clickkey (clickkey) wrote,
clickkey
clickkey

Polski nauczyciel zakochał się w Syberii

Wyjechał za chlebem na Wschód i zakochał się w Syberii

...

Anna Lewandowska 2012-01-27, ostatnia aktualizacja 2012-01-27 19:59:23.0

Praca w Gruzji czy Uzbekistanie? Tak, jeśli jesteś nauczycielem, znasz język i masz apetyt na przygodę. Jak płocczanin Paweł Jońca, który przez trzy lata uczył w Kraju Ałtajskim i z trudem rozstawał się z Syberią.

Nauczycieli znających język kraju, w którym mieliby uczyć, rekrutuje do pracy Ośrodek Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą. Co prawda formalny termin składania zgłoszeń minął w grudniu, ale dowiedzieliśmy się, że wciąż można wysyłać aplikacje.

Ośrodek prowadzi nabór do Armenii, Białorusi, Gruzji, Kazachstanu, Kirgistanu, Litwy, Łotwy, Mołdawii, Rumunii, Rosji, Ukrainy i Uzbekistanu. To oferta zarówno dla polonistów, jak i fizyków. Będą uczyć w szkołach z językiem polskim.

Czy warto? Paweł Jońca nie ma wątpliwości, że tak. Kiedy jeszcze studiował na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, zauważył na uczelni podobne ogłoszenie. Chodziło o wyjazd do Rosji, wymagana była podstawowa znajomość języka. Rosyjskiego uczył się tyle co w podstawówce, ale wystarczyło. Zdecydował się. Trafił nie do Moskwy czy Petersburga, ale na Syberię - do Bijska w Kraju Ałtajskim. - Miasto liczy 250 tys. mieszkańców, sporo w nim potomków dawnych polskich zesłańców - opowiada. - Tam też był zesłany Wojciech Jaruzelski ze swoim ojcem, który zmarł przy wyrębie lasu. Syn wrócił do ojczyzny wraz z polskim wojskiem.

Paweł Jońca podkreśla, że dla naszych rodaków na Wschodzie to nazwisko ma zupełnie inne konotacje niż w Polsce. Dla nich to towarzysze niedoli, swojacy złączeni tym samym losem. - Dlatego kiedy w 60. rocznicę zakończenie wojny, w roku 2005, Wojciech Jaruzelski poprosił Putina o umożliwienie mu przyjazdu na grób ojca, a potem pojawił się w Kraju Ałtajskim z kilkoma przedstawicielami polskiej ambasady w Moskwie, było to tam wielkie wydarzenie - wspomina Jońca. - Bo po pierwsze - informacja o tej wizycie przyszła od najwyższych władz, pisano o tym w prasie, co zmobilizowało całą Polonię. To zaś przypomniało Rosjanom, że ta Polonia istnieje. Dla Polaków było to z kolei silne emocjonalne przeżycie - pojawił się rodak, żołnierz, zesłaniec taki jak oni czy ich przodkowie.

Jońca uczył polskiego w szkółce popołudniowej przy Centrum Polskim "Orzeł Biały". Zaprzyjaźnił się z księdzem Andrzejem Obuchowskim, który do Bijska przyjechał z Jeleniej Góry osiem lat wcześniej. Miał swoją parafię - tak rozległą, jak pół Polski. Na msze przychodziło 20-30 osób.

Pan Paweł zamieszkał koło kaplicy, w domu księdza. Dużym, ok. 150 m kw. powierzchni. Mieściła się w nim także biblioteka publiczna, były w niej książki polskie i pisane po rosyjsku - o Polsce. Jońca uczył każdego, kto chciał się uczyć. Polskiego z elementami historii, tradycji, kultury. Miał w planach także naukę tańców narodowych, ale nie było dość dużej sali.

- Moimi uczniami byli głównie młodzi ludzie - kontynuuje. - Nie tylko Polacy, Rosjanie też przychodzili. Dla pierwszych lekcje były szansą na późniejsze studia w Polsce, drugich pchała ciekawość: obcokrajowiec, inny świat, z którym pragną kontaktu. Zjawiali się i starsi. Miałem np. takich dwóch dziadków, ok. osiemdziesiątki. Chcieli słuchać ojczystego języka.

Jaki jest Bijsk? Po ulicach nie chodzą białe niedźwiedzie, ludzie mają komórki, komputery, internet. - Ale gdybym miał porównywać to miasto z Polską, to tam jest tak, jak u nas na początku lat 90. - twierdzi Jońca. - Po powrocie do kraju pomyślałem sobie, że my tutaj pławimy się w luksusie. No i mentalność ludzi jest zupełnie inna.

Bo Rosjanie z Kraju Ałtajskiego żyją "tu i teraz", nie kombinują, co będzie jutro, za rok, bo "jutro może już nie będę żył". Brak im tego praktycznego zmysłu, żeby zabezpieczyć sobie przyszłość. Ale jak wchodzi się do domu mieszkańca Syberii, to od razu na stole pojawia się ciepły posiłek, a gość dostaje ręcznik do bani. Bania - łaźnia z rozprażonymi kamieniami, które polewa się wodą, żeby para buchała - to wspaniała sprawa. - Kiedy człowiek jest rozgrzany tak, że trudno wytrzymać, cudownie jest wybiec na zewnątrz i wytarzać się w śniegu - wspomina Paweł Jońca. Mówi też, że mieszkaniec Syberii nie pyta, o co ci chodzi, kiedy pośród nocy budzisz go telefonem i prosisz, żeby zjawił się z siekierą tu i tu. On odkłada słuchawkę, bierze siekierę i wyrusza w drogę. Po prostu.

Inne wspomnienia wiążą się z odśnieżaniem. Zimą pan Paweł robił to codziennie rano. Nielicha robota - zabierała trzy godziny. Zima trwa od listopada do marca, mrozy dochodzą do 40 st. C na minusie. Potem gorące wiosna i lato, z temperaturą... 40 st. C powyżej zera, i najpiękniejsza pora - jesień. Wrzesień i październik na Syberii są ciepłe, góry płoną czerwonością przebarwiających się liści.

Jońca zwiedził kawał Rosji, ale choć do Polski przyjeżdżał co roku, wsiąkał w Kraj Ałtajski coraz bardziej. - Wróciłem na stałe do Płocka w roku 2007, musiałem przeciąć tę pępowinę, z każdym rokiem byłoby coraz trudniej - śmieje się.

Strona polska wypłacała mu co miesiąc 900 dolarów, co spokojnie wystarczało na życie, zwłaszcza że ceny w Bijsku były o ok. 20 proc. niższe niż w Polsce. Miał też zapewnione bilety w obie strony.

Po powrocie spotkał się z innymi nauczycielami, którzy uczyli za granicą. Ci, którzy byli np. w Irlandii lub w Anglii narzekali, że Polska jest zacofana w stosunku do Zachodu. - A dla mnie to był czad, olśnienie - mówi Jońca.

Wyjazd chwali sobie także z innych powodów. Po pierwsze - doskonale nauczył się języka, bez problemów zdał z niego egzamin i dostał certyfikat, a egzaminowali go pracownicy z Instytutu Puszkina w Moskwie. Po drugie - stał się człowiekiem mobilnym. Gdyby miał pracować kilkaset km od Płocka, bez problemu podjąłby wyzwanie. - Nauczyłem się spakować w jeden plecak i ruszyć w drogę za pracą. Nie boję się tego - mówi.

Po trzecie - zdobył dobre kwalifikacje i znalazł pracę w rodzinnym mieście. Jest specjalistą ds. promocji i informacji w CIFAL w Płocku. Konkurs na to stanowisko pomogła mu wygrać perfekcyjna znajomość rosyjskiego i to, że włada również językiem angielskim.

Czy wróci na Syberię? - Turystycznie tak - odpowiada. - Na pewno będę tam w czerwcu przyszłego roku, dostałem od przyjaciół zaproszenie na zakończenie budowy kościoła w Bijsku.

Nauczyciele zainteresowani pracą za granicą więcej informacji znajdą pod adresem: www.orpeg.pl w zakładce: kierowanie nauczycieli.

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA

Tags: polska, rosja, syberia
Subscribe

Comments for this post were disabled by the author