, rezerwują dla osób ze szczytów rankingów najbogatszych Polaków. W ich opinii to ludzie, którzy mogą oddać się konsumpcji bez konieczności wykonywania jakiejkolwiek pracy. Bardziej czują się jak klasa średnia, o której chętnie mówią. Tyle że żyjąca na poziomie wyższym niż przeciętny przedstawiciel tej klasy. Charakterystyczne dla klasy średniej są również ich zachowania, ponieważ mając na myśli np. edukację dzieci, nie mówią o zagranicznych szkołach, zachodnich uniwersytetach. Są zgodni, że odpowiednie wykształcenie można uzyskać w Polsce. Płatna nauka czy studia na prywatnych uczelniach to wykorzystanie możliwości, które posiadają, ale nie standardowe zachowania. 

Mimo wszystko w rozmowach ostatecznie przyznają, że imponuje im styl życia czołówki listy najbogatszych Polaków, chociaż tak naprawdę niewiele wiedzą o ich życiu. Najsłynniejsi najbogatsi pilniej niż ich „ubożsi” koledzy strzegą prywatności. Numerem jeden w rozmowach o stylu życia najzamożniejszych z zamożnych jest Jan Kulczyk, kojarzony mniej z biznesem, bardziej z luksusowymi jachtami i podróżami prywatnym samolotem do ogromnej rezydencji w Londynie. O wiele więcej wiedzą o Józefie Wojciechowskim i jego pasji podróżowania własnym samolotem do miejsc, gdzie akurat kotwiczy jego wart 15 mln dolarów 40-metrowy jacht z 5-osobową załogą, o rezydencji nad Zegrzem, zakupach w Londynie i Nowym Jorku oraz o drogich samochodach. Dla kobiet, których reprezentacja wśród badanych jest – niestety – skromna, wzorem jest z kolei Irena Eris, która umiejętnie potrafiła zdywersyfikować działalność w ramach jednego rynku wellness, na którym działa. To jej ośrodki SPA są głównym celem weekendowych wypadów najzamożniejszych. Pałace nad jeziorami, jakie posiadają np. Dariusz Miłek, założyciel CCC, czy Mariusz Świtalski, założyciel m.in. sieci handlowych Żabka i Biedronka, uważają za zbytek, chociaż żaden z rozmówców nie kwestionuje prawa do posiadania takiego majątku, na jaki przyjdzie ochota. 

Liczą na to, że pewnego dnia będą mogli powiedzieć: „teraz moja kolej”. 

Autor: Paweł Zielewski


Tags: banki, gospodarka, polska
Subscribe
Comments for this post were disabled by the author