January 25th, 2012

Азербайджан: иранские агенты планировали покушение на посла Израиля

NEWSru.co.il :: В миреСреда, 25 января 2012 г. 06:42

Азербайджан: иранские агенты планировали покушение на посла Израиля

Официальные источники в Азербайджане сообщили, что целью арестованных на прошлой неделе иранских агентов было убийство посла Израиля в Баку Михаэля Лотема, которое иранцы планировали совершить в качестве мести за ликвидацию иранских ядерщиков (Тегеран возложил ответственность за эти убийства на "Мосад", ЦРУ и MI-6). Об этом сообщает в среду, 25 января, интернет-издание NRG-"Maariv" .

Помимо главы израильского дипломатического ведомства, в качестве потенциальных целей рассматривались представитель движения ХАБАД в Баку раввин Шниор Сегель и директор еврейской школы "Ор Авнер" раввин Мати Луис.

Напомним, что на прошлой неделе министерство национальной безопасности Азербайджана сообщило об аресте двоих граждан страны по подозрению в подготовке терактов по заданию иранских спецслужб. Азербайджанские власти сообщили об аресте троих человек Алиева Расима Фараил-оглу и Гусейнова Али Алихамза-оглу, а также проживающего в иранском Ардебиле Дадашева Балагардаша Алисафа-оглу. Дадашев разыскивался властями Азербайджана по обвинению в бандитизме, похищении людей и разбое. МНБ отмечает, что он поддерживает связи с иранскими спецслужбами и выполнял функции связующего звена между иранцами и азербайджанскими членами террористической ячейки.

Для осуществления терактов в Азербайджан контрабандой доставили оружие и взрывчатку: снайперскую винтовку типа СВД, два глушителя и два полных магазина к ней, один оптический прицел, три пистолета ПМ, три глушителя и три магазина к ним, 16 штук пластического взрывчатого вещества по 800 граммов композиции "C4" с надписью "Charge Demolition M-112", 117 патронов калибром 7,62 мм и 112 патронов калибром 9 мм.

За совершение терактов против работающих в Азербайджане высокопоставленных израильтян агентам было обещано материальное вознаграждение в размере 150 тысяч долларов, а Гусейнов получил от Алиева 9.300 долларов аванса.

Раввин Шниор Сегель, комментируя сообщение о разоблаченном заговоре с целью его убийства, сообщил, что еврейские организации в Баку продолжают работать в штатном режиме. Он выразил надежду на то, что азербайджанские власти сделают все необходимое для предотвращения терактов против евреев и обеспечат их безопасность.

Polowanie na rzeźnika Wołynia

Polowanie na rzeźnika Wołynia

Jeszcze w czasie trwania II wojny światowej Sowieci podjęli krwawą walkę z nacjonalistycznym podziemiem na Ukrainie.

W przeciwieństwie do innych rejonów kraju na Wołyniu Polacy z wielką niecierpliwością oczekiwali nadejścia Armii Czerwonej. Wkroczenie Sowietów oznaczało bowiem koniec trwającej od 1943 roku rzezi dokonywanej przez ukraińskich nacjonalistów i dawało szansę na przeżycie.

Dwuznaczność sytuacji
Tragedię mieszkańców Wołynia pogłębiało to, że jedynym ratunkiem dla nich były działania NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych ZSRR) - tej samej zbrodniczej organizacji, która stała za masowymi wywózkami Polaków w 1940 i 1941 roku oraz wyłapywała żołnierzy Armii Krajowej działających na tamtym terenie.

Dwuznaczność sytuacji, w której znaleźli się ocalali z rzezi Polacy, najlepiej widać na przykładzie kierowanych przez czekistów Batalionów Niszczycielskich, czyli formacji samoobrony złożonych z miejscowych (patrz: "Polska Zbrojna" numer 48 z 27 listopada 2011 roku). W nielicznych ocalałych wsiach Polacy stanowili spory odsetek tych oddziałów. Strach przed okrutną śmiercią z rąk UPA (Ukraińskiej Powstańczej Armii) sprawił, że działania NKWD wymierzone w ukraińskich nacjonalistów zyskały spore poparcie polskiej ludności.

Krwawy rok 1944
Zajęcie Wołynia przez Armię Czerwoną oznaczało też początek nowego rozdziału w działalności UPA. Zgromadzone w lasach liczne sotnie przez kilka miesięcy stawiały zażarty opór Wojskom Wewnętrznym NKWD. W warunkach wojny partyzanckiej,

której celem było fizyczne zniszczenie przeciwnika, obie strony stosowały niezwykle brutalne metody walki. Ofiarami często padali zwykli cywile, których podejrzewano o sprzyjanie partyzantom bądź też o związki z Sowietami. Zabitych każdego miesiąca można było liczyć w tysiącach.

Aby usprawnić walkę z nacjonalistycznym podziemiem, koordynację działań powierzono funkcjonującemu w strukturach NKWD Wydziałowi Walki z Bandytyzmem. Jedną z najważniejszych spraw prowadzonych przez Sowietów stała się operacja "Barłóg", której celem było ustalenie miejsca pobytu najważniejszych dowódców UPA, w tym Kłyma Sawura. W toku śledztwa każdy z poszukiwanych dostał kryptonim operacyjny.

Sawura otrzymał miano "Szczur". W trakcie przesłuchań wziętych do niewoli członków UPA oraz konspiracyjnej siatki OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) Sowietom udało się ustalić, że Kłym Sawur naprawdę nazywa się Dmytro Klaczkiwski. Doświadczeni śledczy bardzo szybko zorientowali się, że mają do czynienia ze swoim starym znajomym z lat 1939-1941, kiedy to po napaści na Polskę Sowieci aresztowali znaczną cześć działającej od początku lat trzydziestych siatki OUN.

    Przemilczane zbrodnie

    Próba obarczenia Polaków współodpowiedzialnością za eksterminację polskiej ludności Wołynia i Małopolski Wschodniej nie ma szans powodzenia. Nie da się postawić znaku równości pomiędzy metodycznie realizowaną eksterminacją prawie 120 tysięcy Polaków a akcjami odwetowymi przeprowadzanymi z inicjatywy lokalnych komendantów Armii Krajowej, w których zginęło kilka tysięcy Ukraińców.

Proces 59
Klaczkiwski urodził się w 1911 roku w Zbarażu. W okresie międzywojennym za przestępstwa popełnione w trakcie działalności w OUN (był referentem młodzieżówki na dawne województwo stanisławowskie) odbywał wyrok w polskim więzieniu. Za działalność nacjonalistyczną ponownie został aresztowany we wrześniu 1940 roku.

W tak zwanym procesie 59 został skazany na karę śmierci, którą następnie zamieniono na dziesięć lat łagrów. W 1941 roku, wykorzystując zamieszanie pierwszych dni wojny, Klaczkiwski zdołał zbiec z sowieckiego więzienia w Berdyczowie. Wkrótce aktywnie włączył się do pracy w OUN, gdzie szybko awansował i ostatecznie objął dowództwo działającej na Wołyniu grupy UPA-Północ. W 1943 roku osobiście kierował rzezią ludności polskiej na Wołyniu i według wielu badaczy był jej głównym inicjatorem.

Po wkroczeniu Armii Czerwonej Klaczkiwski ukrył się wraz ze swoimi podwładnymi w wołyńskich lasach. W ciągu kilku miesięcy dowodził walkami z jednostkami Armii Czerwonej i Wojsk Wewnętrznych NKWD, które działały na tym terenie. Od jesieni 1944 roku, po serii dotkliwych ciosów zadanych oddziałom UPA przez Sowietów, ukrył się w chutorze Orżew w rejonie Klewania.

Wpadka "Rudego"
Wielomiesięczne poszukiwania dowódcy UPA-Północ nie przynosiły rezultatów. Co prawda w trakcie licznych obław likwidowano całe oddziały i brano setki jeńców, nie było jednak wśród nich osób mogących doprowadzić czekistów do dowództwa. Przełom nastąpił dopiero w styczniu 1945 roku. W rezultacie przesłuchań wziętych do niewoli upowców śledczym z Wydziału do Walki z Bandytyzmem udało się ustalić miejsce przebywania innego wysokiego rangą dowódcy UPA Jurija Stelmaszczuka (pseudonim "Rudy").

Wysłana na miejsce grupa rozpoznawczo-poszukiwawcza z 9 kompanii 169 Pułku Strzeleckiego Wojsk Wewnętrznych ustaliła, że "Rudy" ukrywa się w lasach koło wsi Jajno w rejonie Kamienia Koszyrskiego i ma stałą ochronę. Kontynuując poszukiwania, Sowieci dopadli oddział "Rudego" 22 kilometry na wschód od Jajna. Po krótkiej walce zlikwidowano kilkunastoosobową ochronę i ujęto dowódcę. Chory na tyfus Stelmaszczuk próbował się ostrzeliwać, jednakże został raniony i obezwładniony przez czekistów.

Zdobycz była wyjątkowo cenna. W ręce NKWD rzadko wpadali dowódcy UPA tak wysokiego szczebla i z tak bogatym doświadczeniem, sięgającym jeszcze służby w specjalnym batalionie abwery "Nachtigal". "Rudego" przewieziono do pilnie strzeżonego szpitala NKWD, gdzie opatrzono mu rany oraz rozpoczęto leczenie tyfusu.

Na przesłuchanie jeńca przybył osobiście zastępca ministra spraw wewnętrznych Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej generał Timofiej Strokacz, który dość szybko zmusił Stelmaszczuka do wyjawienia licznych tajemnic.

Przeczesywanie lasów
Tak oto 9 lutego 1945 roku, a więc niespełna dwa dni po rozpoczęciu przesłuchań, uzyskano dokładne dane o miejscu pobytu dowódcy UPA-Północ. Aby zdążyć przed dotarciem informacji o wpadce "Rudego", jeszcze w tym samym dniu rozpoczęto przygotowania do obławy na Kłyma Sawura. 10 lutego siłami 20 i 24 Brygady Wojsk Wewnętrznych zablokowano rejon Klewania. Do środka pierścienia wpuszczono kilka grup rozpoznawczo-poszukiwawczych dowodzonych przez miejscowych czekistów, którzy doskonale znali teren. W pierwszym dniu przeczesywania lasów zlikwidowano oddział ochrony Kłyma Sawura dowodzony przez "Uzbeka". W trakcie walki zginęło 22 upowców, jednakże główny cel operacji nie został osiągnięty. Sawur zdołał zbiec.

Następnego dnia poszukiwań doszło do serii kolejnych starć, w których trakcie czekiści zabili 79 osób i aresztowali 181. Kłym Sawur wciąż jednak był nieuchwytny. Stale zaciskający się pierścień okrążenia i likwidacja niemalże całej ochrony upowskiego dowódcy sprawiły, że teren poszukiwań znacznie się zawęził. W trakcie wznowionego 12 lutego przeczesywania lasu pododdział 233 Samodzielnego Batalionu Strzeleckiego Wojsk Wewnętrznych pod dowództwem naczelnika sztabu batalionu starszego lejtnanta Chabibulina odnalazł niedawno opuszczone miejsce biwakowania. Żołnierze, którzy szli po pozostawionych w głębokim śniegu śladach, zauważyli ruch w zaroślach. Gdy patrol rozdzielił się na trzy grupy i chciał okrążyć podejrzane miejsce, upowcy otworzyli ogień.

Symbol patriotyzmu?
Zginął jeden żołnierz stanowiący przednie ubezpieczenie. Ostrzeliwujący się Ukraińcy próbowali odskoczyć, jednak zostali zastrzeleni przez żołnierzy.

W trakcie przeszukania zabitych czekiści znaleźli trzy pistolety maszynowe, trzy pistolety, Order Gwiazdy Czerwonej, dwie odznaki gwardyjskie oraz torbę polową z dokumentami UPA. Po trzech godzinach ciała dostarczono do miejscowości Równe i okazano Stelmaszczykowi oraz innemu z upowców. Obydwaj w jednym z zabitych rozpoznali Kłyma Sawura. Śmiertelny strzał w trakcie walki przypisano starszemu sierżantowi Danilejczence, Ukraińcowi z Donbasu.

Po sporządzeniu dokumentacji ciało Kłyma Sawura potajemnie pochowano w okolicach więzienia NKWD w Równem. Śmierć wysokiego dowódcy była niezwykle dotkliwym ciosem dla UPA, choć dzięki umiejętnej propagandzie nacjonaliści uczynili z Sawura symbol patriotyzmu. Do dziś zresztą czczony jest przez nacjonalistów jako bohater walk o niepodległość. Dla wszystkich pozostałych uczestników tragicznych wydarzeń z lat 1943-1945, w tym także dla wielu Ukraińców, pozostanie jednak na zawsze rzeźnikiem Wołynia.

Adam Kaczyński


Polska Zbrojna

Rośnie gniew na ACTA

Rośnie gniew na ACTA

...

Tomasz Grynkiewicz 2012-01-25, ostatnia aktualizacja 2012-01-24 23:12:12.0

Bunt przeciw ACTA rozlał się na ulice. Tak gwałtowne protesty to wyjątek w Europie. - To nie jest umowa skierowana przeciwko internautom - zapewnił premier. I ogłosił, że zostanie w czwartek podpisana

Kto nie skacze, jest za ACTA! - skandowały wczoraj tłumy pod przedstawicielstwem Parlamentu Europejskiego w Warszawie. Bunt przeciw ratyfikacji przez Polskę umowy ACTA zjednoczył tysiące ludzi wszystkich opcji. Przeważała młodzież - również taka, która zwykle wychodzi na ulicę, by stanąć po różnych stronach barykady. Byli ludzie ze znaczkami Antify, anarchiści, kibice Legii Warszawa, wszechpolacy, liberałowie. Do protestu wzywała Krytyka Polityczna i sympatycy Janusza Korwin-Mikkego. On sam pojawił się na manifestacji obok posłanki Ruchu Palikota Anny Grodzkiej.

W tłumie wykrzykiwano zarówno hasła: "Precz z brukselską okupacją", "Kapitalizm to zło", jak i "Raz sierpem, raz młotem...".

- Mam 17 lat, ale mam wrażenie, że ja więcej rozumiem z tej ustawy niż politycy. Oni nie rozumieją internetu, nie rozumieją, dlaczego tu jesteśmy - mówił licealista Michał.

Wcześniej premier Donald Tusk ogłosił, że jutro w Tokio Polska podpisze umowę ACTA, która w ostatnich dniach wywołała burzę - od protestów w sieci, przez blokowanie stron rządowych i włamywanie na serwery, po uliczne protesty w wielu miastach w Polsce.

"Obecne protesty społeczne uważamy za konsekwencję niespójnej polityki rządu. Polacy starają się dać decydentom do zrozumienia, że nie ma zgody na wyłączenie obywateli z procesu decyzyjnego oraz na nietransparentne działania, które mogą mieć wpływ na respektowanie praw i wolności obywatelskich" - ogłosiły wczoraj organizacje pozarządowe, m.in. Panoptykon, Nowoczesna Polska i ISOC.

- Ekstrawagancją byłoby, gdyby Polska tej umowy nie podpisała i była jedynym krajem, który w Europie nie przestrzega praw autorskich - mówił wczoraj premier.

Dodał, że jesteśmy w jednej trzeciej drogi. - Umowa będzie ratyfikowana przez Sejm, podpis pod nią złoży prezydent, jest czas na konsultacje - mówił. Tłumaczył też, że Polska wskazywała w trakcie prac nad ACTA na pewne wątpliwości. Zapowiedział, że zobowiązał ministrów do przygotowania aktów wykonawczych tak, by umowa chroniła wolność i nie działała "nazbyt opresyjnie".

Wczoraj minister Michał Boni wspomniał też, że do ACTA mogłaby być dodana tzw. klauzula bezpieczeństwa, która tłumaczyłaby, jak polska strona rozumie zapisy umowy międzynarodowej.

Głos poparcia dla ACTA wyraziła Izba Wydawców Prasy. W oświadczeniu zarzuciła organizacjom pozarządowym manipulację. "Przeciwnicy podpisania i ratyfikowania przez Polskę umowy ACTA twierdzą, iż na podstawie umowy właściciele praw autorskich będą mogli uzyskiwać - bez wyroku sądu - dane o użytkownikach internetu od jego dostawców, co godzić ma w prywatność. To nieprawda. Twierdzenie to jest czystą manipulacją, na którą nie powinno być publicznej zgody" - czytamy w komunikacie.

Zareagowała też Komisja Europejska, chyba zaskoczona tym nagłym wybuchem protestów przeciw ACTA, najgwałtowniejszych właśnie w Polsce. W oświadczeniu próbowała tłumaczyć, że ACTA nie zmienia obecnych przepisów UE, nie ma mowy o cenzurze internetu ani ograniczeniu praw podstawowych. "Dla Europy własność intelektualna jest tym, czym dla innych krajów bywają surowce naturalne" - czytamy w oświadczeniu. "Sieć WWW jest najbardziej globalnym i otwartym rynkiem muzyki, filmów i książek, ale także miejscem obrotu milionami podróbek" - podkreśla KE. "Każdy, kto posiada jakieś prawo własności intelektualnej, poczynając od producenta wina Chianti, a kończąc na właścicielu praw do gry komputerowej, uzyska lepszy dostęp do wymiaru sprawiedliwości, organów celnych i policji, dzięki czemu będzie mógł dochodzić swoich praw przeciwko twórcom podróbek i osobom naruszającym prawa autorskie" - pisze w oświadczeniu Komisja.

Wczoraj swoją akcję kontynuowali też hakerzy z grupy określającej się jako Anonymous Polska. Opublikowali w sieci kilkadziesiąt haseł do kont pocztowych urzędników państwowych (m.in. kancelarii premiera, resortu finansów i urzędów miast). A wieczorem zablokowała ponownie stronę premiera i ABW. Zapowiada, że ma jeszcze asa w rękawie, jeśli rząd nie ugnie się pod protestami.

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.biz - http://wyborcza.biz/biznes/0,0.html © Agora SA