clickkey (clickkey) wrote,
clickkey
clickkey

Za futbol do Gułagu

Za futbol do Gułagu

04.01.2012, 00:01 Źródło: Onet Sport
Bracia Starostin
fot. East News

Stalinowi na meczach podobało się tylko wtedy, gdy mógł się zdrzemnąć. Za to Ławrientij Beria był niespełnionym piłkarzem, a swoich boiskowych rywali wysyłał do Gułagów. Tak jak całą czwórkę braci Starostinów.

Jakim człowiekiem był Beria? Idealnym kandydatem do straszenia dzieci. "Przyjdzie wujek Beria i..." Lepiej było nie kończyć, bo zdolny był do wszystkiego. – Gdy my, bolszewicy, chcemy coś osiągnąć, zamykamy oczy na wszystko inne - z taką dewizą ten gruziński czekista szybko piął się w hierarchii najbliższych współpracowników Stalina, by wreszcie objąć stanowisko szefa NKWD. To on w 1939 roku zainicjował akcje masowych deportacji Polaków, które rok później znalazły swe ujście w zbrodni katyńskiej.

Jestem królem Anglii

Gdy akurat nie wyrąbywał sobie drogi na szczyty władzy, wolne chwile przeznaczał na uganianie się za piłką. Z zapałem grał w siatkówkę, uprawiał jujitsu, ale najbardziej kochał piłkę nożną. W gruzińskim zespole grał na lewym skrzydle. Nie był wirtuozem, ale dzięki dużej sile potrafił przedrzeć się pod bramkę rywala. Podczas jednego z meczów po raz pierwszy natknął się na najstarszego z braci Starostinów, Nikołaja.

To było przykre 90 minut dla Berii. Starostin udzielił mu srogiej lekcji futbolu, kilkakrotnie niemiłosiernie go ograł i przyczynił się do zwycięstwa swojej drużyny. Gdy kilka lat później spotkali się w Moskwie, Berii nikt nie musiał przedstawiać dawnego boiskowego rywala. - Tu jest ta chudzina, która kiedyś kilka razy uciekła mi na boisku w Tbilisi. Zobaczymy, czy teraz też mu się uda – syknął Beria na widok Starostina.

Po przenosinach do Moskwy czuł się jak pan życia i śmierci. - Dajcie mi go na jedną noc, a sprawię, że przyzna się do bycia królem Anglii – chwalił się przed Stalinem swoimi technikami przesłuchań. Gdy został szefem NKWD nie musiał się bać praktycznie nikogo, a stolica Związku Radzieckiego stała się jego placem zabaw. Na mrocznych ulicach Moskwy nieraz widziano kobiety wciągane siłą do jego limuzyny. Odmowa była równoznaczna z karą śmierci, a i uległa zgoda nie zawsze ratowała przed wysyłką do obozu pracy.

Spartakus w Moskwie

Gdy Beria i jego ludzie siali terror, Starostin dał moskiewskim robotnikom Spartaka. Do tej pory kibice zyskującego na popularności futbolu mogli wybierać miedzy CSKA a Dynamem. Ten pierwszy klub należał do Armii Czerwonej, Dynamo było zabawką NKWD. Gdy więc w stolicy pojawił się klub, który nazwę zawdzięcza Spartakusowi, a więc przywódcy największego powstania niewolników w starożytnym Rzymie, moskiewski lud wiedział już komu kibicować. Decyzja komu kibicować to to jeden z niewielu suwerennych wyborów, które mogli podjąć.

Starostin stworzył Spartaka od podstaw. Jako młody chłopak zaczynał grę w piłkę w Moskiewskim Kółku Sportowym, a gdy w kolejnych latach po kolei dołączyli do niego młodsi bracia (Aleksandr, Andrej i Petr), klan Starostin zaczął stanowić o sile zespołu. Klub szybko się rozwijał, zmienił nazwę na Krasnaja Priesnia i pod tym szyldem podróżował po Rosji, rozgrywał pokazowe mecze, za co kasował niezłe pieniądze.

Pewnego dnia Krasnaja zawitała do Tbilisi, by dać kolejną lekcję futbolu. Właśnie wtedy Starostin wpadł na Berię po raz pierwszy, jednak temu drugiemu nie spodobała się rola ucznia. Niedługo potem Krasnaja Priesnia przeniosła się na większy stadion, zyskała prężnego sponsora i tak w końcu w 1935 przemieniła się w Spartaka.

Nim wybuchła II Wojna Światowa nowy klub miał na koncie trzy tytuły mistrzowskie, Dynamo tylko dwa. Na stadion Spartaka waliły tłumy. Beria był wściekły.

Biała chusteczka

Powodów do nienawiści było więcej. W 1936 roku w Dniu Sportowca na Placu Czerwonym rozwinięto wielki zielony dywan na który wybiegli piłkarze Spartaka. Mieli zmierzyć się z Dynamem, jednak Komisariat Spraw Wewnętrznych wycofał swoją drużynę. Obawiano się konsekwencji, gdyby piłka niechcący trafiła w mur Kremla lub, o zgrozo, w samego Stalina. Martwiono się także o samopoczucie przywódcy, który kibicem był tylko według materiałów propagandowych. Podczas uroczystości, tuż obok niego usiadł człowiek z białą chusteczką. W razie jakichkolwiek oznak zniecierpliwienia przywódcy, miał dać znak piłkarzom, ze czas kończyć przedstawienie.

Pozbawieni rywala piłkarze Spartaka rozegrali mecz wewnętrzny. Starali się jak mogli, by pokaz gry w piłkę był wystarczająco interesujący. Jeszcze przed rozpoczęciem meczu ustalili, ze bramki padać będą w najróżniejszy sposób i będzie ich cala masa. Ku ich zaskoczeniu, mecz trwał dłużej niż planowano. Co rusz zerkano w stronę trybuny, jednak nikt wciąż niczym nie wymachiwał. Mecz skończył się dopiero po 43 minutach, a piłkarze Spartaka udali się do domów z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Beria miał kolejne powody do zazdrości o klub Starostina. Dopiero po latach jeden ze świadków wyjaśnił zagadkę – Stalin siedział spokojnie, bo postanowił uciąć sobie kilkudziesięciominutową drzemkę.

Beria mógł o tym nie wiedzieć. Kolejne sukcesy Spartaka doprowadzały go do wściekłości. W 1939 roku Spartak ograł Dynamo w półfinale Pucharu ZSSR. Zwycięska bramka padła jednak w kontrowersyjnych okolicznościach, Beria zrobił wszystko, by mecz został powtórzony. I nie przeszkadzało mu nawet to, że powtórkę rozegrano dopiero po... meczu finałowym, w którym Spartak ograł Stalinets Leningrad 3:2. Nie było jednak łatwo dobrać się do skóry Starostina. Parasol ochronny rozpostarł nad nim Aleksander Kosarew, sekretarz Komsomołu (komunistycznej organizacji młodzieży w ZSSR). Sponsorem Spartaka i zarazem pracodawcą braci Starostin była Promkooperacjia podlegająca pod Ministerstwo Handlu. Zadania Berii nie ułatwiała ogromna popularność braci. Oni nie mogli, ot tak po prostu, zniknąć, jak setki tysięcy anonimowych ofiar bezdusznego aparatu władzy.

Butem na dyktatora

Wreszcie jednak szef NKWD dopiął swego. W 1942 Nikołaja Starostina zbudziły światła latarek i dwa pistolety wycelowane w jego głowę. Wylądował w więzieniu na Łubiance, gdzie przez dwa lata próbowano udowodnić mu udział w spisku na życie Stalina. Jednym z dowodów było zdjęcie z Dnia Sportowca. Drużyna Spartaka wjechała na Plac Czerwony samochodem stylizowanym na piłkarskiego buta. Wyglądało, jakby jechali wprost na Stalina. Przynajmniej według oskarżycieli.

Nie podobało im się również importowanie przez Starostina nowinek taktycznych prosto z zachodniej piłki.

Spiskowania na życie Stalina nie udało się udowodnić, ale i tak cała czwórka braci została skazana na 10-letnią zsyłkę na Syberię, co generalnie przyjęli z ulgą. Dopiero niedawno ujawniono, o co tak naprawdę zostali oskarżeni. Otóż zarzucono im kradzieże ze sklepu sportowego, którego działalność mieli nadzorować, Nikołaja skazano także za to, że miał używać swoich wpływów pomagając pewnym osobom w unikaniu powołaniu do wojska i wyjazdu na front II Wojny Światowej.

I tak bracia pojechali na Syberię, nie cierpieli jednak tak jak sobie Beria wymarzył. Komendanci obozów byli zachwyceni pojawieniem się tak znanych piłkarzy. W kolejnych miejscach Nikołajowi powierzano rolę trenera miejscowych drużyn, a cała czwórka nie musiała wykonywać ciężkich prac. Do Moskwy na dobre wrócili w 1954 roku, jednak siedem lat wcześniej Nikołaj pojawił się w stolicy i to w niesamowitych okolicznościach.

Telefon od Stalina

- Wstawaj, Stalin do ciebie dzwoni! - te słowa zbudziłyby umarłego, nic dziwnego, że szybko postawiły na nogi także Starostina. Gdy podniósł słuchawkę okazało się, że rozmawia z 27-letnim Wasilijem, synem dyktatora, w przeciwieństwie do ojca wielkim fanem sportu. Jako dowódca sił powietrznych założył garnizonowy klub piłkarski VVS, gdy montował skład jeden z piłkarzy zaproponował na stanowisko trenera Starostina. Wasilij zapalił się do pomysłu, tym bardziej, że mógł przy okazji zagrać na nosie Berii, którego serdecznie nienawidził.

Gdy tylko Nikołaj zjawił się w stolicy, odwiedzili go przedstawiciele tajnej policji z wyraźną sugestią, by w ciągu 24 godzin opuścił miasto. Wasilij zaprosił Starostina do swojego mieszkania i nie spuszczał go z oka. Nawet spali w jednym łóżku, a gospodarz trzymał pod poduszką naładowany pistolet. Ludzie Berii cały czas byli w okolicy i czekali na odpowiednią okazję. Starostin wpadł w ich łapy, gdy pewnej nocy Wasilij zasnął pijany, a Nikołaj postanowił odwiedzić rodzinę. Na drugi dzień siedział już w pociągu do Kazachstanu, gdzie spędził resztę zesłania.

Historia dopisała jednak wyjątkowy happy end. Bracia wrócili do Moskwy, Nikołaj został trenerem Spartaka i reprezentacji ZSRR. Dożył blisko setki i niemal do ostatnich dni pełnił rolę honorowego prezesa Spartaka. A Beria? Gdy umarł Stalin, został sam. Wokół sami wrogowie, żadnych przyjaciół. W ciągu kilku miesięcy stracił wszystkie przywileje, został aresztowany i stracony.

Matthew Flash


Copyright 1996-2012 Grupa Onet.pl SA
Tags: dyktatura, sport
Subscribe

Comments for this post were disabled by the author