November 1st, 2011

Czesi wyjeżdżają z Polski na zimówkach

Czesi wyjeżdżają z Polski na zimówkach
Łukasz Kulpa 2011-10-31, ostatnia aktualizacja 2011-10-30 22:51:47.0
Warsztaty oponiarskie w Cieszynie i okolicy mają coraz więcej klientów zza Olzy. Czescy kierowcy od początku listopada muszą jeździć na oponach zimowych. Przyjeżdżają na wymianę do Polski, bo tutaj jest taniej i szybciej.
Za niedostosowanie się do przepisów, zgodnie z którymi od 1 listopada do 31 marca samochody muszą jeździć na oponach zimowych, w Czechach grożą wysokie mandaty, nawet 2 tys. koron. Nasi południowi sąsiedzi i bez tego wiedzą, że jazda na letnich oponach, zwłaszcza w górskich rejonach, to zbyt duże ryzyko. Dlatego pod koniec października w serwisach oponiarskich za Olzą tworzą się długie kolejki.
W tym roku coraz więcej Czechów przyjeżdża wymienić opony u polskich wulkanizatorów. Serwisy oponiarskie nie muszą nawet specjalnie się reklamować czy wywieszać informacji, żeby przyciągnąć klientów. - W ostatnich dniach wzrost liczby klientów z Czech jest zauważalny. Umawiają się e-mailowo, telefonicznie albo po prostu przyjeżdżają i czekają na wymianę. U nas za taką usługę płacą zdecydowanie mniej niż u czeskich specjalistów - opowiada Leszek Golec, właściciel jednego z cieszyńskich zakładów z oponami.
Korzystny kurs korony do złotówki zachęca Czechów do szukania oszczędności. Dlatego niektórzy, zanim zdecydują się na wymianę opon, odwiedzają kilka polskich serwisów i porównują ceny. Jeśli do usługi wymiany dochodzi kupno kompletu opon, wtedy mogą zaoszczędzić nawet kilkaset koron.
Nie zawsze o wyborze polskiego serwisu decyduje jednak cena. Dla Mariusza Balcara z Czeskiego Cieszyna najważniejsza jest jakość i rzeczowa obsługa. - W czeskim zakładzie opony wymieniałem ostatni raz kilka lat temu. Pamiętam, że nie byłem później zadowolony. Od tamtego czasu zawsze wymieniam opony po polskiej stronie. Podobnie moi koledzy z pracy. Zwłaszcza że nie ma problemu z dogadaniem się z Polakami - przekonuje mężczyzna, obserwując wymianę opon w swoim aucie.
Czeskim kierowcom opłaca się jechać po opony nawet do Bielska-Białej. Towarzyszą temu zwykle większe zakupy w centrum handlowym. - Mój samochód ma nietypowy rozmiar opon. A w bielskim sklepie były normalnie dostępne. W dodatku wymiana nie trwała długo, choć spodziewałem się kolejek. Dobrze, że wasi kierowcy czekają, aż śnieg spadnie - żartuje Emil, właściciel terenowego forda.
Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.biz - http://wyborcza.biz/biznes/0,0.html © Agora SA

(no subject)

Gra w zielone

26 paź, 22:22Onet.pl
  • Marcin MroczkoOnet.pl
Tartu, Emajogi
fot. Marcin Mroczko

Kraj w którym zima trwa pół roku, a w grudniu słońce widać na niebie przez góra dwie godziny dziennie. Ilość samobójców jest niemalże najwyższa w Europie, a turysta z dziwnego języka tubylców wyłapuje tylko w co drugim zdaniu słowo „seks”.

Kliniczna czystość na ulicach, zero niepotrzebnych reklam i bannerów na fasadach kamienic, tzw. mała architektura czysta w formie, bez zbędnych przeszkadzajek. Higiena w przestrzeni publicznej - to pierwsza rzecz, która atakuje zmysły w Tallinnie. Przyzwyczajony do jarmarcznej stylistyki Floriańskiej czy Piotrkowskiej, gdzie każdy wolny centymetr jest zaśmiecony reklamą, turysta przeżyje szok spacerując Vene – głównym deptakiem stolicy. Tak, to jest raj dla ortodoksyjnych zwolenników minimalizmu. Nawet 50 lat komunizmu nie wpłynęło na oblicze miast i mentalność ludzi.

– Estończycy są silni – mówi Aivar, taksówkarz spotkany na lotnisku – Jako naród mieliśmy dość intensywną historię. Byli tutaj Duńczycy, Szwedzi, Niemcy, Rosjanie i Polacy i mimo to zostaliśmy tacy sami. Sowieci nie dali nam rady to i euro też nas nie złamie – śmieje się nawiązując do wprowadzonej na początku tego roku nowej waluty i obecnego kryzysu w „krajach strefy oliwki”.

Estończycy są dumni ze swojego kraju i zarazem bardzo ambitni. Mały naród, który w ciągu ostatnich 20 lat dokonał olbrzymiego skoku cywilizacyjnego. Dość powiedzieć – wi-fi jest dostępne nawet w lesie, a wszelkie sprawy łącznie z płaceniem podatków i głosowaniem w wyborach odbywają się właśnie za pomocą sieci.

Tallin, centrum miasta
fot. Marcin Mroczko

Tallinn jest oczywistym wyborem, jeśli podróżujemy samolotem. To doskonałe miejsce na kilkudniowy city break – tym razem jest jednak dla nas tylko przystankiem w drodze na estońską prowincję. Udajemy się na południowy - wschód krajową drogą numer 2. Dojechać nią można na trójstyk Estonii, Rosji i Łotwy, do uniwersyteckiego Tartu, rosyjskojęzycznego regionu Setumaa i wiosek prawosławnych starowierców.

Dość szybko pożegnaliśmy industrialne przedmieścia stolicy i osiedla z wielkiej płyty – jedyny przejaw widocznej ingerencji komunizmu w otoczenie. Krajobraz nie zmienił się pewnie co najmniej od godziny. Las, pola, las, jeziorko, las, las, pola. Jest płasko jak na patelni i zielono.

Zieleń jest wszędzie i w każdym dostępnym odcieniu: butelkowa, groszkowa, ogórkowa. Połacie pól i lasów ciemną kreską horyzontu oddzielone od błękitnego nieba. Aż dziwne, że w kolorze estońskiej flagi brakuje tej zieleni.

Proste, czasem pociągnięte żółtą, niebieską lub bordową farbą kolorowe chatynkiporozrzucane daleko jedna od drugiej lub zbite w grupie po dwie, trzy. Bardzo często przyklejone do wielkiej ściany lasu. Obok zagroda, krzywy płotek, grządka. Tu każdy ma dla siebie dużo miejsca, co pozwala zachować niewidzialny bufor prywatności.

Najlepszym sposobem na zwiedzanie Estonii – jeśli chcemy zobaczyć coś więcej poza Tallinnem – są przejazdy autobusem pomiędzy największymi ośrodkami kraju (bilet Tallinn – Tartu to koszt ok. 4 euro) lub własny samochód. Szczególnie to drugie rozwiązanie gorąco polecam. Sieć połączeń autobusowych choć świetnie rozwinięta nie daje nam takiej wolności jak własny samochód, a z Warszawy do Tallinna jest bliżej niż nad Adriatyk. Szczególnie trudno poruszać się bez własnego transportu na południu i wschodzie kraju.


Poruszając się po Estonii przez wiele kilometrów spotkamy ledwie kilka samochodów. W większości kraju drogi są utrzymane w dobrym stanie, na długich odcinkach proste, a ruch znikomy. Przepisów drogowych należy bezwzględnie przestrzegać. Asertywność stróżów prawa jest wyższa niż w polskim urzędzie skarbowym – nie warto zaczynać dyskusji bo to może tylko pogorszyć sytuację.
20 km na zachód od jeziora Piepsi, jadąc drogą nr 43 można dojechać do drugiego co do wielkości (100 000 mieszkańców) miasta w Estonii: Tartu. To miasto 15 000 studentów i 3 000 imprez plenerowych w ciągu roku. Pierwsza wzmianka o mieście pochodzi z 1030 roku, kiedy książę kijowski Jarosław I Mądry zdobył osadę i wzniósł własny fort, który nazwał Juriew. Następnie miasto przechodziło często z rąk do rąk, panowali tu Estończycy, Szwedzi i Rosjanie, a także Polacy.
W oczy rzucają się wszechobecne biało - czerwone flagi na budynkach, co miło łechce dumę docierających tu turystów z Polski. Kolory są nieprzypadkowe - zostały nadane miastu w 1583 roku przez Stefana Batorego, po zakończeniu zwycięskiej wojny z Rosją o Inflanty w latach 1577-1582, który ufundował także tutaj kolegium jezuickie. Miasto jest siedzibą najlepszego w Estonii uniwersytetu, założonego w 1632 roku przez króla Szwecji Gustawa Adolfa Tartu Ülikool.
Warto wybrać się na wzgórze parkowe z ogrodem w stylu angielskim, odwiedzić ruiny katedry Piotra i Pawła (XIII-XV w.), kościół Św. Jana Chrzciciela (XIV w.) z zespołem rzeźb terakotowych, zespół budynków uniwersyteckich z początku XIX w. oraz bezpretensjonalny plac Ratuszowy (Raekoja plats), wykładany brukiem, otoczony klasycystycznymi kamienicami.
Jednak najwięcej przyjemności daje niezobowiązujące szwendanie się po mieście bez jasno wytyczonego celu. Stare miasto jest małe, wzdłuż spacerem można je przejść w ciągu 15 minut.  Zwiedzać je najlepiej bez konkretnego planu, spontanicznie, w końcu i tak traficie do jednej z wielu studenckich knajpek w pobliżu rynku… albo na kameralną imprezę na replice barki z XV w. na środku rzeki Emajogi. Na przystani wita nas Markus – budowniczy, a teraz sternik i kapitan barki. Dziś jest jeden z tych nielicznych wrześniowych dni, kiedy słońce przyjemnie pieści skórę. W rzece odbija się genialnie niebieskie niebo, rozgrzane ciało chłodzi kolejna butelka A le Coq - dobrego miejscowego piwa. Silnik barki sympatycznie furkocze, leniwie kierując ją w stronę jeziora Peipsi. O rejsy barką należy pytać w Emajoe Barge Society (lodi.ee)
Terviseks! (Na zdrowie!) - słychać co chwila na ulicach starego miasta. Jest środowy wieczór, właśnie rozpoczyna się rok akademicki. Wszystkie okoliczne bary okupują studenci. Rozpoczyna się całonocna balanga i zawody w chodzenie od baru do baru. Ten obraz przeczy tezie o ogarniętych depresją Estończykach. Lądujemy w Moku (Rüütli 18, http://mokublog.wordpress.com/) – wg Augusta, barmana – to najmniejszy pub w Tartu, a może i w całej Pribałtyce. Mówi to z wyraźną dumą. Przesadza – w Estonii wiele rzeczy jest małych i kompaktowych ale tu mimo widocznego tłumu zmieściłby się jeszcze autobus pijanych głośnych, fińskich kibiców gdyby jakimś cudem dotarli tak daleko na południe. Ale nie, oni zatrzymują się w Tallinnie korzystając z taniego alkoholu, a większość nie schodzi nawet z promu kursującego na trasie Helsinki - Tallinn. A więc terviseks!  
Trzymając się konsekwentnie azymutu południowo - wschodniego z Tartu można dotrzeć do Setumaa – ten położony na południowym wschodzie kraju region jest zróżnicowany religijnie i etnicznie. Mieszkają tu prawosławni Estończycy – Setu, Rosjanie, a także luteranie. Bliskość Rosji i Łotwy sprawia, że zbiegają się tu wpływy bałtyckie,  słowiańskie ugrofińskie. Ludność Setumaa - Setu, jest estońską grupą etnograficzną, która uległa wpływom rosyjskim i przyjęła prawosławie, w odróżnieniu od dominującej części społeczeństwa, pozostającej przy wyznaniu luterańskim.
Krajobraz tu jest bardziej urozmaicony, zdecydowanie bardziej pofałdowany – w pobliżu znajduje się najwyższy „szczyt” Estonii - Suur Munamägi – całe 318 m. n.p.m. z którego jak twierdzą złośliwcy – można objąć wzrokiem 50% powierzchni kraju. Charakterystyczne dla Setumaa są tšässona – małe, drewniane kapliczki, które można spotkać w każdej wsi. Wyglądają jakby miały rozlecieć się pod naporem najsłabszego nawet wiatru, ale to tylko złudzenie, stoją dzielnie dając świadectwo wiary Setu. Ikony - miejscowym zwyczajem – są z góry przykryte długimi, wąskimi szalikami. Warto zajrzeć do Serga tšässon ­w okolicy Meremäe, wybudowanej w 1783 roku.
Odwiedzając kolejne wioski – Lutepää, Sesniki czy Saatse należy uważać  aby nie wjechać do Rosji  - granica miejscami jest tu tak zagmatwana jak estońska historia – dwukrotnie wjeżdżamy na terytorium Rosji – przejazd taki jest możliwy pod warunkiem, że nie będziemy się po drodze zatrzymywać.
Szarym, jesiennym popołudniem estońska prowincja przesuwa przed oczami oniryczne obrazy – szara tafla jeziora Peipsi zlewa się z sinym niebem. Nie sposób dojrzeć gdzie niebo a gdzie jeszcze woda. Sen to czy jawa jeszcze? Wrażenie pogłębia siąpiący deszcz i przenikliwie chłodny wiatr. Idealny to wręcz movie track do kompozycji estońskiego mistrza hezychii - Arvo Pärta. Krajobraz - niczym jego muzyka - przeniknięty jest na wskroś subtelną metafizyką, stając się źródłem niemalże doznań mistycznych. Im ciemniej, tym ciszej. Im ciszej, tym straszniej. Wejść do lasu i dać się wciągnąć, to obietnica fascynującej przygody niczym z „Opowieści z Narnii”. Będąc tu można uwierzyć w domki na kurzych stopkach na leśnych polanach a także w lasy zamieszkiwane przez elfy i druidy. Wizyta o tej porze roku to bezpłatna podróż do czasów dzieciństwa, baśni braci Grimm… To okolice Kolkja nad jeziorem Peipsi (czwartym co do wielkości zbiornikiem wodnym w Europie).
Warto tu przyjechać przede wszystkim z powodu ludności zamieszkującej te tereny. Wybrzeże jeziora od XVI w. zamieszkuje etnicznie rosyjska mniejszość, różniąca się znacznie zwyczajami i wiarą od Rosjan przybyłych tu w czasie i po II wojnie światowej. Tutejsi Rosjanie nigdy nie zaakceptowali reform rosyjskiej cerkwi i do dziś pozostają starowiercami. Żyje ich tu około 15 tysięcy w 11 zborach, w większości osób starszych. Staroobrzędowcy żegnają się dwoma palcami, nie uznają ksiąg liturgicznych wydanych po 1654 roku, a ich krzyże muszą posiadać ośmiokończaste zakończenie. W każdym domu od strony wschodniej znajduje się ołtarzyk z co najmniej jedną starą ikoną, święte księgi oraz krzyże. Ikony stoją na specjalnych półeczkach, przestrzega się także całkowitego zakazu picia alkoholu i palenia tytoniu w miejscach gdzie są ikony. Interesująca i raczej niedostępna dla turystów jest także ceremonia pogrzebowa. Przez cały jej czas trumna jest otwarta, a wieko nakładane jest już na cmentarzu. Jest to ten rejon Estonii gdzie łatwiej porozumieć się po rosyjsku niż angielsku. Koniecznie należy wstąpić do Muzeum Starowierców w Kolkja – za znakami, przy głównej ulicy.
Estonia potrafi wciągnąć na dobre, prowincja intryguje, stolica daje dobrą zabawę. Szczególnie warto przyjechać tu w czerwcu – kiedy są białe noce, a temperatury najwyższe. Turyści o mocnych nerwach mogą planować przyjazd w grudniu kiedy słońce ledwo wychyla się znad horyzontu, pamiętać należy, że zimy są tu bardziej śnieżne niż mroźne.
Nawigator
Gdzie jeść: 
F-hoone. Telliskivi 60A, Tallinn.
Restauracja w industrialnych klimatach założona w dawnej fabryce zabawek. Krzesła, stoły z recyklingu. Ceny przystępne.
flavoursofestonia.com
Alter Ego. Roseni 8, Tallinn
Nowoczesny dizajn, bardzo szeroki wybór win.
alterego.ee
Gdzie spać:
Savoy Boutique, Suur-Karja 17/19, Tallinn 
Położony w centrum Tallinn, 5 minut od rynku, elegancki butikowy hotel w stylu art deco
savoyhotel.ee
Hotel Antonius, Ülikooli 15, Tartu
Najlepszy hotel w mieście, budynek z 1811 r, kiedyś był tu m.in. posterunek policji.
hotelantonius.ee
Setomaa Farmstead,  niedaleko Meremäe
Agroturytyka w estońskim stylu retro. Po kolacji obowiązkowa sauna i kąpiel w jeziorze. Ekstra atrakcja: z ogrodu widać Rosję.
setotalu.ee
Autor: Marcin MroczkoŹródło: Onet.pl

post

Оригинал взят у ljuvfnbr в post
Slon.ru
Футбольная трагикомедия чеченца в ШвейцарииФутбольная трагикомедия чеченца в Швейцарии

У скандального инвестора стадиона «Грозный» и инвестора чеченского футбола Чагаева в запасе меньше недели, чтобы остаться хозяином швейцарского клуба, который он купил в мае • Антон Орех
Подробнее на Slon.ru


После 11 лет рабства солдату дадут 7 лет тюрьмы

Оригинал взят у ljuvfnbr в После 11 лет рабства солдату дадут 7 лет тюрьмы
Воскобойникова: Солдата-срочника Андрея Попова из города Ершов Саратовской области обвиняют в дезертирстве. Это дело уже передано в военную прокуратуру и непременно дойдет до суда. Сам солдат Попов не совсем понимает, что происходит, ведь он утверждает, что был в плену в течение 11 лет. Он работал на кирпичном заводе в Дагестане, не получая за это ни копейки, фактически он был рабом. 17 августа этого года Попову удалось сбежать и вернуться в родной город. Он см пришел в полицию, написал заявление о том, что был похищен, но в отделении не поняли его порыва и сразу же взяли под арест. В августе в Саратовской областной думе прошла пресс-конференция солдата Андрея Попова, в ней участвовал депутат регионального парламента Александр Ландо и родственники рядового – брат, сестра, также присутствовали журналисты некоторых федеральных телеканалов. Оказывается, уголовное дело на Попова было возбуждено еще в 2000 году, когда он пропал по статье «Самовольное оставление места службы более чем на месяц» и также «Уклонение от военной службы более чем 11 лет». Ему сейчас грозит срок лишения свободы до 7 лет, при этом председатель Саратовского союза солдатских матерей Лидия Свиридова заявляет, что следствие изначально собирало только те доказательства, которые, скорее всего, подтверждают вину солдата. Свиридова считает, что властям сейчас легче посадить невиновного, нежели признать, что на территории Российской федерации до сих пор используется рабский труд. Если бы пришлось признать, что Попов все-таки невиновен, государство должно было выплатить ему компенсацию за незаконное возбуждение уголовного дела, ну а за 11 лет набежала бы немаленькая сумма – более 1 млн. рублей.
http://tvrain.ru/news/posle_11_let_rabstva_soldatu_dadut_7_let_tyurmy-61628/

Снятый с эфира сюжет о похищениях людей в Чечне

Грани.Ру: НТВ: Снятый с эфира сюжет о похищениях людей в Чечне требовал доработки

Снятая с эфира для европейской части России передача "Центральное телевидение", рассказывающая о похищении сотрудниками МВД людей в Чечне, требовала доработки и уточнений, сообщили в пресс-службе телеканала НТВ. Там не уточнили, какие именно неточности содержались в сюжете, а также выйдет ли он в эфир после доработки.



4 дня отдыха!!

Оригинал взят у triaenodon в 4 дня отдыха!!
Наконец-то вырвался на море! В Батуми стояла отличная погода.



Не буду выкладывать фотографии с видами города и восторженными коментариями.Их достаточно в ЖЖ.
Впрочем от одной не удержусь....очень уж нравится....-)))





А вот море в Батуми мне не нравится....потому купаться я езжу в Сарпи...ну а там.....ляпота!!!






С чего начинается ознакомление кулинарных шедевров Аджарии? Правильно! С хачапурной.....м..м...м..м...прекрасно...!!!





Потом с друзьями забрели на рыбный рынок...."дары моря" были представлены различными видами...
тут и "султанка"...



....и "морская щука"....






...и этакий монстр....





А вот тут я всплакнул.....родненькие! За что это вас так....!





Взяли барабулю и кефаль и там же рядышком в уютной харчевне нам все это приготовили....








Вот так и отдохнул....! Подзагорел,наплавался и нанырялся!!!!-))))
Ну а с понедельника...."Готов к труду и обороне!"

Власти в Уфе спустя 20 лет вернули в центр города памятник Ленину

01.11.2011 09:05 —
Власти в Уфе спустя 20 лет вернули в центр города памятник Ленину: простоит еще 50 лет
Уфимские власти в ночь на вторник вернули на историческое место памятник Владимиру Ленину, который был демонтирован почти 20 лет назад, сообщает корреспондент РИА «Новости».
Монумент Владимиру Ленину установили в центре Уфы на пересечении улиц Коммунистическая и Ленина, где в 1924 году состоялось открытие одного из первых в стране памятника вождю мирового пролетариата.
Проект скульптора Дмитрия Ларионова состоял из монумента с фигурой Ильича, обелиском с шаром – глобусом и обширной платформой. В 90-х годах гипсовый памятник пришел в аварийное состояние и был отправлен на реконструкцию в Ленинград. Однако после развала Советского союза на свое прежнее место памятник не вернулся.
Почти 20 лет в центре Уфы находился пустующий фундамент. Решение о возвращении памятника Ленину на прежнее историческое место приняли депутаты городского совета 27 апреля этого года в ответ на обращения граждан.
Автором обновленного проекта выступил уфимский скульптор Халит Галимуллин.
«На воссоздание монумента ушло более 3 тонн глины, а сама фигура выполнена из современного материала - искусственного мрамора. По прочности он даже превосходит гранит и простоит более 50 лет», – сказал агентству скульптор.
Монтаж фигуры Ленина происходил ночью – скульптуру из мастерской доставили на платформе, после чего рабочие с помощью крана установили ее на прежнее место. Для этого пришлось заново выстроить мраморный постамент.
Ожидается, что торжественное открытие памятника состоится 2 ноября.  
РИА «Новости»

Польский "Боинг" совершил аварийную посадку без шасси

Lenta.ru: Новости: http://lenta.ru/news/2011/11/01/without/
02.11.2011, среда, 01:56:57
Обновлено 01.11.2011 в 18:08:11
Польский "Боинг" совершил аварийную посадку без шасси
"Боинг-767" польской авиакомпании LOT совершил аварийную посадку без шасси в аэропорту Варшавы. Об этом сообщает польское издание Wyborcza.
Находившиеся на борту 230 человек эвакуированы. Пострадавших среди них нет, возгорания при посадке не возникло.
Аэропорт "Окенче" временно закрыт, прочие рейсы переадресуются на запасные аэродромы.
Лайнер, выполнявший рейс из Нью-Йорка в Варшаву, не смог сесть с первой попытки из-за отказавшего шасси.