January 27th, 2012

Dubaj - zamek z piasku prawie runął

Dubaj - zamek z piasku prawie runął

...

Nina Hałabuz, Artur Włodarski 2009-12-08, ostatnia aktualizacja 2009-12-06 22:24:14.0

Jeszcze w ubiegłym tygodniu na sztucznej wyspie w kształcie palmy w Dubaju otwierano pięciogwiazdkowy różowy hotel Atlantis. Alkohol dla 2 tys. gości lał się strumieniami, śpiewała Kylie Minogue, a na koniec na niebie wybuchły fajerwerki za 2,7 mln dol.

Ale od półtora tygodnia Dubaj, 1,5-milionowe miasto nad Zatoką Perską, kojarzy się z finansowymi problemami. W czwartek 26 listopada zadłużony na 59 mld dol. rządowy fundusz Dubai World, który inwestował w nieruchomości, porty i przemysł turystyczny, poinformował wierzycieli, że potrzebuje dodatkowych sześciu miesięcy na wykupienie obligacji. Ta wiadomość wywołała panikę wśród zagranicznych inwestorów. Pierwsze uderzenie trafiło w banki brytyjskie, które kupowały obligacje z Bliskiego Wschodu. Akcje HSBC, Barclays i Standard Chartered straciły w ciągu jednej sesji 5-6 proc., a z londyńskiego parkietu wyparowało w czwartek w sumie 44 mld funtów.

Bliskowschodnie giełdy rozpoczęły handel dopiero w poniedziałek 30 listopada. Indeks Dubai Nasdaq spadł o 7,3 proc. Z Emiratów Arabskich dochodziły sprzeczne wiadomości: z jednej strony rząd Abu Zabi zapowiedział w weekend, że wesprze niektóre firmy, ale już w poniedziałek Abdulrahman Al-Saleh, dyrektor generalny departamentu skarbu Dubaju oświadczył, że rząd nie gwarantuje długów Dubai World, a inwestorzy powinni ponosić konsekwencje swoich decyzji. Tymczasem w weekend po wieściach o niewypłacalności rządowego funduszu szejk Dubaju wydał prawie 2 mln dolarów na aukcji koni, na której według Bloomberga kupił osiem źrebaków.

O tym, czym grozi krytykowanie sytuacji w mieście i szejka Maktouma, przekonał się brytyjski "Sunday Times". Gazeta opublikowała karykaturalny rysunek, na którym przywódca Dubaju tonie w morzu długów, więc po prostu zniknęła z kiosków. - Dzisiaj "Sunday Times" się nie ukaże - poinformował krótko urzędnik narodowej rady ds. mediów. - Nie możemy dopuścić do takiej zniewagi. To wbrew naszej tradycji.

Miasto dźwięków i dźwigów

Jak wygląda miasto, którego problemy wstrząsnęły światem niemal jak bankructwo Lehman Brothers? W Dubaju nie sposób uciec od dwóch dźwięków: rozlegającego się pięć razy dziennie śpiewu muezina i ciągłego hałasu dobiegającego z setek placów budowy. Dubaj to właściwie jeden wielki plac budowy: w żadnym innym mieście ma tylu dźwigów, gdziekolwiek się obejrzysz, zawsze widzisz je gdzieś nad sobą. To wszystko wyrosło w ciągu 30 lat - w latach 80. szejk Mohammed ben Rashid Al-Maktoum zdecydował, że trzeba zdywersyfikować uzależnioną od ropy gospodarkę emiratu. Postanowił, że nad morzem powstanie centrum turystyki i rozrywki. Pięć lat temu przed Dubajem postawiono kolejny cel - miasto ma się stać bliskowschodnim centrum finansowym.

Tutaj wszystko miało być największe, najwyższe, najpiękniejsze. Bo Dubaj to miasto świateł, miasto marzeń, które wyrosło na piaskach pustyni - raj dla architektów, biznesmenów, spragnionych luksusów turystów. W 2007 r. ceny nieruchomości rosły jak oszalałe, a mieszkania sprzedawały się na pniu. Kiedy na początku 2008 r. biuro architektoniczne LAVA przedstawiło projekt biurowca im. Michaela Schumachera (podobno za zgodę na wykorzystanie swojego nazwiska Schumacher zgarnął 5 mln dol.), lokale rozprzedano w ciągu kilku dni.

W rankingu Bloomberga Dubaj znalazł się na piątym miejscu na liście najlepszych do robienia biznesu miast - po Nowym Jorku, Londynie, Szanghaju i Singapurze. Jest tam wszystko, o czym marzą pracownicy wielkich korporacji: wysokie pensje, połączenia lotnicze z całym światem, świetna infrastruktura miejska, centra handlowe, międzynarodowe szkoły, luksusowe kluby i restauracje. - Do tego zero podatków, morze i gorący klimat. To wszystko przyciąga biznesmenów, którym znudził się Londyn czy Nowy Jork. Albo im się tam po prostu nie powiodło - mówi Kate, która pracuje w jednym z rządowych funduszy w Abu Zabi. Tłumaczy, że Dubaj nie ma wielkich złóż ropy ani gazu, więc postanowił wyróżnić się spektakularnymi inwestycjami w budownictwie, przyciągnąć turystów i firmy z sektora finansowego.

Według ministerstwa gospodarki Emiratów Arabskich PKB w przeliczeniu na jednego mieszkańca Dubaju w ubiegłym roku przekroczyło 54 tys. dol. Ile zarabia się nad Zatoką Perską? Urzędnik, który sprawdza dokumenty w firmie, dostaje 4050 dirhamów, czyli 1,5 tys. dol. miesięcznie. Świeżo upieczeni absolwenci, którzy mają pracować w sprzedaży, mogą liczyć na 6750 dirhamów, czyli nieco ponad 2,5 tys. dol. A menedżer ds. logistyki zarabia 27 tys. dirhamów, czyli 10 tys. dol. Rok temu firmy były znacznie bardziej hojne.

Alkohol, sztuczne wyspy i śnieg latem

Co przyciąga ludzi do Dubaju? - To Abu Zabi jest sercem gospodarki, ale w Dubaju mieszka najwięcej ludzi. Tu jest zabawa. Chociaż w krajach arabskich sprzedaż alkoholu jest zakazana, tutaj można go dostać w każdym hotelu - mówi Kate. Stałym punktem luksusowych wycieczek są suto zakrapiane kolacje na pustyni.

Na turystów czeka największe na świecie centrum handlowe z 1200 sklepami, olimpijskim lodowiskiem i otoczoną wodą wyspą, na której znajdują się sklepy Armaniego, Prady i filia paryskiej Galerii Lafayette. Do tego gigantyczne akwarium i dziesiątki tryskających wodą fontann. Na morzu stoi jedyny na świecie siedmiogwiazdkowy hotel Burj Al Arab. Ma kształt rozpiętego na wietrze żagla. Najmniejszy z 202 apartamentów ma 169 m kw. Największy - 780 m kw. Niedaleko kolejne cuda konstruktorskie - sztuczne wyspy, jedna w kształcie palmy, druga - świata. Swój kawałek wyspy kupili m.in. Victoria i David Beckhamowie oraz Angelina Jolie i Brad Pitt.

Wzdłuż dwunastopasmowych arterii, po których przemykają lexusy, bentleye i ferrari, stoją futurystyczne drapacze chmur Emirates Towers i Dubai World Trade Center. W centrum miasta powstaje 160-piętrowa wieża Burj Dubai - najwyższy budynek świata zaprojektowany przez amerykańskiego architekta Adriana Smitha. W wieży mieszczą się apartamenty, biura i luksusowy hotel Armaniego.

Znudzeni gorącem mogą wyskoczyć na narty. Od czterech lat w mieście, w którym średnia roczna temperatura nie spada poniżej 20 stopni Celsjusza, działa największe na świecie sztuczne centrum narciarskie. Do zaśnieżenia 400-metrowego stoku potrzeba 6 tys. ton śniegu. Przeciętny mieszkaniec Dubaju zużywa trzykrotnie więcej wody niż Amerykanin.

Kobiet na ulicach jest mało. Najłatwiej spotkać je w luksusowych centrach handlowych. Na ulicach widać głównie mężczyzn. To zrozumiałe, bo w mieście na jedną kobietę przypada trzech mężczyzn. Według spisu powszechnego z 2006 r. w Dubaju mieszkało blisko 1,5 mln ludzi, czyli 408 na kilometr kwadratowy.

Dubaj ma też ciemną stronę. Co roku do miasta trafiają dziesiątki tysięcy azjatyckich robotników. Nikt nie wie, ilu ich jest - w 2006 r. Human Rights Watch szacowała, że w mieście pracuje nawet 250 tys. imigrantów. Dubaj ma być spełnieniem ich marzeń - wreszcie będą mieli pracę, dorobią się, wesprą rodziny.

Sahin Monir, 24-latek z Bangladeszu, trafił do Dubaju cztery lata temu. - Zanim tu przyjechałem, pośrednicy zapewniali mnie, że to miasto to raj. A teraz wiem, że to piekło - mówi w rozmowie z "The Independent". Przedstawiciele firmy, która wysyła ludzi do pracy na budowach, powiedzieli, że będzie zarabiał 400 funtów miesięcznie, pod warunkiem że zapłaci 2,3 tys. funtów za wizę i opłatę dla pośrednika. Sahinal sprzedał rodzinną ziemię i jeszcze pożyczył pieniądze - byle dostać się do tego raju. Gdy tylko przyjechał, odebrano mu paszport. Dostał pracę na budowie, ale zamiast obiecanych 400 zarabia 90 funtów. Jego domem stał się obóz robotniczy: w jednym dziewięciopokojowym budynku gnieździ się 85 mężczyzn. W pokoju śpi po 8-12 osób.

Miasto jest też ważnym punktem na mapie seksturystyki - Amerykańskie Centrum Studiów nad Polityką Międzynarodową (American Center for International Policy Studies) podaje, że w seksbiznesie pracują przede wszystkim kobiety z Europy Wschodniej, krajów afrykańskich i Indii.

Kłopoty wisiały w powietrzu

O kłopotach finansowych baśniowego miasta zachodnie media pisały od początku roku. Alarmowały, że w ciągu kilku miesięcy ceny nieruchomości spadły o 30-40 proc., co oznacza, że wypracowane przez ostatnie dwa lata zyski wyparowały.

Krytyczny był wrzesień - nie wiadomo było, czy po wakacyjnych urlopach (w lipcu i sierpniu temperatura w mieście sięga 40 stopni Celsjusza) do Dubaju wrócą zagraniczni pracownicy. Ich masowy odpływ oznaczałby drastyczny spadek popytu i załamanie gospodarcze. Wrócili - we wrześniu międzynarodowe szkoły zapełniły się uczniami, w opustoszałych apartamentowcach znów pojawili się mieszkańcy.

Ale załamanie wisiało w powietrzu: ludzie kupowali na kredyt mieszkania, samochody, wielu traciło pracę, a o nowe zajęcie z miesiąca na miesiąc było trudniej. I nagle poznawali ciemną stronę Dubaju: - Tutaj nie ma takiego pojęcia jak bankructwo. Jeśli masz dług i nie jesteś w stanie go spłacać, idziesz do więzienia - mówi dziennikarzowi "The Independent" Karen, Kanadyjka, która razem z mężem przyjechała na Bliski Wschód cztery lata temu. Teraz mąż odsiaduje półroczny wyrok za długi. Setki pracowników korporacji, chcąc uniknąć więzienia, porzucają drogie apartamenty, samochody i uciekają z Dubaju.

Ale największe konsekwencje kryzysu finansowego ponoszą prości robotnicy, którzy na swoich barkach dźwigali miasto świateł z piasków pustyni - im firmy nie płacą już od miesięcy, a bez paszportów nie są w stanie wrócić do kraju.

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.biz - http://wyborcza.biz/biznes/0,0.html © Agora SA

Wybory

Wpływowy poseł PO umiera na ciężką chorobę.

Jego dusza trafia do Nieba i wita go Święty Piotr. Witaj w Niebie synu. Zanim tu zamieszkasz, musimy rozwiązać tylko jeden problem. Mamy tu pewne zasady i nie jestem pewien, co z tobą zrobić. Jak to co - wpuśćcie mnie, jestem przecież z PO i znałem JPII- mówi poseł. Cóż, chciałbym, ale nie robimy wyjątków gdyż mamy polecenia z samej góry. Zrobimy tak - spędzisz jeden dzień w Piekle i jeden dzień w Niebie. Potem możesz sobie wybrać, gdzie chcesz spędzić wieczność. Serio, ja już wiem - chcę trafić do Nieba - mówi poseł. Wybacz, ale mamy swoje zasady. Po tych słowach, Święty Piotr odprowadza go do windy i poseł zjeżdża w dół, wprost do Piekła. Drzwi otwierają się i poseł jest pośrodku pełnego zieleni pola golfowego. W tle jest restauracja, a przed nią stoją wszyscy jego partyjni przyjaciele oraz inni politycy, którzy z nim robili różne lewe interesy. Wszyscy są z PO i są szczęśliwi, świetnie się bawią. Podbiegają do posła i witają go, ściskają oraz wspominają stare dobre czasy, gdy oszustwem i zdradą bogacili się kosztem zwykłych ludzi. Potem grają w golfa a następnie jedzą kolację z kawiorem i czerwonym winem. Jest także Rudy Szatan który jest naprawdę fajnym i sympatycznym gościem - świetnie się bawi, tryska humorem opowiadając dowcipy i różne inne bajki jak to jest świetnie, a będzie jeszcze lepiej. Poseł bawi się tak doskonale, że nim się zorientuje, minie jego czas. Wszyscy ściskają go i machają na pożegnanie gdy winda rusza w górę. Winda jedzie i jedzie - aż drzwi się otwierają w Niebie, gdzie czeka na niego Święty Piotr. Czas odwiedzić Niebo. I tak mijają 24 godziny, w których mąż stanu spędza czas z duszyczkami na skakaniu z chmurki na chmurkę, graniu na harfach i śpiewaniu. Bawią się całkiem nieźle i nim się zorientuje, doba mija i powraca Święty Piotr. Cóż - spędziłeś jeden dzień w Piekle i jeden dzień w Niebie. Wybierz zatem swój los. Poseł myśli chwilkę i odpowiada. Cóż, nigdy nie myślałem, że to powiem. To znaczy - w Niebie jest naprawdę cudownie, ale myślę, że lepiej mi będzie ze swoimi w Piekle. Tak więc Święty Piotr odprowadza go do windy i poseł jedzie w dół, dół, dół... - wprost do Piekła. Otwierają się drzwi i poseł jest pośrodku rozpalonej pustyni pokrytej śmieciami i odpadkami. Widzi wszystkich swoich przyjaciół ubranych w szmaty, zbierających śmieci do czarnych, plastikowych toreb. Nagle podchodzi do posła Rudy Szatan i klepie go po ramieniu. "Nie rozumiem! - mówi poseł. Jeszcze wczoraj było tu pole golfowe, restauracja, jedliśmy kawior, tańczyliśmy i bawiliśmy się świetnie. Teraz jest tu tylko pustynia pełna śmieci, ubóstwa i niedoli, a moi przyjaciele wyglądają strasznie! Rudy Szatan spogląda na posła, uśmiecha się szyderczo i mówi: Wczoraj mieliśmy kampanię wyborczą! A dziś na nas zagłosowałeś. Jest już po wyborach…