November 15th, 2011

Шевцов слишком много знал о «серых» поставках оружия из Белоруссии в Ливию, Сирию, Иран и Ирак

Великий Пушкин писал жуткие вещи, оправдывающие подавление польского восстания 1830 года

Грани.Ру: Открой величико

Попытки включить антисоветчиков в достижения советской эпохи – это уже сверх меры, и не советскому обывателю Быкову, который "не звенел кандалами и не шел на эшафот", это решать. Не надо нас ставить в свою графу. И, видно, мало у нас еще деградации, если Путины и Быковы грезят о советских масштабах, каждый по-своему.



Мой папа, узник Путина - интервю с Павлем Ходорковским

Mój tata, więzień Putina
...

rozmawiała Anna Żebrowska 2011-11-13, ostatnia aktualizacja 2011-11-10 15:25:34.0

- Przekazał mi przez adwokatów, żebym pod żadnym pozorem nie wracał do Rosji - z Pawłem Chodorkowskim, synem byłego oligarchy Michaiła Chodorkowskiego, rozmawia Anna Żebrowska
Gdzie pan był, gdy aresztowano ojca?

- W Bostonie. Rano zadzwoniła z Moskwy mama. Byłem w szoku, za to ojciec okazał się lepiej przygotowany na więzienie niż my wszyscy. W filmie "Chodorkowski" przytoczono wywiad, jakiego udzielił telewizji przed samym aresztowaniem. Mówi tam: "W naszym kraju nikt nie ma gwarancji, że przy wyjściu z samolotu nie będą na niego czekali ludzie z kajdankami".

Przewidział nawet, że to się stanie w samolocie.

Jak pan myśli, kiedy ojca wypuszczą?

- Jeśli nie stanie się cud, Putin zrobi wszystko, by ojciec siedział do końca życia. Zwolnienie go uznałby za przejaw własnej słabości. Ojciec jest jego prywatnym więźniem.

W filmie były prawnik Jukosu Dmitrij Gołołobow nazywa postępowanie Chodorkowskiego głupotą: miał obowiązek wyprowadzić swój "oddział" z okrążenia. A nie oddawać się wrogom w niewolę.

- Po aresztowaniu ojca 25 października 2003 roku wyjechało z Rosji kilkadziesiąt osób z jego firmy. Pracują na Zachodzie, są specjalistami wysokiej klasy, w Jukosie nie zatrudniano po znajomości. Gołołobow mógł kontynuować w Londynie karierę prawniczą lub znaleźć sobie inne zajęcie. Skądinąd moja sytuacja była podobna. Z rosyjską mentalnością nie było mi łatwo zaadaptować się do życia w Ameryce.

Wyjechał pan z Rosji, mając 14 lat.

- Rodzice wysłali mnie do Szwajcarii, abym tam skończył high school, ostatnie cztery klasy przed maturą. Nauka odbywała się w języku angielskim. Oczywiście na każde wakacje, przerwy czy święta przyjeżdżałem do Moskwy. A potem już samodzielnie wybrałem studia w Babson College pod Bostonem. Uważałem, że z zarządzania biznesem i systemami informacyjnymi lepiej kształcić się w Stanach niż w Europie. Studia podjąłem w 2003 roku, jeszcze przed nagonką na Jukos. Byłem przekonany, że Nowy Rok spędzę w Moskwie z rodziną. Ale w październiku ojca aresztowano i przekazał mi przez adwokatów, żebym pod żadnym pozorem nie wracał do Rosji. Oddałem bilet lotniczy i wkrótce pojąłem, że mój pobyt w Ameryce potrwa długo.

Minęło już osiem lat.

- W tym czasie założyłem firmę oraz rodzinę, mam dwuletnią córkę. Żona jest Rosjanką, poznaliśmy się w Nowym Jorku, gdzie przeniosłem się po studiach. Spotkaliśmy się u znajomych i po dwóch latach wzięliśmy ślub. Olesia jest bankierem inwestycyjnym. W czasie kryzysu straciła pracę w Bearn Stearns, jednym z pierwszych dużych banków, które w 2008 roku zbankrutowały i zamknięto je. Potem przeszła do innej firmy. Dzisiaj pracujemy wspólnie. W domu rozmawiamy po rosyjsku, ale nie mam złudzeń - jak tylko nasza córka Diana pójdzie do przedszkola, przejdzie na angielski. Mimo to chcemy z żoną, aby nie zapomniała rosyjskiego.

Nie tęsknił pan, 14-latek, do domu?

- Z mamą codziennie rozmawialiśmy przez telefon. Ojciec dzwonił nieczęsto, ale będąc za granicą, przyjeżdżał i zabierał mnie na weekendy. Byliśmy w Zurychu, potem w Berlinie - to był dla mnie prezent urodzinowy. Tata miał tam jakieś spotkania służbowe, ale jeden dzień spędziliśmy tylko we dwóch. Zwiedzaliśmy Berlin, wynajął przewodnika. Płacił za moją naukę w college'u, ale nie obsypywał mnie pieniędzmi. Miałem nawet o to ciche pretensje. To była elitarna szkoła, koledzy szastali forsą, a moje fundusze były dość skromne. W czerwcu 2003 roku skończyłem college i jako 17-latek wróciłem do Moskwy. Za maturę dostałem od ojca samochód.

Mercedesa, bentleya?

- Skodę octavię. Ojciec uważał, że najpierw trzeba się nauczyć prowadzić auto z ręczną skrzynią biegów. Zachęcał, abym przyjeżdżał do niego do pracy, rozmawiał ze mną jak z dorosłym, wprowadzał w sprawy zarządzania kompanią. Na własne oczy obserwowałem początek ataku na Jukos. Uczestniczyłem w zebraniach, gdzie o tym rozmawiano i decydowano się na wynajęcie adwokata Gienricha Padwy.

Bardzo znany i bardzo drogi.

- Niestety niezbyt efektywny. Myślę, że za radą Padwy ojciec źle pokierował obroną Jukosu. Skupił się na faktach, chociaż już było jasne polityczne tło procesu. Być może należało od razu głośno o tym mówić i aktywizować światową opinię. Gdyby w 2004 roku w obronie ojca wypowiedzieli się rządzący kilku państw, Putin mógł ustąpić. Fakty nie zainteresowały sądu i po półtorarocznym procesie zapadł druzgocący wyrok - i dla ojca, i dla Jukosu.

Do legendy przeszły naciski na sędziów.

- Sędzię Irinę Kolesnikową na kilka dni przed ogłoszeniem wyroku wezwano do wyższych instancji i poinstruowano. Jako że sąd mieści się w Moskwie przy ulicy Basmannej, w języku rosyjskim pojawił się termin "basmanna praworządność". Miałem 19 lat i taki cynizm nie mieścił mi się w głowie.

Sędzią Daniłkinem podczas drugiego procesu zachwycano się: taki niezależny, tylu świadków obrony zechciał przesłuchać...

- A potem mądrego i niezależnego Wiktora Daniłkina zaproszono do Moskiewskiego Sądu Miejskiego. Tam dokonano zmian w werdykcie, co ujawniła prasie Natalia Wasiljewa, pomocnica sędziego Daniłkina. Ostatnich poprawek stylistycznych dokonywali na jej oczach sekretarze sądowi, co jest sprzeczne z prawem: sentencję wyroku przed ogłoszeniem może trzymać w rękach tylko sędzia prowadzący sprawę. Zgnębiony Daniłkin ogłosił "poprawiony" wyrok, a Natalię Wasiljewą zwolniono.

Jukos jeszcze przed nagonką miał zarzuty o niepłacenie podatków.

- Praktycznie każda wielka kompania w Rosji ma od czasu do czasu problemy z inspekcją podatkową, z procesami sądowymi włącznie. Jukos nie był wyjątkiem. Niektóre sprawy wygrywał, niektóre przegrywał i płacił. Zawsze jednak decyzje zapadały w sądzie i nie przekształcały się w polityczne prześladowania. Tak było do lutego roku 2003, kiedy to na spotkaniu oligarchów z Putinem ojciec powiedział o korupcji kwitnącej "na podwórku" prezydenta.

Chodziło o firmę Siewiernaja Nieft, którą sprzedano za dwukrotnie wyższą cenę.

- Ojciec sądził, że otwiera prezydentowi oczy. Nie wiedział, że transakcję przeprowadzili ludzie z najbliższego otoczenia Putina i zapewne z jego błogosławieństwem. Nagranie spotkania na Kremlu telewizja transmitowała na cały kraj. Widać na nim wyraźnie, jak Putin wpada we wściekłość i natychmiast zmienia temat rozmowy: wypomina Jukosowi zaległości podatkowe. Chociaż w ciągu minionych lat wielokrotnie chwalił Jukos jako wzorowego płatnika podatków.

Z kremlowskich korytarzy niedawno wyciekła informacja, że sam Putin ma w zachodnich bankach co najmniej 40 miliardów dolarów.

- Dowodów nie mamy, rachunków nie widzie-liśmy i dlatego mówić o tym nie będę. Ale prywatnie sadzę, że Putin jest człowiekiem dobrze zabezpieczonym finansowo.

Wszystkie dane kompanii ojca były już w tym czasie dostępne w internecie - Michaił Chodorkowski jako jedyny z oligarchów uczynił swój biznes przezroczystym.

- Mimo to właśnie zaczęły się areszty i padły nonsensowne zarzuty. Wynikało z nich, że suma niezapłaconych podatków przewyższa nie tylko zyski Jukosu, ale i jego obroty handlowe. Reżyserowi filmu Cyrilowi Tuschiemu ojciec mówi, że gdyby wlać w cysterny tę ilość ropy, o której kradzież jest oskarżony, wagony trzykrotnie oplotłyby kulę ziemską.

Jak pana ojciec reagował, gdy zaczęła się nagonka na Jukos? Klął, wściekał się?

- Nigdy nie słyszałem, żeby ojciec przeklinał. Kiedy jest zły, zniża głos i staje się niezwykle uprzejmy. Otaczający go ludzie bali się tego bardziej niż krzyku. Ja też zawsze wiedziałem, kiedy podpadłem: ojciec zaczynał mówić cicho, przymilnym tonem, dokładnie artykułując każde słowo. To wystarczało, nie musiał się uciekać do innych kar.

Więzień Chodorkowski demonstracyjnie nie okazuje słabości, strachu, skruchy. Publikuje artykuły w Rosji i za granicą, choć idzie za to do karceru, udzielił wywiadów opozycyjnym pisarzom, takim jak Grigorij Czchartiszwili (Borys Akunin), Ludmiła Ulicka, Borys Strugacki. Czy w jego sytuacji taka hardość jest słuszną postawą?

- Nie mnie oceniać, jak powinien się zachowywać. Sam zapewne nie zdecydowałbym się iść do więzienia, by dochować wierności jakimś zasadom: mam rodzinę, małe dziecko.

Ale czy rozumie pan ojca? Dał się aresztować i po ośmiu latach odsiadki widujemy go w sądzie uśmiechniętego

- Tak, ojciec nawet zza krat uczestniczy w życiu politycznym Rosji: demonstruje, że nie dał się złamać, publikuje, udziela wywiadów. Twardo opowiada się za demokracją i społeczeństwem obywatelskim. To skutki przemiany, jaką przeszedł w więzieniu. Dlatego nie widzę możliwości układów z władzą, i to z obu stron. Nawet gdyby ojciec zamilkł - Putin wie, czego się po nim spodziewać.

Miesiąc przed aresztem był u pana w Bostonie. Miał jakieś złe przeczucia?

- Nie miał przeczuć, miał pewność, że zostanie aresztowany. Więziono już Piczugina i Lebiediewa. Ojciec mówił, że są to sygnały ostrzegawcze pod jego adresem. Spytałem, co ma zamiar zrobić. "Wrócić do Rosji" - odparł. Uważał, że udowodni w sądzie swoją niewinność. Liczył na otwarty proces, na którym nawet kosztem paroletniego aresztu obroni Jukos i własną reputację. Dziś wiemy, że był naiwny. Nie uwzględnił uzależnienia sądownictwa od władzy politycznej. A teraz, po ośmiu latach odsiadki i dwóch quasi-procesach, ojciec stał się zakładnikiem sytuacji i nie może ustąpić ze swoich pozycji.

Nie może czy nie chce? W filmie słyszymy o liście, w którym oligarsze proponowano się ugiąć i poprosić ówczesnego prezydenta Putina, by skorzystał z prawa łaski.

- To było dawno i nie wiadomo, na ile była to realna propozycja, a na ile prowokacja. List przypadkowo trafił w ręce Iriny Jasiny, byłej szefowej fundacji Michaiła Chodorkowskiego Otwarta Rosja. Jasina nie wie jednak, gdzie powstał ten dokument, i poza nią nikt go nie widział. Ja dowiedziałem się o nim z filmu.

Ponoć Michaiłowi Chodorkowskiemu proponowano, by dla uniknięcia procesu wyjechał z Rosji?

- Otwartym tekstem nikt tego ojcu nie powiedział, co podkreśla w filmie Leonid Niewzlin, drugi człowiek w Jukosie. Ojciec nie wchodził w krąg ludzi na tyle zaprzyjaźnionych z władzą, by mu ktokolwiek szepnął: "Misza, lepiej, jak znikniesz z Rosji". Niemniej jednak po areszcie Płatona Lebiediewa miał świadomość, że będzie następny.

W filmie doradca prezydenta zarzuca Chodorkowskiemu, że złamał niepisaną umowę. Był jednym z tych, którzy po podziale rosyjskiego przemysłu zostali miliarderami. Zaakceptował warunek Putina, by nie mieszać się do polityki i nie finansować opozycyjnych partii. Słowa nie dotrzymał.

- Prezydent nie miał prawa żądać od biznesmenów finansowania swojej partii ani zakazywać im finansowania innych. Ojciec niedawno napisał o tym w tygodniku "New Times/Nowoje wriemia".

W czasach ZSRR ta propagandówka wychodziła w połowie Europy, w Polsce jako "Nowe Czasy", dziś to tygodnik opozycyjny.

- Tego typu żądania Putina to nie układ dżentelmeński, tylko nielegalna, wręcz kryminalna transakcja. Ojciec nie miał zamiaru aktywnie uczestniczyć w polityce, lecz uważał, że opozycja to zjawisko normalne i pożądane. Finansował zarówno prezydencką Jedną Rosję, jak i opozycję.

Koresponduje pan z ojcem?

- Pisałem mu o mojej rodzinie, ojciec bardzo się wzruszył faktem, że urodziła mu się pierwsza wnuczka. Odpowiedział, że nie może się doczekać chwili, kiedy będzie mógł wziąć ją na ręce. Fotografię Diany przesłałem, kiedy jeszcze siedział w więzieniu Matrosska Tiszyna w Moskwie. Do łagru nie piszę, bo liczba przesyłek jest tam bardzo ograniczona, nawet pocztówka wyczerpuje miesięczny limit. Dlatego rodzina tylko przekazuje niezbędne ojcu rzeczy. Inna, obecna żona ojca, jadąc z dziećmi na widzenie, wzięła ze sobą nowe fotografie Diany i nasze z żoną. Niestety, nie pozwolono ich zostawić, ale ojciec przynajmniej je obejrzał.

Pana babcia Marina Filippowna bardzo za panem tęskni. Wspominała o tym, gdy byłam u niej w Korałowie. Był pan pierwszym wnukiem, którego rodzice - wówczas niebogaci i oboje pracujący - często podrzucali dziadkom.

- Z babcią spotykam się za granicą. Razem uczestniczyliśmy w premierze filmu "Chodorkowski" w Waszyngtonie, mieliśmy rozmowę z kongresmenami i senatorami. Prosiliśmy o wyrażenie dezaprobaty z powodu uwięzienia ojca. Otrzymałem pomoc dla fundacji Instytut Współczesnej Rosji, którą założyłem i kieruję. Dziadek jest niestety chory, nie wyjeżdża z Rosji i nie widziałem go od ośmiu lat. Bardzo czeka na powrót ojca.

Marina Filippowna powiedziała, że syn napisał im z więzienia: "Tylko niech mi nikt nie umiera, koniecznie doczekajcie się na mnie".

- Znam ten list.

Do rodziców Michaiła Chodorkowskiego po jego aresztowaniu nie zadzwonił nikt z oligarchów ani wyższej szarży Jukosu.

- Niestety to prawda. Babcia opowiadała, że szeregi przyjaciół, którzy co roku stawiali się 26 czerwca, w urodziny ojca, bardzo się przerzedziły. Ale chociaż babcia teraz nikogo nie zaprasza - są ludzie, którzy się nie boją i przyjeżdżają rokrocznie.

A czy panu ktoś ze znajomych ojca pomógł za granicą?

- Kiedy szukałem pracy, miałem kilka propozycji, w tym z kompanii oligarchy emigranta Władimira Gusinskiego. Był to z jego strony ładny gest. Zatrudniono mnie w dziale sprzedaży, pensja była niezbyt wysoka. Potem przeszedłem do wydziału IT, co mnie bardziej interesowało, i tam awansowałem. Dwa lata temu jednak otworzyliśmy ze wspólnikiem własną firmę Enertiv. Zajmujemy się monitoringiem zużycia energii elektrycznej. Produkujemy liczniki, które podłączone do internetu dostarczają bardzo szczegółowej informacji i pozwalają istotnie zaoszczędzić na rachunkach za prąd. Niedawno dostaliśmy pierwsze duże zamówienie na instalację naszych liczników w firmach. Nie mogę się jeszcze pochwalić kosmicznymi zarobkami, ale spokojnie mogę się utrzymać.

Z pieniędzy ojca pan nie korzysta?

- Po studiach już ich nie otrzymywałem, żyłem z pensji. Oczywiście dzięki ojcu mam w Nowym Jorku własne mieszkanie, skończyłem bardzo drogi szwajcarski college. Ojciec opłacił moje studia, za co jestem mu bezmiernie wdzięczny. Ale w Enertivie są już tylko pieniądze moje i wspólnika. Zainwestowaliśmy zaledwie około 30 tys. dolarów i od roku mamy zyski. To bardzo dobry rezultat jak na tak krótki okres istnienia firmy.

Pańscy rodzice są od dawna rozwiedzeni. Odczuwał to pan?

- Rozstali się pod koniec lat 80., zanim zacząłem zapamiętywać wydarzenia swego życia. Mama nigdy nie nastawiała mnie przeciwko ojcu, choć na pewno nie było jej łatwo. Dzięki temu mam z nim dobre stosunki. Ojciec przyjeżdżał co dwa, trzy tygodnie, aby spędzić ze mną kilka godzin. Nieczęsto, ale był przełom lat 90. i 2000, kiedy po uszy siedział w biznesie.

Pańska matka wspomina w filmie ich wspólne studia i małżeństwo. Mówi o byłym mężu z sympatią i szacunkiem.

- Ojciec z natury jest dobrym człowiekiem, a dla mnie od dzieciństwa był autorytetem i wzorem. Decyzje co do mojej przyszłości podejmowali wspólnie z mamą.

Amerykańską karierę dzieli pan na zarobkową i społeczną.

- Oprócz działalności handlowej stworzyłem Instytut Współczesnej Rosji, wzorowany na fundacji ojca Otwarta Rosja. Już nieistniejącej. Po jej zamknięciu władze ostro zabrały się także do innych organizacji pozarządowych i wiele z nich przestało działać. Zniechęciły się też organizacje zagraniczne, który dawały liczne granty.

Wycofał się Soros, który m.in. finansował druk kilku czasopism kulturalnych i rozsyłał je do bibliotek całej Rosji.

- Wszystko to bardzo szkodzi rozwojowi demokracji. Putin wybrał autokratyczny model rządów, który nazwał suwerenną demokracją. Dlatego stworzyliśmy w Stanach nową fundację, której celem jest wspieranie rosyjskiej demokracji bez przymiotników. Mam nadzieję, że z czasem uda nam się wskrzesić programy edukacyjne, które prowadziła Otwarta Rosja.

A na razie?

- Refundujemy przyjazdy rosyjskich opozycjonistów, którzy w USA spotykają się z politykami i organizacjami pozarządowymi. Był Borys Niemcow, liderka ruchu obrony lasu w Chimkach Jewgienia Czyrikowa, w Instytucie Harrimana na Uniwersytecie Columbia wystąpiła pisarka Ludmiła Ulicka. Mówią prawdę o sytuacji politycznej w Rosji. Bo w rosyjskich programach telewizyjnych kierowanych na Zachód nie ma informacji o protestach i starciach z milicją.

Za kilka dni otworzymy wystawę portretów 50 rosyjskich demokratów. To pomysł mojej mamy, która jest też kuratorem wystawy.

Czytam blogi na livejournal.com i mam wrażenie, że rosyjski internet to zupełnie inna Rosja niż ta z oficjalnej prasy i telewizji.

- Właśnie to chcemy pokazać światu. Aktywną, rozpolitykowaną Rosję, a nie tę, która w niczym nie uczestniczy, a myślami wybiega nie dalej niż do najbliższego obiadu.

Nie tęskni pan, nie wzdycha: "Ach, rosyjska zimo, ach, brzózki, ach, ogonie od śledzia, zakąsko do wódki ".

- (Śmiech) Znam wielu Rosjan, którzy nie mogą się zaadaptować w USA i czepiają się różnych symboli. Ja przeszedłem przez to w czasie studiów w Bostonie. Potem zrozumiałem, że życie to dzień dzisiejszy i spędzam go w Stanach. Jeśli myśleć tylko o powrocie - życie przeminie i przegapię wiele z jego uroków. Nie zżera mnie nostalgia, choć oczywiście cierpię, że nie mogę zawieźć córki do Rosji, że nie mogę się spotkać z ojcem. Ale gdyby sytuacja się zmieniła i ojciec nagle wyszedłby z więzienia, wcale nie jestem przekonany, że wróciłbym na stałe do Moskwy. Putin, korupcja, nieposzanowanie prawa - nie chciałbym żyć w kraju biurokracji i łapówkarstwa. Odpalać za kredyt w banku, za licencję, za to, by inspekcja skarbowa nie wpadała dwa razy w tygodniu, dezorganizując pracę.

W Ameryce nikomu nie dawał pan łapówki?

- Żeby otworzyć firmę, zapłaciliśmy kancelarii prawnej 1800 dolarów za przygotowanie wszystkich dokumentów. Zajęło jej to tydzień. W następnym tygodniu otrzymaliśmy stosowne zezwolenia, przysłano je pocztą. Nie trzeba było chodzić do żadnych urzędów, z nikim się umawiać ani spotykać.

Wszystko się panu podoba w Stanach?

- Na początku drażniło mnie przestrzeganie prawa aż graniczące z głupotą. Z czasem zrozumiałem, że prościej jest żyć, nie naginając prawa. Mam za to pewność, że nigdy nie będzie mi przedstawiony dokument z moim podrobionym podpisem. Nie jestem amerykańskim patriotą, raczej czuję się obywatelem świata. Przeżyłem 14 lat w Rosji, 4 w Szwajcarii i 8 w USA. Chciałbym kiedyś pomieszkać w Europie. Niedawno byłem w Czechach, to ciekawy i piękny kraj. Praga, Karlowe Wary bardzo mi się spodobały.

Przyznam, że oglądając film "Chodorkowski", myślałam o Rosji: straszny kraj! Ogromny, nieruchawy, w którym niemożliwe są jakiekolwiek zmiany.

- Obserwacja słuszna, ale głęboko niesłuszne wnioski. Rosja już się zmieniła: dorobiła się klasy średniej, która jest motorem postępu. Dotąd ludzie się bogacili: mieszkanie, samochód. Teraz zapragną bezpieczeństwa. A bezpieczeństwo to także gwarancja modernizacji ekonomiki, żeby nie zależeć od cen ropy. Przy chwiejnym kursie rubla spadnie dostępność nawet podstawowych towarów. Wybuchy niezadowolenia społecznego wymuszą zmiany, które w Rosji są możliwe i wręcz konieczne.

Słynny czterowiersz Tiutczewa "Rozumem Rosji nie ogarniesz" wieńczy konkluzja: "W Rosję można tylko wierzyć". Co pan na to?

- Zgadzam się z tym, że w Rosję trzeba wierzyć, ale nie zgadzam się z wyjątkowością Rosji i Rosjan, których rzekomo arszynem nie zmierzysz i bez wódki nie rozbieriosz. Poglądy, iż Rosja ma we krwi imperializm i autorytaryzm, a demokracja nigdy się tam nie zakorzeni, uważam za bzdurę.

Amen.

26-letni Paweł Chodorkowski, najstarszy syn Michaiła Chodorkowskiego, do Polski przyjechał z dokumentem Cyrila Tuschiego o swoim ojcu. Film "Chodorkowski"wywołał gorące dyskusje podczas tegorocznego Berlinale i festiwalu Planete Doc, był także filmem otwarcia All About Freedom Festival w Gdańsku. Muzykę dedykowaną najsłynniejszemu więźniowi Rosji skomponował Arvo Pärt. W naszych księgarniach jest także książka Michaiła Chodorkowskiego "Będę walczył o swoją wolność".

Wg "Forbesa" w 2003 r. Chodorkowski był najbogatszym obywatelem Rosji, a 16. na świecie. Skutkiem jego konfliktu z Putinem jest 13 lat pozbawienia wolności. Teraz odbywa karę w kolonii karnej w Karelii. W maju 2011 r. Trybunał w Strasburgu uznał, że Rosja naruszyła prawa byłego szefa Jukosu, i zasądził na jego rzecz odszkodowanie w wysokości 24,5 tys. euro.

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl - http://wyborcza.pl/0,0.html © Agora SAк