clickkey (clickkey) wrote,
clickkey
clickkey

Halina Poświatowska: kiedy umrę, kochanie

Halina Poświatowska: kiedy umrę, kochanie

Halina Poświatowska: kiedy umrę, kochanie

12 paź, 10:39 Źródło: Onet
Halina Poświatowska (fot. EastNews)
Halina Poświatowska (fot. EastNews)

20 września 1967 roku Halina Poświatowska ostatni raz powitała szpitalne łóżko. Wcześniej – w pociągu, który wiózł ją do Warszawy – powiedziała do matki: "Ja już nie wrócę". Zaledwie kilkanaście dni po drugiej operacji "podłe serce" (tak nazywała je w listach) poetki przestało pompować życie. Właśnie mija 45 lat od jej śmierci.







Trzydziestodwuletnie życie Haliny Poświatowskiej było ciągłym zmaganiem z chorobą. Każdy większy wysiłek oznaczać mógł śmierć.

Na temat jej urody sprzeczało się wielu. "Nie była ładna – była na to zbyt Piękna" – napisał w wierszu "Halszka" Stanisław Grochowiak. Ona sama powiedziała kiedyś: "Pisanie nie jest moja najmocniejszą stroną. Na ogół wszyscy twierdzą, że najładniejsze mam usta, a potem dopiero nogi. Poza tym szanują mnie za zgryźliwy charakter i bardzo ich dziwi moje szatańskie poczucie humoru".

Co to jest śmierć

Na świat przyszła 9 maja 1935 roku w Częstochowie. Badacze jej życiorysu na próżno szukali jednak potwierdzenia tego faktu w dokumentach. Akt urodzenia Heleny Mygi, córki Feliksa i Stanisławy z Ziębów, do której wszyscy zwracali się: Halina, miał błędnie wpisaną datę – 9 lipca.

Był początek roku 1945, w Częstochowie kończyły się walki, gdy dziesięcioletnia córka państwa Mygów zachorowała na anginę. Powikłania doprowadziły do wady serca: niedomykalności zastawki dwudzielnej. Wtedy choroba ta była nieuleczalna. Od dzieciństwa większość czasu Halina spędzała w szpitalach i sanatoriach.

W wieku 14 lat po raz pierwszy trafiła do III Kliniki Chorób Wewnętrznych w Krakowie. Kierował nią człowiek, który – choć nie był poetą – stal się jedną z najważniejszych osób w życiu Poświatowskiej. To dzięki profesorowi Julianowi Aleksandrowiczowi Halina poznała Wisławę Szymborską. Lekarz zaprosił ją, ponieważ zauważył tomik wierszy przyszłej noblistki na stoliku swojej pacjentki.

Przyjaźń zaczęła się od rozmowy, którą Aleksandrowicz wspominał tymi słowami:

– "Powiedz mi, profesorze – wyszeptała – co to jest śmierć. Tak się boję umierać. Chcę wiedzieć, to nie będę się bać – i przytulała się do moich rąk.

– Dla przyrodnika – odrzekłem – jest chyba zagadką, jak życie.

Dla fizyka – przeistoczeniem jeno materii.

Dla wierzącego – to odrodzenie w innym bycie.

Dla cierpiących – wyzwoleniem.

Nie masz się więc czego bać.

– Tak pan mnie uspokoił, że lęk gdzieś jak czarny ptak ze snu odleciał".

Czytaj dalej: "Halina Poświatowska: kiedy umrę, kochanie"

Julian Aleksandrowicz leczył nie tylko serce Haliny. Jerzy Lisiewicz, także pracujący w Klinice, zapamiętał w czasie przechadzki wiślanymi wałami następujący obrazek: "W oddali widzę łódź motorową pędzącą z wielką szybkością w dół rzeki. Po chwili orientuję się, że prowadzi ją profesor Aleksandrowicz trzymając w dłoniach ster, a obok niego stoi Halina – szczęśliwa, roześmiana, z rozwianymi włosami. Widzą mnie, pozdrawiamy się gestami rąk. Patrzyłem długo za nimi, myśląc jak wielką ułudą jest taka jaśniejsza chwila w jej życiu".

Owdowiały serdeczny palec

Jesienią 1953 w sanatorium w Kudowie Halina poznała malarza i filmowca Adolfa Ryszarda Poświatowskiego. Los złączył dwa "podłe serca". "Adaś" był także nieuleczalnie chory. Pobrali się w kwietniu następnego roku. "W środku nocy, obudzona jego szybkim oddechem, przyciskałam ręce do jego pobladłych policzków. – Nie bój się – mówiłam – nie pozwolę ci umrzeć samemu, umrzemy razem" – pisała.

Stało się inaczej. Niecałe dwa lata po ślubie, w marcu 1956 roku, Poświatowski zmarł w Hotelu Europejskim w Krakowie. Halina była wtedy w sanatorium w Rabce. Została dwudziestoletnią wdową. "Serdeczny palec lewej ręki ozdobiony raz pierścionkiem owdowiały jest teraz i pozbawiony swej ozdoby. Ten, który mi dał pierścionek już dawno nie ma palców, jego ręce splotły się w jedno z korzeniami drzewa" – napisała w "Odzie do rąk". Irena Poświatowska, teściowa poetki, wspominała potem, że razem z mężem namawiali Halinę do ponownego małżeństwa. Ona ponoć odpowiadała, że miała męża jednego – Adka – którego kochała nad życie i drugiego przyjaciela nie chce.

W jej życiu pojawiali się jednak mężczyźni ważniejsi niż inni – wiele wzajemnej czułości można wyczuć w korespondencji z niewidomym poetą Ireneuszem Morawskim. Po latach powie on: "Gdybym miał opowiedzieć więcej, musiałbym umieć opowiedzieć kobietę, która na zawsze i bardzo chciała być kochana, a w zamian za to dawała tak wiele – pozwalała się kochać. Przeważnie ludziom to nie wystarcza. Wydaje się, że wtedy nie wystarczało i mnie. Po latach sądzę, że jak dla mnie było to i tak za dużo". Na podstawie ich rozmów i korespondencji powstała "Opowieść dla przyjaciela". Morawski nie zgadzał się na jej opublikowanie.

Ostatnim, któremu pozwoliła się kochać, był Jan Adamski – aktor i prozaik. Dzieliło ich piętnaście lat, jego małżeństwo z poetką Anną Świrszczyńską, z którego miał córkę, i piętro w kamienicy na Krupniczej w Krakowie. Tam się poznali.

Opis ich pierwszych spotkań zachował się liście do najbliższej przyjaciółki Haliny, Anny Orłowskiej: "Do kina się umówił cichcem na mieście. W kinie samoczynnie moją rękę wziął, ściskał tę rękę, potem pod kinem powiedział mamrocząco, że on musi w drugą stronę".

Ostatni rok jej życia spędzali jednak głównie osobno. Adamski pracował w teatrze w Rzeszowie. Halina, zbyt wyczerpana chorobą, by go odwiedzać, pisała nocami pełne tęsknoty listy. Marzenia miała w nich dojmująco zwyczajne – wspólne wakacje w Rzeszowie, wieszanie obrazków na ścianach, maciejka kwitnąca pod oknem.

Związek z Adamskim Poświatowska sportretowała w opowiadaniu "Znajomy z Kotoru". Poetka przyjmuje w nim perspektywę bezstronnego obserwatora, Adamskiego przedstawi jako zrozpaczonego kochanka, który na paryskim cmentarzu poszukuje grobu ukochanej dziewczyny.

Ach, pani magister

Po śmierci męża Poświatowska była załamana. Matka chciała pomóc Halinie, zaniosła więc jej wiersze do redakcji "Gazety Częstochowskiej". 17 grudnia 1956 ukazały się dwa: "Szczęście" i "Człowiek z Annapurny". Rubrykę literacką tygodnika prowadził wówczas poeta Tadeusz Gierymski, który przyznał potem, że choć twórczość Poświatowskiej wyróżniała się na tle grafomanii, która masowo napływała do redakcji, mimo wszystko jej nie docenił. Wiersze opublikował bardziej z litości dla chorej dziewczyny niż z powodu tego, że uważał je za szczególnie wartościowe.

W styczniu następnego roku Halina debiutowała w krakowskiej "Zebrze".

Serce dało jednak o sobie znać. Profesor Aleksandrowicz mobilizował więc amerykańską Polonię i organizował Halinie operację w Stanach. W sierpniu 1958 roku poetka wsiadała na pokład Batorego. 12 listopada w Hahanemann Hospital w Filadelfii odbyła się pierwsza na świecie operacja na otwartym sercu. Finansowała ją nowojorska telewizja w zamian za prawa do transmisji. "Wolę umrzeć na stole operacyjnym, niż żyć, dusząc się powoli" – wyznała polskiemu lekarzowi, który opiekował się nią w amerykańskiej klinice. Operacja przywróciła sercu dawną sprawność. "(…) Ból odszedł" – pisała o tym wydarzeniu kilka lat później.

W tym samym roku w Polsce wyszedł jej pierwszy tomik "Hymn bałwochwalczy". Opublikowało go Wydawnictwo Literackie.

Przed wyjazdem do USA Poświatowska znała tylko kilkadziesiąt słówek po angielsku. Teraz zaczęła się intensywnie uczyć. Chciała rozpocząć w Stanach studia. Udało się jej – została przyjęta do Smith College w Northampton w stanie Massachusetts. W tym samym miejscu osiem lat wcześniej inna poetka, Sylvia Plath, pisała: "Świat otwiera się u moich stóp jak dojrzały, soczysty melon". W przypadku Haliny, przynajmniej przez moment, miało być podobnie.

W 1960 roku Poświatowska brała udział w letnich kursach na nowojorskim Columbia University. Nowy Jork stał się jej miłością. "Odnowione" serce pozwoliło jej biegać po ulicach, odwiedzać muzea, poznawać już nie tylko kolejne szpitalne łóżka.

Rok później, po trzech latach college’u, skończyła amerykańską edukację. Nieoczekiwanie podjęła decyzję o powrocie do Polski, choć Stanford University of California proponowało jej stypendium w wysokości dwóch i pół tysiąca dolarów. Była jednak bardzo samotna. Znów wsiadała na pokład Batorego. Pobyt w Stanach udokumentowała wydanym we "Współczesności" reportażem "Notatnik amerykański".

Od stycznia 1962 mieszkała w Domu Literatów przy Krupniczej w Krakowie. W czerwcu 1963 otrzymała tytuł magistra filozofii. Promotorem jej pracy był Roman Ingarden. Z początkiem nowego roku akademickiego została asystentką w Katedrze Filozofii Nauk Przyrodniczych na Wydziale Filozoficzno-Historycznym UJ. Swoją pracę lubiła umiarkowanie. 14 marca 1967 roku notowała w pamiętniku: "Pewien student podbiegł dziś w pąsąch i rzekł "Ach, pani magister (to ja) mam jedną nieobecność! Cóż mam począć, żeby to jakoś odrobić?". Najpierw chciałam mu zaproponować, żeby mi umył podłogę na święta, a potem powiedziałam, niech się pan nie trapi, bo jeszcze pan w ciężką chorobę wpadnie".


Ostatnie szpitalne łóżko

W 1966 roku Poświatowska opublikowała tomik "Oda do rąk" i opowiadanie "Niebieski Ptak", które jest odpowiedzią na "Malowanego Ptaka" Jerzego Kosińskiego. Poetka poznała pisarza przelotem w Nowym Jorku. Była nim zafascynowana, ale po lekturze powieści uznała, że książka atakuje Polaków.

Rok później ukazała się "Opowieść dla przyjaciela".

Ból powrócił. W ostatnich miesiącach przed śmiercią prowadzenie zajęć sprawiało jej trudność. By mieć siłę do pracy na uczelni, przez większość dnia leżała w łóżku, chciała ukryć swoją chorobę.

"Podłe serce" znowu trzymało ją w garści. 3 października 1967 r. Halina poddała się drugiej operacji w warszawskim Instytucie Gruźlicy. Nie wróciła już do Krakowa. Zmarła 11 października w wieku 32 lat. Pochowana została u boku swojego męża w Częstochowie.

W drodze na pogrzeb Haliny czwórka zaprzyjaźnionych z nią poetów - Śliwiak, Nowak, Szymborska i Frasik - mięli wypadek samochodowy. Śliwiak i Szymborska na cmentarz dotarli taksówką, Nowak i Frasik zostali w częstochowskim szpitalu. Choć wybity ząb sprawiał Szymborskiej ból, śmieli się na myśl o tym, jak na tę sytuację zareagowałaby Halina.

Pisząc tekst, korzystaliśmy z:

"ja minę, ty miniesz... o Halinie Poświatowskiej" oprac. Mariola Pryzwan, EM-KA, Warszawa 1994

"Nierozważna i nieromantyczna. O Halinie Poświatowskiej" Grażyna Borkowska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001

"Kaskaderzy literatury" oprac. Edward Kolbus, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1990.

Copyright 1996-2012 Grupa Onet.pl SA

Tags: literatura, poezja, polska
Subscribe

Comments for this post were disabled by the author