clickkey (clickkey) wrote,
clickkey
clickkey

Andriej Smirnow. Baba i ludojad




Andriej Smirnow. Baba i ludojad
...

Katarzyna Kwiatkowska 2011-11-27, ostatnia aktualizacja 2011-11-23 13:46:59.0

"Póki nie uwolnimy się od zwierzęcych zachowań, nie rozliczymy z przeszłością, nie pokajamy się, będziemy musieli żyć w okrucieństwie. Nie przyniosły go obce siły, ono bierze się z tego, jak się w Rosji człowiek do człowieka odnosi". Rozmowa z reżyserem filmu "Żyła sobie baba"
Dlaczego baba?

- Bo całe państwo na babie stoi. To baba dźwiga na barkach dom, dzieci, które musi wykarmić. Pomysł na film o antybolszewickim powstaniu wpadł mi do głowy jeszcze w 1987 roku, kiedy zniesienie cenzury w ZSRR stawało się faktem. Chciałem pokazać, co w czasie rewolucji październikowej przeżył zwyczajny chłop, żaden wrogi komunistom kułak. Bez scen batalistycznych i historycznych postaci. Jednak opowieść nie składała się w scenariuszową całość. Aż zrozumiałem, że bohaterem powinna być baba. Niewykształcona, prawosławna, wychowana zgodnie z ówczesnym obyczajem. Film pokazuje tylko to, co ona mogła zobaczyć i zrozumieć.

Wybuch I wojny światowej, rewolucję październikową, wreszcie krwawe stłumienie chłopskiego powstania. Dużo jak na jeden życiorys.

- Takie były czasy. Nie było wsi, która się nie buntowała przeciwko wprowadzonej przez bolszewików przymusowej konfiskacie żywności. Chłopi z tambowskiej guberni chwycili za broń. Utworzyli armię, z którą w końcu okrutnie się rozprawiono.

Wraca pan po 30-letniej przerwie. Dlaczego taki temat?

- Nie ma ważniejszego tematu. Rewolucja październikowa nie była wymierzona przeciwko obszarnikom i kapitalistom. To tylko puste hasło. Ucierpiały przede wszystkim dwie najważniejsze grupy społeczne: chłopstwo i duchowieństwo. W przedrewolucyjnej Rosji aż 83 proc. ludności pracowało na roli, nie licząc sezonowych robotników, którzy zimą zarabiali w mieście, a w maju przyjeżdżali na wieś. Duchowieństwo zaś kształtowało moralność chłopów. Chłopskie obyczaje i religijność były istotą rosyjskiego charakteru. Właśnie na tej bazie wyrosła nasza wspaniała literatura XIX wieku oraz zadziwiający zryw kulturalny, który nazywamy srebrnym wiekiem. Tę oryginalną rosyjską mentalność zniszczono. Lenin nienawidził chłopów. Bolszewicy rozstrzeliwali ich od pierwszych dni. To było ludobójstwo.

Z rąk bolszewików zginęła też niewiarygodna liczba duchownych. Zabijano ich straszliwymi sposobami: przybijano gwoździami do drzwi cerkwi, odrąbywano nogi i ręce, gotowano we wrzątku, oślepiano. Bolszewicy chcieli stworzyć nowego człowieka i raj na ziemi. Wywodziło się to jeszcze z epoki oświecenia. Rousseau twierdził, że człowiek jest dobry, wystarczy poprawić warunki życia i ludzie okażą się lepsi. Ten cel uświęcał najbardziej barbarzyńskie środki, niewyobrażalne okrucieństwo.


Przygotowywałem się do tego tematu kilkanaście lat. Przeczytałem dwie walizki książek, zjeździłem całą gubernię, rozmawiałem z kobietami, które jako dzieci były świadkami tamtych wydarzeń.

Już wcześniej życie obchodzi się z Warwarą, główną bohaterką filmu, okrutnie. Po ślubie z obcym sobie człowiekiem, alkoholikiem i impotentem, traktowana jest w rodzinie męża jak służąca. Wściekły z powodu śmierci konia teść bije ją batem, potem próbuje zgwałcić. Sypia zresztą ze starszą synową. Przemoc jest na porządku dziennym. Nie ma to nic wspólnego z sielsko-anielskim obrazem przedrewolucyjnej wsi rosyjskiej, którą zniszczyli bezbożni bolszewicy.

- Rosyjska wieś była okrutna. Taką pokazali ją Antoni Czechow i Iwan Bunin, pisarze, którym ufam absolutnie. W latach 1905-1906 chłopi palili szlacheckie dwory w całej Rosji. Gdyby carski premier Piotr Stołypin nie użył wojska, nikt by ich nie zatrzymał. Korzenie bolszewickiego terroru tkwią w rosyjskiej wsi.

"Czemu winni są Niemcy?" - pyta jeden z bohaterów filmu. - Czy to oni biją prawie na śmierć? Czy to oni się zapijają? To są nasze grzechy, rosyjskie. Nie ma skruchy w narodzie". Po tym stwierdzeniu dostaje od oponenta w mordę.

- Myśliciel Konstantin Leontjew w końcu lat 80. XIX wieku powiedział, że chrześcijaństwa na Rusi jeszcze nie głoszono. Póki nie uwolnimy się od zwierzęcych zachowań, nie rozliczymy z przeszłością, nie pokajamy się, będziemy musieli żyć w okrucieństwie. Nie przyniosły go obce siły, ono bierze się z tego, jak się w Rosji człowiek do człowieka odnosi. Żadni Niemcy, żadni Żydzi, my sami to wszystko sobie robimy. Ten ludojad nadal stoi w każdej wsi, w każdym mieście i dopóki będzie stał, będziemy zjadać się wzajemnie.

Odważne stwierdzenie. Lenin to dla wielu wciąż wybawca ciemiężonych.

- Dlatego niektórzy widzowie po seansie zieją nienawiścią i nazywają mój film antyrosyjskim.

Wacław Radziwonowicz, rosyjski korespondent "Gazety", w relacji z premiery pisał o widzach, którzy krzyczeli, że nie chcą mieć takiej historii.

- Znajomy reżyser powiedział mi po pokazie: ja nie jestem gotowy do przyjęcia takiej wizji historii, czego więc wymagać od widzów. Oni nie wiedzą, do jakiej szufladki włożyć ten film. Mit, w którym nas wychowano, mówił, że była niesprawiedliwa społecznie carska Rosja, źli obszarnicy i kapitaliści, wreszcie przyszli bolszewicy i zaprowadzili sprawiedliwość. Potem pojawiła się nowa legenda: Święta Ruś, car męczennik, bogobojni chłopi - przyszli Żydzi, masoni i zrobili swoje. Twój film, mówi kolega, pokazuje, że najpierw było źle, a potem stało się jeszcze gorzej. Od październikowej premiery w internecie codziennie pojawiają się nowe komentarze. Widownia jest spolaryzowana. Ciut więcej jest pozytywnych opinii, ale przeczytałem też, że "Żyła sobie baba" to rusofobiczna pornografia za żydowskie pieniądze.

A przecież robił pan ten film z myślą o mieszkańcach prowincji.

- Wydawało mi się, że jest to opowieść dla szerokiej publiczności. Krytycy twierdzą jednak, że to film tylko dla tych, którym chce się myśleć. Być może to prawda. Najbardziej negatywne komentarze napisano z błędami ortograficznymi i stylistycznymi.

Jest pan rozczarowany takim odzewem?

- I tak zadziwiająco dużo ludzi wysoko oceniło film. Przede wszystkim kobiety. Od początku zakładałem, że wywołam wściekłość części widzów. Gdyby komuniści i nacjonaliści tak się na film nie złościli, uważałbym, że coś zrobiłem nie tak. 74 lata komunizmu wyprało ludziom mózgi. W jednej z wsi w guberni tambowskiej rozstrzelano 80 osób. A w szkolnym muzeum wisi portret czekisty i przewodniczącego rady wiejskiej, którego zabili powstańcy. Powiedziałem nauczycielce, że tu powinny wisieć portrety rozstrzelanych. Przecież to przodkowie dzieci, które uczą się w tej szkole. Wzruszyła ramionami: tak nas nauczyli.

Matka mojej znajomej Rosjanki jest zaprzysięgłą komunistką. W ich domu obok popiersia Lenina i radzieckiej gwiazdy stał talerz z wizerunkiem zamordowanego przez bolszewików cara Mikołaja II i jego rodziny. Pomyślałam sobie wtedy: jacy ci Rosjanie zagubieni.

- Dwie przełomowe zmiany w historii to za dużo jak na jedno stulecie. By na nowo zrozumieć, co to takiego Rosja, potrzebne są przynajmniej dwa pokolenia, 50 lat życia w wolności, bez wojen, ludobójstwa i łagrów. Ja już tego nie doczekam.

Minęło 20 lat od rozpadu ZSRR, 20 lat życia we względnym pokoju, a socjologowie mówią o wzroście ksenofobii i nacjonalizmu. Rok temu na ulice Moskwy wylały się hordy agresywnych młodych ludzi żądnych zemsty na imigrantach. Skąd się to bierze?

- Dla nacjonalistów mieszkańcy Kaukazu i imigranci z Azji Środkowej to "czarnuchy". Rosja dla Rosjan, Moskwa dla moskwian. To raz już było, na początku XX wieku. I to są właśnie skutki zagubienia. Zbyt straszny był los Rosjan w XX wieku, zbyt niszczące to doświadczenia.

Denazyfikacja, choć nie była pełna, zapisała się w niemieckiej świadomości społecznej jako niezbywalny fakt. U nas dekomunizacja nigdy nie miała miejsca. Czekiści gładko weszli w role nowych bogatych. Nadal są panami życia. Kagebiści zasilili też rosyjską mafię, to powszechnie znany fakt.

Ilekroć słucham rosyjskiego inteligenta, mam wrażenie, że jest świadomy swojej bezsilności. Jakichkolwiek by pięknych słów używał i tak marne są szanse, że przebiją się do świadomości społecznej.

- Rosyjska telewizja emituje serię dyskusji, gdzie Swanidze, jeden z ciekawszych rosyjskich publicystów, kłóci się z politologiem Kurginianem. Kurginian to niegodziwiec, który gra na największych populizmach. Praktycznie w każdym programie widzowie w głosowaniu przyznają mu rację.

Produkcję filmu "Żyła sobie baba" zasiliły państwowe pieniądze. Dlaczego?

- Część internautów twierdzi, że Putin z Miedwiediewem specjalnie kazali zrobić taki film przed wyborami, by osłabić szanse komunistów. To nieprawda. Państwo współfinansowało projekt i to wszystko. Jest jednak warunek, by połowę pieniędzy na film wyłożyli prywatni sponsorzy. Wiceszef prezydenckiej administracji Władisław Surkow pomógł mi znaleźć fundację prowadzącą działalność charytatywną, która zainwestowała w produkcję. Podziękowałem mu za to oficjalnie. Nie miał żadnych żądań, nie wpływał na kształt filmu.

Surkow cieszy się diaboliczną sławą genialnego manipulatora, speca od kontrolowania mediów, szarej eminencji, kardynała kremlowskich korytarzy. Kiedyś powiedział, że choć daleko mu do komunizmu, zgłębia dzieła Lenina, by dowiedzieć się, w jaki sposób wodzowi rewolucji w trzy lata udało się przejąć kontrolę nad ogromnym państwem. Dlaczego ktoś taki był zainteresowany "Babą"?

- Surkow po prostu przeczytał scenariusz i mówi: według mnie wszystko w porządku. Była to oceniająca fraza, ale przecież dość skromna. Od tego czasu go nie widziałem.

Czy rosyjska władza naprawdę chce destalinizacji?

- Mówi się u nas, że Rosja jest państwem z nieprzewidywalną przeszłością. W sprawach przyszłości byłbym tym bardziej ostrożny.

A co to takiego "Swoboda po rosyjsku"?

- Seria filmów dokumentalnych poświęconych stuleciu rosyjskiego parlamentaryzmu. Nakręciliśmy je w 2006 r. Narratorem był Jurij Szewczuk, lider zespołu DDT i działacz społeczny. Nie puścił tego żaden kanał telewizyjny. Trafiliśmy na mur. Serię wydano na DVD, jest też w internecie. Objeździliśmy z nią uniwersytety, gdzie spotkała się z dużym zainteresowaniem.

Skąd ten wilczy bilet?

- Do dziś się zastanawiam. Filmy były edukacyjne, nie zawierały prowokacyjnych treści. Gdybyśmy chcieli skandalu, zrobilibyśmy to zupełnie inaczej. Obecny minister kultury powiedział, żeby "Swobodę" pokazywać w szkołach.

To może przez te pięć lat jednak coś się zmieniło na lepsze?

- Na razie nie odbył się ani jeden pokaz.  

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl - http://wyborcza.pl/0,0.html © Agora SA
Tags: Россия, Юрий Шевчук, художественный фильм
Subscribe

Comments for this post were disabled by the author