clickkey (clickkey) wrote,
clickkey
clickkey

Euro a inflacja

Onet.pl Biznes
3.01.2012, 15:11

Euro, symbol zubożenia

Fot. Stock Photo

Powszechnie uważa się, że wprowadzenie w styczniu 2002 roku wspólnej waluty jest przyczyną wzrostu cen. Jednak pomstujący na unię walutową konsumenci robią w swoich przeliczeniach poważne błędy. I nie chcą przyznać, że mimo wszystko zyskali.

To już cała dekada. 1 stycznia 2012 roku mija dziesięć lat odkąd euro znalazło się w portfelach Francuzów. Wspólna waluta zastąpiła franka (i pieniądze jedenastu innych krajów UE) w życiu codziennym trzy lata po tym, jak pojawiła się na rynkach finansowych. Smutne urodziny, zważywszy że strefa euro przechodzi właśnie najpoważniejszy kryzys w całej swojej krótkiej historii.

Euro – kozioł ofiarny inflacyjnych lęków, ciasny gorset dla europejskich krajów, waluta symbolizująca reguły narzucane przez brukselskich urzędników – dziś oskarżane jest o całe zło. Głównie przez obywateli Unii, bo firmy chętniej mówią o korzyściach, jakie ciągną ze wspólnej waluty. Ponad jedna trzecia Francuzów (36 proc.) życzyłoby sobie powrotu do franka, a 45 proc. uważa, że euro stanowi obciążenie dla francuskiej gospodarki – mówią wyniki opublikowanego na początku grudnia sondażu przeprowadzonego przez Ipsos-Logica na zlecenie stowarzyszenia “Lire la société”.

W czerwcu 2011 roku internetowa ankieta pisma “Figaro” pokazała, że ponad jedna trzecia Francuzów (37,2 proc.) sądzi, że za dziesięć lat euro nie będzie już istniało. – Konsumenci nagle zaczęli uważać euro za istną zarazę – zauważa ekonomista Philippe Moati. – Wiąże się to z tym, że ludzie są niezadowoleni i szukają jakiegoś wyjaśnienia swojej złej sytuacji. Ich frustracja skrupia się na euro, które kojarzy się z problemami globalizacji.

Faktycznie, wiele osób uważa, że euro spowodowało skok cen i spadek siły nabywczej obywateli. Wedle danych z magazynu “Que Choisir” ze stycznia 2012 roku, za bochenek chleba, który przed euro kosztował 4,39 franków (67 dzisiejszych centymów) teraz zapłacimy 85 centymów – czyli cena wzrosła o 27 proc. Mała czarna przy barze kosztowała wtedy 4,98 franków (76 centymów), dziś trzeba dać za nią 1,10 euro – co oznacza wzrost o 45 proc. Wśród produktów, które najbardziej podrożały mamy jabłka (o 65 proc.), kurczak Label Rouge (o 47 proc.) i olej słonecznikowy (o 43 proc.). W rzeczywistości ta presja inflacyjna na niezbędne do życia produkty wynika w dużej części ze wzrostu kursu niektórych surowców.

Jednak w wypadku wielu rzeczy ceny w euro po prostu i zwyczajnie zastąpiły ceny we frankach. – Nawet żebrak na ulicy, który kiedyś prosił o jednego czy dwa franki, dziś chce dwa euro – mówi Michel Godet z Conservatoire National des Arts et Métiers. – Patrząc wstecz widzimy, że problem siły nabywczej wyłonił się w gospodarstwach domowych w chwili pojawienia się euro. Tymczasem jego siła nabywcza zaczyna spadać dopiero później. Zdajemy sobie sprawę z tego przesunięcia spowodowanego nieprawidłowym oszacowaniem cen.

Odkąd pojawiło się euro, inflacja mierzona i ta odczuwana zdecydowanie się rozbiegły. – Od czasu wprowadzenia euro gospodarstwa domowe mają tendencję do przeceniania inflacji. Tymczasem indeks cen rośnie w tym samym tempie co dawniej – ciągnie Moati. – Ludzie nie prowadzą badań, jak INSEE (Narodowy Instytut Statystyki i Badań Ekonomicznych), nie wyciągają wniosków na podstawie pełnych i wyczerpujących danych. Postrzegają inflację generalizując małą ilość obserwacji.

Faktycznie, dane krajowe są bardziej optymistyczne. – Między 2001 a 2010 rokiem ceny produktów nabywanych przez gospodarstwa domowe rosły średnio o 1,6 proc. rocznie, czyli niewiele więcej niż od 1991 do 2001, kiedy wskaźnik ten wynosił 1,3 proc. – uświadamia Ronan Mahieu z INSEE. Jeśli zaś chodzi o “siłę nabywczą przychodów brutto gospodarstw domowych” od 2001 do 2010 rosła ona o 1,7 proc. rocznie, podczas gdy w poprzedniej dekadzie co rok wzrastała średnio o 2 proc., dodaje specjalista z instytutu statystyki. (…)

Wrażenie, że z powodu euro we Francji nastąpił szok inflacyjny, związane jest też z faktem, że wielu Francuzów wciąż przelicza wszystko na franki. – Kiedy ludzie zaczynają mieć wątpliwości co do jakiejś ceny, przeliczają ją na franki. A że byli przyzwyczajeni do nominalnie mniejszych wartości, te wydają się im ogromne – tłumaczy Moati. – Poza tym dawne odpowiedniki cen we frankach są dziś mylące, bo przecież ceny wzrosłyby również, gdyby nie wprowadzono euro.

Poza tym niektórych produktów nie możemy porównywać z tymi z czasów przed euro. Na przykład cena bochenka chleba składa się w dużej części z ceny franszyzy czy umowy z dostawcą. Niewiele ma to już wspólnego z bagietką kupowaną przez epoką euro prosto od piekarza, uważa Reine-Claude Mader, prezes stowarzyszenia Consommation, Logement, Cadre de vie. Podobnie z opłatami telekomunikacyjnymi – są dziś droższe niż dziesięć lat temu, lecz zawierają w sobie dużo więcej ważnych usług, chociażby dostęp do internetu.

Cecile Prudhomme

Copyright 1996-2012 Grupa Onet.pl SA
Tags: euro, francja, inflacja
Subscribe

Comments for this post were disabled by the author