November 28th, 2011

Andriej Smirnow. Baba i ludojad




Andriej Smirnow. Baba i ludojad
...

Katarzyna Kwiatkowska 2011-11-27, ostatnia aktualizacja 2011-11-23 13:46:59.0

"Póki nie uwolnimy się od zwierzęcych zachowań, nie rozliczymy z przeszłością, nie pokajamy się, będziemy musieli żyć w okrucieństwie. Nie przyniosły go obce siły, ono bierze się z tego, jak się w Rosji człowiek do człowieka odnosi". Rozmowa z reżyserem filmu "Żyła sobie baba"
Dlaczego baba?

- Bo całe państwo na babie stoi. To baba dźwiga na barkach dom, dzieci, które musi wykarmić. Pomysł na film o antybolszewickim powstaniu wpadł mi do głowy jeszcze w 1987 roku, kiedy zniesienie cenzury w ZSRR stawało się faktem. Chciałem pokazać, co w czasie rewolucji październikowej przeżył zwyczajny chłop, żaden wrogi komunistom kułak. Bez scen batalistycznych i historycznych postaci. Jednak opowieść nie składała się w scenariuszową całość. Aż zrozumiałem, że bohaterem powinna być baba. Niewykształcona, prawosławna, wychowana zgodnie z ówczesnym obyczajem. Film pokazuje tylko to, co ona mogła zobaczyć i zrozumieć.

Wybuch I wojny światowej, rewolucję październikową, wreszcie krwawe stłumienie chłopskiego powstania. Dużo jak na jeden życiorys.

- Takie były czasy. Nie było wsi, która się nie buntowała przeciwko wprowadzonej przez bolszewików przymusowej konfiskacie żywności. Chłopi z tambowskiej guberni chwycili za broń. Utworzyli armię, z którą w końcu okrutnie się rozprawiono.

Wraca pan po 30-letniej przerwie. Dlaczego taki temat?

- Nie ma ważniejszego tematu. Rewolucja październikowa nie była wymierzona przeciwko obszarnikom i kapitalistom. To tylko puste hasło. Ucierpiały przede wszystkim dwie najważniejsze grupy społeczne: chłopstwo i duchowieństwo. W przedrewolucyjnej Rosji aż 83 proc. ludności pracowało na roli, nie licząc sezonowych robotników, którzy zimą zarabiali w mieście, a w maju przyjeżdżali na wieś. Duchowieństwo zaś kształtowało moralność chłopów. Chłopskie obyczaje i religijność były istotą rosyjskiego charakteru. Właśnie na tej bazie wyrosła nasza wspaniała literatura XIX wieku oraz zadziwiający zryw kulturalny, który nazywamy srebrnym wiekiem. Tę oryginalną rosyjską mentalność zniszczono. Lenin nienawidził chłopów. Bolszewicy rozstrzeliwali ich od pierwszych dni. To było ludobójstwo.

Z rąk bolszewików zginęła też niewiarygodna liczba duchownych. Zabijano ich straszliwymi sposobami: przybijano gwoździami do drzwi cerkwi, odrąbywano nogi i ręce, gotowano we wrzątku, oślepiano. Bolszewicy chcieli stworzyć nowego człowieka i raj na ziemi. Wywodziło się to jeszcze z epoki oświecenia. Rousseau twierdził, że człowiek jest dobry, wystarczy poprawić warunki życia i ludzie okażą się lepsi. Ten cel uświęcał najbardziej barbarzyńskie środki, niewyobrażalne okrucieństwo.


Przygotowywałem się do tego tematu kilkanaście lat. Przeczytałem dwie walizki książek, zjeździłem całą gubernię, rozmawiałem z kobietami, które jako dzieci były świadkami tamtych wydarzeń.

Już wcześniej życie obchodzi się z Warwarą, główną bohaterką filmu, okrutnie. Po ślubie z obcym sobie człowiekiem, alkoholikiem i impotentem, traktowana jest w rodzinie męża jak służąca. Wściekły z powodu śmierci konia teść bije ją batem, potem próbuje zgwałcić. Sypia zresztą ze starszą synową. Przemoc jest na porządku dziennym. Nie ma to nic wspólnego z sielsko-anielskim obrazem przedrewolucyjnej wsi rosyjskiej, którą zniszczyli bezbożni bolszewicy.

- Rosyjska wieś była okrutna. Taką pokazali ją Antoni Czechow i Iwan Bunin, pisarze, którym ufam absolutnie. W latach 1905-1906 chłopi palili szlacheckie dwory w całej Rosji. Gdyby carski premier Piotr Stołypin nie użył wojska, nikt by ich nie zatrzymał. Korzenie bolszewickiego terroru tkwią w rosyjskiej wsi.

"Czemu winni są Niemcy?" - pyta jeden z bohaterów filmu. - Czy to oni biją prawie na śmierć? Czy to oni się zapijają? To są nasze grzechy, rosyjskie. Nie ma skruchy w narodzie". Po tym stwierdzeniu dostaje od oponenta w mordę.

- Myśliciel Konstantin Leontjew w końcu lat 80. XIX wieku powiedział, że chrześcijaństwa na Rusi jeszcze nie głoszono. Póki nie uwolnimy się od zwierzęcych zachowań, nie rozliczymy z przeszłością, nie pokajamy się, będziemy musieli żyć w okrucieństwie. Nie przyniosły go obce siły, ono bierze się z tego, jak się w Rosji człowiek do człowieka odnosi. Żadni Niemcy, żadni Żydzi, my sami to wszystko sobie robimy. Ten ludojad nadal stoi w każdej wsi, w każdym mieście i dopóki będzie stał, będziemy zjadać się wzajemnie.

Odważne stwierdzenie. Lenin to dla wielu wciąż wybawca ciemiężonych.

- Dlatego niektórzy widzowie po seansie zieją nienawiścią i nazywają mój film antyrosyjskim.

Wacław Radziwonowicz, rosyjski korespondent "Gazety", w relacji z premiery pisał o widzach, którzy krzyczeli, że nie chcą mieć takiej historii.

- Znajomy reżyser powiedział mi po pokazie: ja nie jestem gotowy do przyjęcia takiej wizji historii, czego więc wymagać od widzów. Oni nie wiedzą, do jakiej szufladki włożyć ten film. Mit, w którym nas wychowano, mówił, że była niesprawiedliwa społecznie carska Rosja, źli obszarnicy i kapitaliści, wreszcie przyszli bolszewicy i zaprowadzili sprawiedliwość. Potem pojawiła się nowa legenda: Święta Ruś, car męczennik, bogobojni chłopi - przyszli Żydzi, masoni i zrobili swoje. Twój film, mówi kolega, pokazuje, że najpierw było źle, a potem stało się jeszcze gorzej. Od październikowej premiery w internecie codziennie pojawiają się nowe komentarze. Widownia jest spolaryzowana. Ciut więcej jest pozytywnych opinii, ale przeczytałem też, że "Żyła sobie baba" to rusofobiczna pornografia za żydowskie pieniądze.

A przecież robił pan ten film z myślą o mieszkańcach prowincji.

- Wydawało mi się, że jest to opowieść dla szerokiej publiczności. Krytycy twierdzą jednak, że to film tylko dla tych, którym chce się myśleć. Być może to prawda. Najbardziej negatywne komentarze napisano z błędami ortograficznymi i stylistycznymi.

Jest pan rozczarowany takim odzewem?

- I tak zadziwiająco dużo ludzi wysoko oceniło film. Przede wszystkim kobiety. Od początku zakładałem, że wywołam wściekłość części widzów. Gdyby komuniści i nacjonaliści tak się na film nie złościli, uważałbym, że coś zrobiłem nie tak. 74 lata komunizmu wyprało ludziom mózgi. W jednej z wsi w guberni tambowskiej rozstrzelano 80 osób. A w szkolnym muzeum wisi portret czekisty i przewodniczącego rady wiejskiej, którego zabili powstańcy. Powiedziałem nauczycielce, że tu powinny wisieć portrety rozstrzelanych. Przecież to przodkowie dzieci, które uczą się w tej szkole. Wzruszyła ramionami: tak nas nauczyli.

Matka mojej znajomej Rosjanki jest zaprzysięgłą komunistką. W ich domu obok popiersia Lenina i radzieckiej gwiazdy stał talerz z wizerunkiem zamordowanego przez bolszewików cara Mikołaja II i jego rodziny. Pomyślałam sobie wtedy: jacy ci Rosjanie zagubieni.

- Dwie przełomowe zmiany w historii to za dużo jak na jedno stulecie. By na nowo zrozumieć, co to takiego Rosja, potrzebne są przynajmniej dwa pokolenia, 50 lat życia w wolności, bez wojen, ludobójstwa i łagrów. Ja już tego nie doczekam.

Minęło 20 lat od rozpadu ZSRR, 20 lat życia we względnym pokoju, a socjologowie mówią o wzroście ksenofobii i nacjonalizmu. Rok temu na ulice Moskwy wylały się hordy agresywnych młodych ludzi żądnych zemsty na imigrantach. Skąd się to bierze?

- Dla nacjonalistów mieszkańcy Kaukazu i imigranci z Azji Środkowej to "czarnuchy". Rosja dla Rosjan, Moskwa dla moskwian. To raz już było, na początku XX wieku. I to są właśnie skutki zagubienia. Zbyt straszny był los Rosjan w XX wieku, zbyt niszczące to doświadczenia.

Denazyfikacja, choć nie była pełna, zapisała się w niemieckiej świadomości społecznej jako niezbywalny fakt. U nas dekomunizacja nigdy nie miała miejsca. Czekiści gładko weszli w role nowych bogatych. Nadal są panami życia. Kagebiści zasilili też rosyjską mafię, to powszechnie znany fakt.

Ilekroć słucham rosyjskiego inteligenta, mam wrażenie, że jest świadomy swojej bezsilności. Jakichkolwiek by pięknych słów używał i tak marne są szanse, że przebiją się do świadomości społecznej.

- Rosyjska telewizja emituje serię dyskusji, gdzie Swanidze, jeden z ciekawszych rosyjskich publicystów, kłóci się z politologiem Kurginianem. Kurginian to niegodziwiec, który gra na największych populizmach. Praktycznie w każdym programie widzowie w głosowaniu przyznają mu rację.

Produkcję filmu "Żyła sobie baba" zasiliły państwowe pieniądze. Dlaczego?

- Część internautów twierdzi, że Putin z Miedwiediewem specjalnie kazali zrobić taki film przed wyborami, by osłabić szanse komunistów. To nieprawda. Państwo współfinansowało projekt i to wszystko. Jest jednak warunek, by połowę pieniędzy na film wyłożyli prywatni sponsorzy. Wiceszef prezydenckiej administracji Władisław Surkow pomógł mi znaleźć fundację prowadzącą działalność charytatywną, która zainwestowała w produkcję. Podziękowałem mu za to oficjalnie. Nie miał żadnych żądań, nie wpływał na kształt filmu.

Surkow cieszy się diaboliczną sławą genialnego manipulatora, speca od kontrolowania mediów, szarej eminencji, kardynała kremlowskich korytarzy. Kiedyś powiedział, że choć daleko mu do komunizmu, zgłębia dzieła Lenina, by dowiedzieć się, w jaki sposób wodzowi rewolucji w trzy lata udało się przejąć kontrolę nad ogromnym państwem. Dlaczego ktoś taki był zainteresowany "Babą"?

- Surkow po prostu przeczytał scenariusz i mówi: według mnie wszystko w porządku. Była to oceniająca fraza, ale przecież dość skromna. Od tego czasu go nie widziałem.

Czy rosyjska władza naprawdę chce destalinizacji?

- Mówi się u nas, że Rosja jest państwem z nieprzewidywalną przeszłością. W sprawach przyszłości byłbym tym bardziej ostrożny.

A co to takiego "Swoboda po rosyjsku"?

- Seria filmów dokumentalnych poświęconych stuleciu rosyjskiego parlamentaryzmu. Nakręciliśmy je w 2006 r. Narratorem był Jurij Szewczuk, lider zespołu DDT i działacz społeczny. Nie puścił tego żaden kanał telewizyjny. Trafiliśmy na mur. Serię wydano na DVD, jest też w internecie. Objeździliśmy z nią uniwersytety, gdzie spotkała się z dużym zainteresowaniem.

Skąd ten wilczy bilet?

- Do dziś się zastanawiam. Filmy były edukacyjne, nie zawierały prowokacyjnych treści. Gdybyśmy chcieli skandalu, zrobilibyśmy to zupełnie inaczej. Obecny minister kultury powiedział, żeby "Swobodę" pokazywać w szkołach.

To może przez te pięć lat jednak coś się zmieniło na lepsze?

- Na razie nie odbył się ani jeden pokaz.  

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl - http://wyborcza.pl/0,0.html © Agora SA

80 milionów. Film polski z 2011 roku





Waldemar Krzystek, zdobywca Złotych Lwów festiwalu w Gdyni, przedstawia
pełną suspensu i zaskakujących zwrotów akcji historię opartą na
prawdziwych wydarzeniach, której nie powstydziliby się scenarzyści
hollywoodzkich hitów spod znaku „Ocean's Eleven". W kinach od 25
listopada 2011.

Dolny Śląsk, jesień 1981 roku. Po serii
prowokacji SB, konfrontacja opozycji z komunistami wydaje się
nieunikniona. Tuż przed ogłoszeniem stanu wojennego, młodzi działacze
Solidarności postanawiają zagrać va banque i organizują brawurową akcję
wyprowadzenia z wrocławskiego banku 80 milionów związkowych pieniędzy,
zanim konto zostanie zablokowane. Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa
podążają za nimi krok w krok. Rozpoczyna się pasjonująca rozgrywka, w
którą zostają zaangażowani duchowni i... cinkciarze. Każda ze stron ma
asy w rękawie.

„Chciałbym, aby powstał film z wartką, wciągającą
akcją w gatunku komedii kryminalnej. Śmieszny, kiedy trzeba, i
trzymający w napięciu, kiedy jest to niezbędne" Waldemar Krzystek,
reżyser

Бывший самолет Меркель купили пособники террористов в Украине



Lenta.ru: Новости: http://lenta.ru/news/2011/11/22/plane/
28.11.2011, понедельник, 23:52:42

Бывший самолет Меркель купили пособники террористов

Иранская авиакомпания приобрела у правительства Германии старый самолет Ангелы Меркель в обход экономических санкций, введенных в отношении Тегерана в связи с иранской ядерной программой, пишет The Local.

Самолет, служивший правительству более 20 лет (до Меркель им также пользовались, в частности, канцлеры Герхард Шредер и Гельмут Коль) был доставлен в Тегеран через Киев 18 ноября.

Машина, получившая в честь первого президента объединенной Германии имя "Теодор Хойс", была построена в 1989 году. После 22 лет на службе в правительства самолет был передан государственной компании VEBEG, которая занимается реализацией федерального имущества ФРГ. В июне 2011 года самолет был продан "группе восточно-европейских инвесторов" за 3 миллиона 125 тысяч евро.

Однако в минувшие выходные выяснилось, что покупатели из Восточной Европы перепродали самолет иранской авиакомпании Mahan Air. Представители немецкой авиаиндустрии не сомневаются, что инвесторы с самого начала являлись лишь прикрытием для иранских бизнесменов. The Local отмечает, что ранее по такой же схеме иранским авиакомпаниям удалось в обход экономических санкций приобрести несколько самолетов авиакомпании Lufthansa.

Ранее компания Mahan Air упоминалась в связи с раскрытым планом покушения на посла Саудовской Аравии в Вашингтоне. В подготовке покушения США обвинили Иран, при этом было объявлено, что оружие и исполнителей покушения в Америку доставляли самолеты Mahan Air. После этого активы компании были заморожены.

Фото дня

Оригинал взят у ljuvfnbr в Фото дня
Оригинал взят у adagamov.info</lj> в Фото дня

© REUTERS/Сергей Карпухин

27.11.2011, Россия | После речи, с которой Владимир Путин обратился к съезду «Единой России», все 614 делегатов единогласно проголосовали за выдвижение премьер-министра кандидатом на выборах президента России 4 марта 2012 года.

В России вкладчиков лишат возможности снять деньги по первому требованию

Оригинал взят у ljuvfnbr в post
— 23.11.11 21:16 —
Вклады семь дней ждут
Вкладчиков лишат возможности снять деньги по первому требованию: срочные вклады на сумму до 700 тысяч рублей можно будет вернуть через семь дней, свыше — через 14 дней. Такие поправки предлагает Минфин. Для поддержания устойчивости банковской системы Минфин также предлагает ввести безотзывные депозиты. Но, чтобы сделать их привлекательными, банкам придется предлагать более высокий процент, что противоречит требованиям регулятора.

http://www.gazeta.ru/financial/2011/11/23/3845462.shtml

Если падает рубль то происходит это резко в 2008-09 доллар вырос с 29 руб до 36 руб за 3-ри недели (не говоря уже про 1998 год или как в Белоруссии в этом году), а деньги забрать 1-2 недели нельзя и не обменять (только мультивалютный вклад, но здесь совсем другие проценты и совсем мало кто открывает таки вклады)

И открыли сегодня вклад, завтра случилось что и срочно нужны деньги, ждите 1-2 недели пока банк соизволит закрыть ваш вклад. Банкиры довольны предложенными поправками, поскольку они стабилизируют банковский сектор - еще бы они были против.

А теперь подумайте зачем это всё делается и какие нам сюрпризы готовит Власть после Выборов

Hiszpańska "laurka" dla polskiej gospodarki




"EL PAIS": TO ATRAKCYJNE MIEJSCE DLA INWESTORÓW

Hiszpańska "laurka" dla polskiej gospodarki

Polska - największy beneficjent funduszy unijnych do 2013 r., kraj o stabilnym systemie finansowo-bankowym i najlepszych w Europie perspektywach wzrostu gospodarczego - to jeden z najatrakcyjniejszych celów dla inwestorów - pisze poniedziałkowy hiszpański "El Pais".
Dzięki unijnej pomocy o wartości 67 mld euro - tyle Bruksela przyznała Polsce na lata 2007-2013 - przeznaczonej w większości na rozwój infrastruktury, Polska łagodnie przechodzi przez kryzys finansowy - podkreśla hiszpański dziennik.

Budowa drugiej linii metra w Warszawie, nowych terminali lotniczych, dróg, kolei, linii tramwajowych, muzeów, budynków mieszkalnych, biurowych, akademickich etc. na terenie całego kraju świadczy o tym, że trudno tu narzekać na brak pracy i dostrzec oznaki gospodarczej recesji - dodaje "El Pais".

Stadion Narodowy budowany na Euro 2012 oraz warszawski wieżowiec przy ul. Złotej 44 (największy budynek mieszkalny w Europie, którego otwarcie zaplanowane jest na 2013 r.) to - według dziennika - symbole polskiej transformacji.

Hiszpański udział

W polski boom budowlany zaangażowanych jest wiele firm hiszpańskich, m.in. Acciona, ACS, FCC, Sando, Fadesa. "Jesteśmy obecnie w szczytowej fazie działalności w branży budowlanej" - mówi gazecie Ignacio Botlla, wiceprezes polskiego Budimeksu, w którym prawie 60 proc. udziałów ma hiszpańska firma Ferrovial, działająca w Polsce od 2000 r.

Interesy z polskim sektorem budowlanym, elektronicznym, motoryzacyjnym i lotniczym prowadzą również inwestorzy z USA, Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Korei Południowej, którzy w polskich oddziałach swoich firm zatrudniają ok. 11 proc. pracowników. Jak podkreśla dziennik, południowokoreański Samsung zdecydował się ulokować w Warszawie swoje największe w Europie centrum badań i rozwoju.

Dziennik cytuje również prezesa Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych Sławomira Majmana, który chwaląc się wysoką pozycją inwestycyjną Polski w światowych rankingach, powiedział: "Polska jest obecnie głównym placem budowy w Europie, takim jakim były Niemcy w latach 90. W 2004 r. szacowano, że Polska będzie potrzebowała 24 lata, by zbliżyć się do poziomu Hiszpanii, obecnie dystans ten zmniejszył się do siedmiu lat" - pisze "El Pais".

bgr


Artykuł TVN24.pl:
http://www.tvn24.pl/12692,1725972,0,1,hiszpanska-laurka-dla-polskiej-gospodarki,wiadomosc.html
Publikacja: 14:53 28.11.2011 / PAP
© TVN24

Sikorski proponuje w Berlinie reformy UE

Sikorski proponuje w Berlinie reformy UE

PAP 2011-11-28, ostatnia aktualizacja 2011-11-28 20:21:09.0

- Zmniejszenie i jednoczesne wzmocnienie KE, ogólnoeuropejska lista kandydatów do Parlamentu Europejskiego, połączenie stanowisk szefa KE i prezydenta UE - takie zmiany w funkcjonowaniu UE zaproponował w Berlinie szef MSZ Radosław Sikorski.

Radosław Sikorski podczas swojego wystąpienia "Polska i przyszłość Europy" na forum Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej wyjaśniał, że bliższa współpraca w ramach UE ma być odpowiedzią na kryzys. Wzywał Niemcy do obrony strefy euro, której upadek zdefiniował jako największe zagrożenie dla Polski.

"Prawdziwymi reprezentantami interesów europejskich"

Szef polskiej dyplomacji ocenił, że jeśli KE ma odgrywać rolę nadzorcy gospodarczego, komisarze powinni być autentycznymi liderami, obdarzonymi autorytetem, osobowością, charyzmą - wszystko po to, by byli "prawdziwymi reprezentantami interesów europejskich".

Zdaniem szefa polskiego MSZ, Komisja Europejska musi być mniejsza, by pracować efektywniej. Obecnie liczy ona 27 członków, po jednym z każdego państwa członkowskiego. Według wizji nakreślonej przez ministra, komisarze sprawowaliby urząd rotacyjnie, dzięki czemu każde państwo UE miałoby w czasie swej kadencji przedstawiciela w KE.

"Im więcej władzy oddamy europejskim instytucjom, tym więcej powinny mieć demokratycznej legitymacji. Drakońskie uprawnienia do nadzorowania budżetów krajowych powinny być użyte tylko za zgodą Parlamentu Europejskiego" - mówił Sikorski.

"Moglibyśmy również połączyć stanowiska"

Minister zaproponował też, by powstała ogólnoeuropejska, ponadnarodowa lista kandydatów do Parlamentu Europejskiego oraz by PE miał siedzibę w jednym miejscu. Obecnie posiedzenia są organizowane w Strasburgu i Brukseli. "Moglibyśmy również połączyć stanowiska prezydenta Rady Europejskiej i szefa Komisji Europejskiej" - powiedział Sikorski.

Jednocześnie zastrzegł, że przy wzmocnieniu instytucji UE w gestii państw członkowskich nadal pozostawałby sprawy dotyczące tożsamości narodowej, kultury, religii, stylu życia, moralności, a także wysokości podatków, w tym VAT. Jak podkreślił, w Unii mogą funkcjonować obok siebie kraje różniące się godzinami pracy czy prawem rodzinnym.

Sikorski powiedział, że trudności w strefie euro nie wynikają z rozszerzenia UE, jak się niekiedy sugeruje. "Rozszerzenie przyczyniło się do wzrostu i dobrobytu w całej Europie" - podkreślił. Zwrócił uwagę, że eksport 15 krajów UE do 10 państw, które przystąpiły do Wspólnoty w 2004 r., niemal podwoił się w ciągu 10 lat.

I tak Wielka Brytania - mówił Sikorski - zwiększyła eksport do 10 państw Europy Środkowo-Wschodniej z 2,2 mld euro w 1993 roku do 10 mld euro w zeszłym roku. W przypadku Niemiec był to skok z 15 do 95 mld euro. Szef MSZ podkreślił, że całkowity poziom wymiany handlowej między "15" a nową "10" wyniósł w zeszłym roku 222 mld euro (w porównaniu do 51 mld w 1995 r.). "To porządna suma. Podejrzewam, że podtrzymała jedno czy dwa miejsca pracy w +starej Europie+" - mówił polski minister.

"Problemem jest wiarygodność"

Jego zdaniem UE boryka się obecnie z kryzysem nie tyko zadłużenia, ale przede wszystkim zaufania, a dokładniej - wiarygodności w oczach inwestorów. Apelował o przyznanie rynkom prawa do wątpienia w wiarygodność strefy euro. Przypomniał przy tym, że kraje UE łamały ponad 60 razy ustalenia Paktu Stabilności i Wzrostu.

Jeżeli problemem jest wiarygodność, to odpowiedzią powinno być przywrócenie wiarygodności - zaznaczył. Jak dodał, jeśli kraje Unii nie chcą ryzykować demontażu UE, pozostaje wybór między głębszą integracją a upadkiem.

Minister Sikorski mówił też o Polsce. Podkreślał, że nasz kraj nie jest dla Wspólnoty źródłem problemów, ale rozwiązań na skalę europejską. Przypomniał o sukcesie transformacji ustrojowej w Polsce, zwrócił też uwagę, że pomagały nam różne kraje, w tym USA, Wielka Brytania, Francja. "Doceniamy silne i hojne wsparcie, a także solidarność, której doświadczyliśmy od Niemiec w ciągu dwóch ostatnich dekad" - dodał. Podziękował za nie w języku niemieckim - "jako polityk i jako Polak".

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA