clickkey (clickkey) wrote,
clickkey
clickkey

Grecki sąd nad euro

Grecki sąd nad euro
Leszek Baj 2011-11-03, ostatnia aktualizacja 2011-11-03 00:52:19.0
W zeszłym roku przeciętny Grek zarabiał na rękę około 935 euro miesięcznie, dwa razy więcej niż Polak. Statystyczny Papadopulos kupuje częściej nowe ubrania niż Kowalski, chętniej wydaje pieniądze na przyjemności, z których trudno mu teraz zrezygnować.
4 lub 5 grudnia Grecy mają zdecydować, czy przyjąć pomoc od Unii Europejskiej. Przed tygodniem kraje strefy euro wypracowały porozumienie o umorzeniu 100 mld euro długów Grecji i kolejnej pomocy wartej 130 mld euro. Ale premier Grecji Jeorjos Papandreu w poniedziałek zaproponował referendum, w którym Grecy mieliby powiedzieć, czy chcą ratunku od Unii. Bo w zamian musieliby bardziej zacisnąć pasa. A to Grekom nie w smak.
Poniedziałkowe oświadczenie Papandreu zszokowało unijnych przywódców. Sądzili oni, że wynegocjowane przed tygodniem w pocie czoła porozumienie państw strefy euro w sprawie pakietu antykryzysowego wreszcie uspokoi sytuację na rynkach finansowych. Nic z tego. 
Dopóki nie wyjaśni się sprawa referendum, Grecja nie dostanie wartej 8 mld euro transzy kredytu od UE i MFW - zapowiedział wczoraj po spotkaniu z Papandreu prezydent Francji. Bez tych pieniędzy grecki rząd już niedługo może nie mieć pieniędzy na pensje czy emerytury.
- Pytanie w tym referendum jest proste: czy Grecja chce zostać w strefie euro. Tak albo nie - stwierdziła wczoraj po spotkaniu z greckim premierem kanclerz Merkel.
- Wierzę w pozytywny wynik referendum - mówił Papandreu. Ale około 60 proc. Greków ocenia wyniki ostatniego szczytu strefy euro jako niekorzystne dla kraju. Grecy już wielokrotnie w gwałtownych protestach dali do zrozumienia, że nie zamierzają dalej godzić się na oszczędności. Wielu sądzi wręcz, że narzucana przez MFW i Unię Europejską polityka ogranicza suwerenność kraju. 
- Grecki naród ma wolny wybór, ale my jesteśmy odpowiedzialni za strefę euro - mówił Sarkozy. - Nie chcemy dopuścić do zniszczenia euro, do zniszczenia Europy.
Los samego referendum nie jest zresztą pewny: w piątek w greckim parlamencie ma się odbyć głosowanie nad wotum zaufania dla rządu Papandreu. A przewaga rządzącej koalicji stopniała już do jednego lub dwóch głosów. Z tego powodu niepewny jest też los samej ustawy o referendum.
Lata pobytu w strefie euro dały Grecji dostęp do tanich kredytów i średnio 4-proc. wzrost gospodarczy pomiędzy 2000 a 2007 rokiem. Jednak w dużej mierze finansowały go zwiększone wydatki publiczne.
Z badania EU-SILC przeprowadzonego w 2009 r. wynika, że 87,5 proc. Greków deklarowało, że stać ich na kupowanie nowych ubrań (Polaków - 76,5 proc.). Ponad 80 proc. Greków stać było na wydawanie co tydzień pieniędzy na własne potrzeby i przyjemności. Wśród Polaków - 65 proc.
W ciągu ostatnich dwóch lat część Greków z przyjemności musiała jednak zrezygnować. Zgodnie z danymi Banku Grecji w 2010 r. wynagrodzenie brutto urzędników państwowych spadło realnie o 13,6 proc., a pracowników państwowych firm o 9,7 proc. W tym roku płace znowu spadną, a bezrobocie osiągnęło już poziom 17,6 proc. (dane Eurostatu). I będzie rosło, bo gospodarka jest w głębokiej recesji, a rząd w Atenach już zapowiedział kolejne masowe zwolnienia urzędników.
Grekom trudno się pogodzić, że władze zmuszają ich do dalszych wyrzeczeń. Nic dziwnego, że część z nich próbuje ukryć przed fiskusem prawdziwe dochody. Brytyjski "Daily Telegraph", powołując się na prof. Heraklesa Polemarchakisa z University of Warwick (byłego szefa doradców ekonomicznych premiera Grecji), podał, że w Grecji jest więcej luksusowych samochodów Porsche Cayenne (cena zaczyna się od 60 tys. euro) niż osób deklarujących roczny dochód powyżej 50 tys. euro.
Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl - http://wyborcza.pl/0,0.html © Agora SA

Tags: grecja, Греция, Евросоюз, кризис, экономика
Subscribe
Comments for this post were disabled by the author