?
?

Log in

No account? Create an account

August 29th, 2011

Министр финансов Польши: Или солидарность или разпад Европы

Министр финансов Польши: Или солидарность или разпад Европы

Rostowski: Albo solidarność, albo rozpad Europy

Rozmawiał Leszek Baj 2011-08-29, ostatnia aktualizacja 2011-08-29 07:24:52.0

Elity europejskie muszą się zdecydować, czy chcą, aby euro przetrwało - nawet za wysoką cenę - czy nie. Jeśli nie, to należy poważnie przygotować się do kontrolowanego rozwiązania strefy. Ci, którzy tego nie rozumieją, igrają z ogniem
Leszek Baj: Mamy kolejną falę kryzysu na świecie, a w szczególności w strefie euro...

Jacek Rostowski, minister finansów: Ja bym raczej powiedział, że mamy nowy kryzys.

A kiedy skończył się poprzedni?

- Rok 2010 i pierwsza połowa 2011 były dobre w Europie i bardzo dobre na świecie.

Czy sądzi pan, że obecny kryzys może być równie groźny co ten z 2008 roku?

- Na razie mamy za mało informacji, żeby to ocenić. Potencjalnie sytuacja jest groźna, a nawet bardzo groźna. Jesteśmy w bardzo podobnej chwili jak w tym samym okresie 2008 roku. Wtedy, tuż przed upadkiem Lehman Brothers, też było wiadomo, że sytuacja jest potencjalnie niebezpieczna. Teraz wszystko zależy od tego, czy osoby odpowiedzialne za politykę gospodarczą na świecie popełnią błędy, czy nie.

Dziś trudno ocenić, co jest błędem, a co nie. Jeszcze kilka lat temu skupowanie obligacji przez Europejski Bank Centralny byłoby niedopuszczalne, a teraz uratowało strefę euro przed rozpadem.

- Działanie EBC jest ze wszech miar słuszne.

Ale prezydent Niemiec mówi, że to prawnie wątpliwe.

- Elity europejskie, także niemieckie, muszą się zdecydować, czy chcą, aby euro przetrwało - nawet za wysoką cenę - czy nie. Jeśli nie, to należy poważnie przygotować się do kontrolowanego rozwiązania strefy, ze wszystkimi tego konsekwencjami, także dla Niemiec. Taka jest logika obecnej sytuacji. Ci, którzy tego nie rozumieją, igrają z ogniem.

Niemoc Europy



Dlaczego Europa tak kiepsko radzi sobie z tym kryzysem?

- Państwa strefy euro mają bardzo poważne problemy z aktywnym współdziałaniem. Nie jest tak, że w ogóle nic nie robią. Ale jako Europa robimy za mało.

Dotąd mieliśmy dość dużo sytuacji, w których państwa i unijne instytucje nawzajem przerzucały sobie piłkę. Przykładem takiego egoizmu jest próba wymuszenia przez Finlandię zastawu gotówkowego pod jej pomoc dla Grecji. Żeby Europa wyszła obronną ręką z kryzysu, czas z tym skończyć. Potrzebne jest solidarne działanie. Zasadniczy problem strefy euro nie jest ekonomiczny, ale polityczny. Zawsze jest trudno przewidzieć, co się stanie w gospodarce, ale jeszcze trudniej przewidzieć, na ile państwowym instytucjom uda się skutecznie współpracować.

Odnoszę wrażenie, że idea strefy euro opiera się na woli politycznej przywódców, którzy co jakiś czas zapewniają, że będzie nadal istniała. Ale już teraz rośnie popularność populistów, którzy są zagrożeniem dla euro.

- Mamy dwa rodzaje niebezpiecznych populizmów. Pierwszy to populizm południowy - nieracjonalności ekonomicznej, która neguje odpowiedzialność za własne problemy. Mówię tu o niektórych uczestnikach demonstracji antyoszczędnościowych, np. w Grecji.

Drugi populizm - w niektórych krajach północnych - polega na egoizmie i braku solidarności z krajami mającymi kłopoty. Takie zachowanie uderzyłoby też w kraje północy. Trudno sobie bowiem wyobrazić coś, co może bardziej uderzyć w gospodarki Holandii, Niemiec czy Finlandii niż upadek systemu bankowego w jakimkolwiek kraju strefy euro.

Na przykład w Grecji? Da się ją w ogóle jeszcze uratować?

- Grecki system bankowy nie jest zagrożony, póki redukcja długu państwa greckiego odbywa się w sposób kontrolowany. W średnim okresie kluczowe jest zapewnienie, że Grecja będzie w stanie opanować swój dług publiczny. To można zrobić poprzez niższe stopy procentowe. Albo poprzez redukcję długu greckiego. Ważne jest, by w dłuższej perspektywie Grecja miała taką relację długu do PKB, którą jest w stanie sama obsłużyć bez pomocy z zewnątrz. Oczywiście, nie obejdzie się bez już zapowiedzianych reform strukturalnych.

Czyli trzeba darować Grecji dług?

- Nie ma innego sposobu. Grecja jest jedynym krajem, który wpadł w taką klasyczną pułapkę długu. Udział sektora prywatnego w ratowaniu Grecji to nic innego jak darowanie części długu. Ale uważam osobiście, że obecna redukcja jest póki co niewystarczająca.


O ile trzeba by go obniżyć?

- Tego nie powiem.

Polska prezydencja pracuje nad tzw. sześciopakiem, czyli pakietem dyrektyw mających poprawić zarządzenie gospodarcze w Unii Europejskiej, który zmienia m.in. pakt stabilności i wzrostu. To szansa na reformę Unii?

- Wiele z elementów "sześciopaku" to są nasze pomysły. Proponujemy je bogatsi o nasze doświadczenie z transformacji i jako prezydencji nam jest łatwiej przekonać innych do słusznych pomysłów i lepszych rozwiązań. Polskim silnym postulatem było to, by przy formalnym ocenianiu bezpieczeństwa finansów publicznych krajów w ramach paktu stabilności i wzrostu brano pod uwagę nie tylko deficyt sektora finansów publicznych, ale także poziom długu publicznego.

Druga rzecz, którą zaproponowaliśmy i co zostało włączone do "sześciopaku", to mechanizmy wpisane do krajowego ustawodawstwa, które uniemożliwiają nadmierne zadłużanie się. Takie jak polski limit zadłużenia, nasza reguła wydatkowa lub niemiecki zakaz deficytów w średnim horyzoncie czasowym.

Trzeci element polega na tym, by także wprowadzić regułę wydatkową na poziomie unijnym.

By wydatki nie rosły szybciej niż wzrost gospodarczy?

- Tak. To był pomysł Komisji Europejskiej. Ale my go popieramy. Te trzy kwestie to najważniejsze elementy tzw. ramienia prewencyjnego zmienionego paktu stabilności i wzrostu.

Od początku popieraliśmy też włączenie Międzynarodowego Funduszu Walutowego do wszystkich programów pomocowych dla krajów strefy euro. Proszę pamiętać, jaki był opór przeciw takiemu rozwiązaniu. Francja i Niemcy na początku silnie się temu sprzeciwiały, a także Europejski Bank Centralny. A teraz wszyscy mówią: dzięki Bogu, że tak się stało.

Gdyby MFW nie pomógł, to reformy w krajach strefy euro byłyby bardziej miękkie?

- MFW sprawdził się w czasie kryzysu jak mało kto! Gdyby MFW nie uczestniczył w pakietach pomocowych dla krajów strefy euro, toby nie było już strefy euro. Nikt nie wiedziałby, jak stworzyć takie pakiety, i nie byłoby na nie pieniędzy. Co więcej, uważam, że gdyby Europa zwróciła się do MFW wcześniej, jak Polska i kilka innych krajów sugerowało, to być może bylibyśmy teraz w znacznie lepszej pozycji.

Kluczowe jest też obniżenie oprocentowania pożyczek dla ratowanych krajów, co zostało przyjęte w lipcu.

Niemcy wpadli na dobry pomysł włączenia sektora prywatnego do pomocy. My to popieramy. Byliśmy też za interwencją Europejskiego Banku Centralnego na rynku obligacji i wśród pierwszych krajów, które uważały, że absolutnie kluczowe jest uelastycznienie działania funduszu ratunkowego dla strefy euro - EFSF.

Chodzi np. o skup obligacji przez fundusz zamiast przez EBC?

- Tak. Te rozwiązania, by weszły w życie, muszą być zatwierdzone przez parlamenty krajów strefy euro.

EFSF wystarczy, by opanować kryzys w strefie euro?

- Na pewno nie możemy pozwolić na to, by rynki miały cień wątpliwości, że EFSF jest niewystarczający, aby ustabilizować wszystkie kraje strefy euro, które tego potrzebują. Jeżeli tak się stanie, to wrócimy do punktu wyjścia.

Europejski Bank Centralny zapewnia stabilność na rynkach obligacji do momentu, gdy zostanie uelastyczniony EFSF i zwiększone zostaną jego efektywne możliwości finansowe do 450 mld euro.

Ale wszyscy są świadomi, że nawet taka kwota może być postrzegana przez rynki jako niewystarczająca. Mamy więc dwie możliwości. Pierwsza to znaczne zwiększenie EFSF. Drugą jest to, by Europejski Bank Centralny dalej w elastyczny sposób działał, w miarę potrzeby równolegle wspierając EFSF.

Jak duży musiałby być EFSF?

- Bardzo duży. Europa stoi teraz przed kluczową decyzją. Musi przewidzieć potencjalne problemy i zapewnić, że one się nie pojawią w przyszłości. I tu właśnie wraca kwestia solidarności w Europie, o którą apelował premier w Parlamencie Europejskim. Mamy prosty wybór: solidarność albo rozpad Europy.

Jak daleko mamy do euro

Pana zdaniem kryzys w strefie euro jest zagrożeniem dla Polski? Niektórzy analitycy obniżają prognozy naszego wzrostu gospodarczego, bo wolniej rozwijają się nasi partnerzy handlowi.

- Jeśli najgorsze się nie stanie, to mamy do czynienia jedynie z pewnym spowolnieniem gospodarki światowej, i to raczej o tym mówią analitycy rynkowi. W budżecie na przyszły rok mamy zapisany wzrost PKB o 4 proc. Najgorsza obecnie prognoza na przyszły rok to chyba 2,9 proc. Ale ciągle wielu ekonomistów przewiduje wzrost powyżej 3,5 proc.

Mamy poduszkę bezpieczeństwa na wypadek, jeśli wzrost okaże się niższy? Czy mimo wszystko uda się w 2012 r. obniżyć deficyt sektora finansów publicznych do 3 proc. PKB? Komisja Europejska przewiduje nasz deficyt na poziomie 3,6 proc. PKB.

- My uważamy, że Komisja prognozuje zbyt pesymistycznie. Zresztą jeden z powodów jej prognozy są ryzyka związane właśnie ze wzrostem polskiego PKB. Nieco niższy wzrost niż obecnie prognozowany nie powinien wpłynąć w zasadniczy sposób na wyniki sektora finansów publicznych. Ale oczywiście jeśli będzie taka potrzeba, to jesteśmy gotowi działać.

Warto także pamiętać, że budżet rozlicza się w wartościach nominalnych.

Czyli inflacja trochę pomoże budżetowi?

- Wyższa inflacja daje nam wyższą bazę podatkową. Ewentualny niższy wzrost w przyszłym roku może być kompensowany przez to, że w tym roku będziemy mieli wyższy wzrost nominalny. Na razie nie ma powodu przypuszczać, że łączny wzrost nominalny na te dwa lata 2011-12 będzie znacząco inny, niż założyliśmy.

Co się musi zmienić w strefie euro, żeby warto było do niej przystąpić?

- Trzeba naprawić bardzo głębokie pęknięcia w strukturze strefy euro. Jeszcze przed kryzysem była daleko niedoskonała. Jej naprawa musi być poddana stress testom, żebyśmy mieli całkowitą pewność, że wchodząc do tego domu, będzie on odporny na trzęsienia ziemi.

Co pan rozumie pod pojęciem stress testu?

- Są stress testy pojęciowe, ale najlepszym modelem jest rzeczywisty stress test, czyli kryzys.

Czyli jeżeli strefa euro przetrwa obecny kryzys, to będziemy do niej wchodzić?

- Tak, kiedy będą i oni, i my na to gotowi.

To chyba daleka perspektywa - 10-15 lat?

- Nie wiem. Wszystko zależy od tego, jak będzie wyglądała strefa euro. Wyobraźmy sobie mało prawdopodobną sytuację, że strefa euro miałaby centralny budżet z dochodami rzędu 15 proc. PKB strefy euro. W takim przypadku żaden stress test pewnie nie byłby potrzebny.

Mówię tylko, że aby wstąpić do strefy euro, musimy mieć pewność, że jej reforma jest głęboka.

Angela Merkel i Nicolas Sarkozy uważają, że ratunkiem dla strefy euro powinna być większa integracja gospodarek. Czy to dla nas dobre?

- Wybór jest taki: dużo więcej integracji makroekonomicznej strefy euro albo jej rozpad. Nie ma trzeciej drogi. Nie możemy siedzieć z boku i mówić: nie pozwólcie na rozpad strefy euro, ale nie pogłębiajcie integracji makroekonomicznej. Skoro rozpad strefy byłby dla Polski katastrofalny, musimy popierać większą integrację. Większa integracja handlowa i rynkowa i tak ma miejsce i nie będzie ograniczona do strefy euro.

Czy ewentualne wprowadzenie przez euroland wspólnych euroobligacji nie jest groźnym pomysłem dla Polski?

- Myślę, że sytuacja się zmieniła. Słuszne były nasze obawy wtedy, kiedy w 2009 roku inwestorzy uciekali z rynków wschodzących. W tamtym czasie były obawy, że stworzenie euroobligacji podwyższyłoby nasze koszty obsługi długu. Dzisiaj my jesteśmy na tyle wiarygodni, a strefa o tyle mniej wiarygodna, że na pomysły euroobligacji patrzę z dużo większym spokojem.

Ale nie można wykluczyć, że jeśli nastąpi kryzys, to znowu nastąpi ucieczka od rynków wschodzących...

- Niczego w życiu nie można wykluczyć. Ale dzisiaj jest dużo mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia kryzysu wiarygodności w naszym regionie niż trzy lata temu. Po pierwsze, doświadczenia ostatnich trzech lat pokazały, że problemy są głównie w strefie euro, a nie w naszym regionie. Już wtedy wszyscy wiedzieli, że zagrożeniem jest zadłużenie sektora finansów publicznych i sektora prywatnego. Ale mimo to inwestorzy uciekali z rynków naszego regionu, które miały najmniejsze zadłużenie publiczne i najniższe lewarowanie sektora finansowego. To był obłęd i dowód na to, że rynki nie zawsze zachowują się racjonalnie.

Plan powyborczy

Ma pan jakiś plan na okres po wyborach? Nie wiadomo, kto je wygra, ale Polacy powinni wiedzieć, co ich czeka, jeśli to będzie Platforma Obywatelska. Mówi się, że kluczowe reformy można zrobić tylko zaraz po wyborach...

- Nie zgadzam się. Nasze działania pokazują, że nasze reformy z czasem nie słabły, lecz narastały. My mówimy otwarcie, że jest wiele dziedzin, które chcemy zreformować i naprawić. Ale jeśli będziemy rządzili, to reformy rozłożymy na całą kadencję.

Ale programu PO jeszcze nie ma. Będą jakieś niespodzianki?

- Mamy już wprowadzoną regułę wydatkową ograniczającą wydatki publiczne, która będzie obowiązywała aż do budżetu na 2013 rok. Później będzie nowa reguła wydatkowa na innych zasadach. Te reguły tworzą ramy, wewnątrz których wprowadzamy reformy. Mają one zwiększyć efektywność gospodarki i zapewnić oszczędności. Jakie to reformy, to pytania do nowych ministrów resortowych.

Pan zapewnił "bezpieczne otoczenie" dzięki regule wydatkowej?

- Sama reguła wydatkowa powoduje oszczędności sektora finansów publicznych sięgające 24 mld zł w tym i w przyszłym roku, czyli 48 mld zł łącznie w tych dwóch latach. W tym roku nominalnie wydatki w całym sektorze finansów publicznych wzrosną jedynie o 3,5 proc., a w przyszłym przewidujemy ich wzrost o 2,9 proc. To oznacza, że w przyszłym roku będziemy mieli najniższy udział wydatków krajowych w PKB od początku transformacji.

Ważne jest jednak, jak patrzą na nas z zewnątrz. Estonia i Czechy miały w ostatnim czasie podwyższony rating, Słowacja podwyższoną perspektywę. Czy nie musimy zrobić czegoś więcej - reformy służb mundurowych, KRUS?

- Jak pan przeczyta ostatni raport Standard & Poor's o Polsce, to zobaczy pan, że jak wprowadzimy spodziewane reformy po wyborach...

Te, które inni ministrowie muszą zrobić?

- Te, które rząd musi zrobić, to wtedy ta agencja przewiduje podwyższenie ratingu.

Do tego trzeba odważnych rządowych decyzji?

- Trzeba.

Na Twitterze pan napisał, że pomysły gospodarcze Prawa i Sprawiedliwości od początku kryzysu kosztowałyby podatników 112 mld zł. A ile kosztowałyby pomysły Platformy Obywatelskiej?

- Nie będą więcej kosztowały. Mamy przecież regułę wydatkową.

Budżety i wyniki sektora publicznego na lata 2009-10 są już wszystkim znane. Moje obliczenia dotyczą dodatkowego długu publicznego, który już mielibyśmy, gdyby zamiast PO rządził PiS i wprowadził pomysły, które proponował lub popierał w ostatnich latach.

A jeśli chodzi o pomysły PO na przyszłość, to mamy ustawowo obowiązującą regułę wydatkową. Wobec tego wszelkie wzrosty wydatków będą wymagały finansujących je oszczędności gdzie indziej tak, aby całość wydatków mieściła się w rygorach reguły.

To jak pan wyliczył te 112 mld zł i 11 790 zł na czteroosobową rodzinę, panie ministrze?

- Ten wzrost zadłużenia składa się z następujących elementów: pakiet Religi przesuwający część dochodów z PIT do NFZ - 13 mld zł; pakiet działań antykryzysowych PiS 2009-10 - 19 mld zł; obniżenie stawki VAT z 22 proc. do 19 proc. (propozycja prezydenta Lecha Kaczyńskiego) - 24 mld zł; negowanie pakietu oszczędnościowego z 2009 r. (skutki dwuletnie) - 27 mld zł; zaniechanie prywatyzacji - 29 mld zł.

Razem 112 mld zł.

Dzieląc tę kwotę na 38 mln mieszkańców Polski, a następnie mnożąc ją przez cztery, uzyskujemy kwotę dodatkowego, wynikającego z działań proponowanych lub popieranych przez PiS, długu publicznego statystycznie przypadającego na czteroosobową rodzinę - czyli 11 790 zł.

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.biz - http://wyborcza.biz/biznes/0,0.html © Agora SA



На такси в Европу через Польшу

Taksówką nielegalnie przekroczyli polską granicę. Cel - Szwajcaria

pcg, straż graniczna 2011-08-29, ostatnia aktualizacja 2011-08-29 10:33:02.0

Dwóch Gruzinów, którzy nielegalnie dostali się do Polski, zatrzymali w niedzielę w Szypliszkach funkcjonariusze placówki SG w Rutce Tartak. Cudzoziemcy do Polski dojechali... wynajętą w Wilnie taksówką.
Obcokrajowcy nie mieli przy sobie żadnych dokumentów, a docelowo chcieli dostać się do Szwajcarii. Oczywiście ich podróż została przerwana, a oni sami, po dopełnieniu czynności przewidzianych prawem, przekazani w trybie uproszczonym stronie litewskiej.

Kilka dni temu miała miejsce podobna sytuacja: w Suwałkach wspólny patrol Policji i SG zatrzymał taksówkę z Rosjanami narodowości czeczeńskiej, z których trzech nie miało prawa pobytu w Polsce, a dwóch legitymowało się austriackimi tytułami pobytowymi

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA

(no subject)

ЛИЧНОЕ МНЕНИЕ

Общественный туалет – яркий индикатор состояния России

Общественный туалет – яркий индикатор состояния России

— 29.08.11 08:45 —

ТЕКСТ: Ира

ФОТО: ИТАР-ТАСС

Я совершенно искренне уверена, что то, как в стране устроена инфраструктура, является наиболее ярким индикатором состояния этой страны.

Такую инфраструктуру нельзя купить, привезти из-за границы или скопировать. Ее хочешь - не хочешь надо делать самим. Поэтому и отражает она, как зеркало, и тех, кто ее создал и поддерживает тех, кто ею пользуется. Так что зачастую, посмотрев, например как в стране организованы общественные туалеты, делаешь мнение и о стране и о городе, в котором ты находишься.

Обратим внимание, как устроены они в государственных организациях России, которые посещают граждане для решения своих проблем. Как правило, в этой организации присутствует туалет, но он обязательно закрыт от общественного посещения на ключ. Граждане изыскивают возможности самостоятельно.

Для путешествия мы чаще всего сегодня используем автомобиль. За время наших путешествий мы накопили массу наблюдений за тем, как организовано гигиеническое обслуживание на трассах за границей и в России.

Германия: на трассах организованы стоянки с центрами питания и комфортабельными туалетами, обеспечивающие всем необходимым, вода, санузел, бумага, мыло, а главное идеальная чистота помещения. Около каждого парковочного места стоят мусорные баки на колесах. Очень приятно и гигиенично.

Россия, трасса М 4,на трассе красные кирпичные сооружения 16 века, в которые без противогаза не войдешь.

На заправках оборудованные туалеты закрыты на замок от посетителей. Работники заправки предлагают клиентам воспользоваться туалетом на улице или ближайшим лесонасаждением. Кафе, если и оборудованы туалетом, то сходить в них можно лишь заказав питание. Какая может здесь быть санитария, где работники Роспотребнадзора, или они не ездят на автомобилях?

Вот вам и прогресс!!! Вот вам и 21 век. Катимся в противоположную сторону развития. В этой ситуации остается надеяться лишь на национальную программу России по отуалечиванию нашей территории.

 http://www.gazeta.ru/lifestyle/style/2011/08/26_e_3746441.shtml

Лукашенко: Судьбу Белоруссии нужно решать путем диалога

Лукашенко: Судьбу Белоруссии нужно решать путем диалога

29.08.2011 18:06Александр Лукашенко. Фото с сайта www.signend.com











Судьбу Белоруссии нужно решать не на площадях и баррикадах, а путем диалога и "нормального человеческого разговора". Как передает РИА "Новости", об этом заявил президент страны Александр Лукашенко. Он предложил представителям всех политических лагерей в стране, Евросоюза, России и международного сообщества сесть за круглый стол для выработки мер по улучшению ситуации в стране.

"Я как глава государства предлагаю всем здравомыслящим и любящим свою страну людям, к какому бы политическому лагерю они ни принадлежали, сесть за круглый стол, посмотреть друг другу в глаза и реально оценить, кто чего стоит и что может сделать для эффективного улучшения ситуации в стране", - заявил Лукашенко.

"Пусть они заодно посмотрят, кто у нас чего стоит, какие идеи выдвигает, какие цели перед собой ставит. Мы абсолютно открыты и готовы дать им такую возможность", - добавил президент Белоруссии, предложив "бороться в открытой дискуссии". "Боритесь, доказывайте свою правоту, отстаивайте свою точку зрения. Но не через погромы и не с оружием в руках. Подобные действия будут пресекаться незамедлительно", - сказал он.

По словам Лукашенко, пока нет оснований говорить о тотальном обнищании граждан. "Паниковать и кричать о грядущей катастрофе и тотальном обнищании граждан, как это делают наши оппоненты, нет причин", - сказал он. "Страна продолжает жить и развиваться. Все предприятия и организации работают в нормальном режиме, регулярно выплачивают зарплату, безработица ниже, чем когда-нибудь. Произведенная продукция мгновенно находит сбыт, платежеспособный спрос населения высок, объемы валютной выручки выросли, рост ВВП составил почти 110 процентов за 7 месяцев текущего года", - констатировал Лукашенко.

Он напомнил, что в начале нынешнего года обострился ряд экономических проблем, в том числе, инфляция, девальвация белорусского рубля, дефицит валюты привели к снижению того уровня, которого страна достигла в 2010 году. "Мы людей не обидим и в этот сложный период. По моему поручению правительство разработало и в ближайшие дни примет ряд мер по социальной защите разных слоев населения", - сказал Лукашенко.

Так, по его словам, бюджетникам и неработающим пенсионерам предусмотрено выплатить материальную помощь в размере 500 тысяч белорусских рублей (100 долларов. - Ред.) для сезонной закупки сельхозпродукции. "Затем планируется повысить тарифную ставку первого разряда для оплаты труда работников бюджетных организаций", - сообщил Лукашенко. "Будут ежеквартально расти пособия семьям, воспитывающим детей. В четвертом квартале этого года предполагается увеличение в два раза единовременного пособия в связи с рождением ребенка. Также вырастут пенсии и стипендии", - сказал он.