clickkey (clickkey) wrote,
clickkey
clickkey

Argentyński specjalista od kryzysu

Onet.pl Biznes
5.01.2012, 13:16

Spec od kryzysu

Przed dziesięciu laty druga największa gospodarka Ameryki Południowej pogrążyła się w długach, obecnie zaś kraj ten radzi sobie doskonale. Czego Europa może się dzisiaj nauczyć na przykładzie Argentyny?

Jak na emerytowanego polityka, 69-letni Roberto Lavagna jest człowiekiem ogromnie zajętym. Telefon w jego biurze, znajdującym się w samym centrum Buenos Aires, dzwoni bez przerwy. Telefonują zatroskani bankowcy z Hiszpanii, inwestorzy z Portugalii proszą o radę. Niedawno Bank Światowy zaprosił go na seminarium poświęcone kryzysowi euro.

Elegancki Argentyńczyk uważany jest za specjalistę od regulacji kwestii państwowych bankructw, jako minister gospodarki negocjował w latach 2002-2005 restrukturyzację argentyńskich długów zagranicznych.

Dokładnie przed dziesięcioma laty druga największa gospodarka Ameryki Południowej stanęła nad przepaścią. Rząd ograniczył dostęp obywateli do ich kont bankowych i ogłosił zawieszenie spłaty zadłużenia. Setki tysięcy ludzi wyszły, protestując, na ulice, podczas owych zamieszek 30 osób straciło życie. W grudniu 2001 roku prezydent Fernando de la Rúa ustąpił ze swojego stanowiska, a na koniec musiał nawet uciekać helikopterem z rządowego pałacu przed wzburzonymi tłumami.

Roberto Lavagna przyczynił się wówczas do tego, że naród znów stanął na nogi. Cena za to była wysoka: prywatni wierzyciele musieli pogodzić się ze stratą około 70 procent swoich wkładów. Zdenerwowani inwestorzy zagraniczni usiłowali podczas oficjalnej wizyty argentyńskiego prezydenta skonfiskować jego samolot. Argentyna stała się pariasem na globalnych rynkach finansowych. Dopiero po dewaluacji i konwersji długów gospodarka wróciła na swoje tory.

Obecnie ów nowo uprzemysłowiony kraj znajduje się w porównaniu do zmagających się z kryzysem państw europejskich w znakomitej kondycji. Dotychczas politycy z Europy i Ameryki chętnie udzielali Latynosom lekcji w dziedzinie czystego prowadzenia budżetu państwowego i zwalczania długów. Dzisiaj na przyjęciach europejskich dyplomatów w Buenos Aires powtarza się pytanie: czy Europa może nauczyć się czegoś od Argentyny?

Amerykański laureat Nagrody Nobla Paul Krugman i ekonomista Nouriel Roubini, człowiek, który prorokuje wielki światowy kryzys, poradzili Europejczykom, by dokładnie przestudiowali proces argentyńskiego bankructwa. – Wydaje się, że do tej pory nie nauczyli się niczego z naszej katastrofy – zauważa Lavagna. Europa zaleca swoim ogarniętym kryzysem krajom taki sam kurs oszczędnościowy, jaki doprowadził Argentynę do krachu. – To wywoła długotrwałą recesję, cały region coraz głębiej pogrąży się w spirali upadku.

Chyba żaden inny kraj nie ma tak wielu doświadczeń z kryzysami finansowymi co właśnie Argentyna. W ciągu dwudziestu lat przeżyła ona trzy załamania gospodarki. Hiperinflacja, chaos bankowy, moratorium na długi, restrukturyzacja – ten scenariusz stale się powtarzał. W ciągu dziesięciu lat Argentyńczycy mieli trzy różne waluty, które pojawiały się i znikały. Byli stałymi klientami Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

– Jesteśmy specjalistami od kryzysu – potwierdza José Luis Machinea, który jako minister gospodarki za prezydenta Fernando de la Rúy widział zbliżającą się katastrofę. Dostrzega podobieństwa do kryzysu w Grecji: również Argentyna znalazła się w pułapce walutowej, peso zostało ustawowo powiązane z dolarem.

Za dolarowe kredyty rząd musiał płacić coraz wyższe odsetki. W połowie lat dziewięćdziesiątych było już jasne, że kraj zmierza w kierunku finansowego kryzysu. Międzynarodowy Fundusz Walutowy uzależnił przyznanie ratunkowego kredytu od twardego programu oszczędnościowego, rząd obciął emerytury i place. Zamiast nakręcać gospodarkę, starał się zmniejszać deficyt.

Kiedy MFW po wielomiesięcznych negocjacjach przyznał wreszcie pierwszy zastrzyk finansowy, okazało się, że jest już za późno. – Gdyby wkroczył o dwa lata wcześniej, udałoby się nam uniknąć katastrofy z 2001 roku – uważa Machinea. Europejczycy mogliby wyciągnąć z tego naukę dla siebie: – Im dłużej będą czekać z ratowaniem Grecji, tym wyższy będzie za to rachunek.

W Argentynie skutki polityczne minionych wydarzeń widoczne są do dzisiaj. Po upadku de la Rúy u sterów władzy zmieniło się pięciu prezydentów w ciągu dwóch tygodni, dopiero po wyborze peronisty Néstora Kirchnera kraj odzyskał spokój.

Partia byłego prezydenta, przez dziesiątki lat rekrutująca się z argentyńskiej klasy średniej, rozpadła się na różne frakcje, a sam Fernando de la Rúa stał się prawdziwie tragiczną postacią. Jeszcze przez wiele lat ludzie na ulicy obrzucali go wyzwiskami. W tej chwili żyje on w odosobnieniu w swoim apartamencie w Recoleta, eleganckiej dzielnicy Buenos Aires. Przed wejściem czuwa ochrona, drzwi do windy są zaryglowane. Były szef państwa sam otwiera nam drzwi, jego twarz naznaczona jest goryczą.

De la Rúa uważa się za ofiarę Międzynarodowego Funduszu Walutowego i neoliberalnych guru finansowych z Waszyngtonu. – MFW chciał zrobić z Argentyny odstraszający przykład dla innych – mówi. Odpowiedzialnym za katastrofę czyni przede wszystkim ówczesnego szefa Funduszu Horsta Köhlera, który swoimi ostrymi decyzjami spowodował "prawdziwą burzę". – W najtrudniejszej chwili pozostawił nas samym sobie – uważa eks-prezydent. W Argentynie Köhler jest od tamtej pory znienawidzoną postacią, dyplomaci do dzisiaj odradzają mu składanie wizyt w Buenos Aires.

Fernando de la Rúa natomiast może już pomału zacząć pojawiać się publicznie. Były wiceszef MFW Stanley Fischer wysłał mu dodający odwagi list, w restauracji ludzie nagle chcą się z nim znów fotografować. Przyjaciele z Europy proszą go przez telefon o radę, jak poradzić sobie z kryzysem euro. Najwięcej takich próśb napływa z Grecji.

Jens Glüsing

Der Spiegel
Copyright 1996-2012 Grupa Onet.pl SAAr
Tags: Bank Światowy, argentyna, euro, kryzys, mfw
Subscribe
Comments for this post were disabled by the author