clickkey (clickkey) wrote,
clickkey
clickkey

Komisarz Karel de Gucht: Za tanio budować się nie da

Komisarz Karel de Gucht: Za tanio budować się nie da
...

zas 2011-10-10, ostatnia aktualizacja 2011-10-10 01:32:17.0

Nie możemy pozwolić chińskim firmom na zdemontowanie naszego systemu socjalnego - mówi unijny komisarz ds. handlu Karel De Gucht.
Rafał Zasuń: Kilka miesięcy temu skrytykował pan Polskę za korzystanie z usług chińskich firm przy inwestycjach infrastrukturalnych. Chodziło o COVEC, który później nie wywiązał się z budowy odcinka autostrady. Ale polski rząd czy samorządy stoją często przed wyborem - czy tę samą inwestycję zbudować taniej, wykorzystując chińską firmę, czy drożej. Czy zatem dawanie kontraktów Chińczykom jest czymś złym?

Karel De Gucht: Musimy sobie odpowiedzieć na kilka pytań. Po pierwsze, czy europejski rynek jest otwarty na chińskie firmy. Odpowiedź brzmi - owszem, jest. Ale muszą one, tak jak każda inna firma, spełniać unijne wymogi. Po drugie, jeśli firmy z jakiegoś kraju mają swobodę działania w Unii Europejskiej, to powinna być przestrzegana zasada wzajemności w dostępie unijnych firm do rynku tych państw. Po trzecie, powinniśmy unikać sytuacji, w której kraje członkowskie Unii nie zważają na to, czy oferowane ceny dóbr czy usług są dumpingowe, czy nie, bo unijny rynek jest całością.

Ale często słychać argument, że obecność chińskich firm wymusza większą konkurencję.

- Nie mam nic przeciw konkurencji, ale musi być uczciwa. Chińska firma startująca w przetargu powinna przestrzegać tych samych standardów dotyczących np. prawa pracy co europejscy przedsiębiorcy.

Nikt nie stwierdził, że chińskie firmy obecne w Polsce nie przestrzegają tu prawa.

- Ale w przypadku chińskiego konsorcjum COVEC mieliśmy do czynienia ze swoistym dumpingiem, gdyż nie tylko jego oferta bazowała na parametrach centralnie planowanej gospodarki chińskiej, ale - o ile mi wiadomo - aby wygrać przetarg i dostać się na rynek polski, konsorcjum zaoferowało cenę poniżej rzeczywistych kosztów, jakie w trakcie realizacji kontraktu musiało później ponosić w związku ze współpracą z lokalnymi poddostawcami.

Bardzo trudno jest stwierdzić, co jest, a co nie jest dumpingiem.

- Wcale nie tak trudno. Mamy jasne i precyzyjne reguły i około 150 specjalistów w Brukseli, którzy doskonale wiedzą, jak go udowodnić.

Ale w sprawie COVEC-u na polskiej drodze nie wszczęliście żadnej procedury. Zresztą sama obecność tej firmy w przetargach przyniosła interesujące rezultaty. Przetarg na drugą linię metra w Warszawie wygrało konsorcjum, które zaproponowało o 400 mln zł mniej niż COVEC. Ciekawe, ile by chcieli, gdyby Chińczyków nie było?

- Ale dlaczego jako Europejczycy mamy pozwalać, aby chińskie firmy wywierały taką presję na nasze firmy, dlaczego mamy godzić się na podważanie zasad naszej gospodarki rynkowej, naszego systemu socjalnego, pozwalając innym na nieuczciwą konkurencję, dlaczego mamy dać zrujnować nasz własny system?

Problem w tym, że w ofercie Chińczyków nie było nic nielegalnego, bo gdyby było, zostałaby wykluczona z przetargu.

- Nawet jeśli zostały spełnione wymogi formalne, to oferta nie była realistyczna pod względem zaoferowanej ceny usług. Zamawiający, powierzając kontrakt tej firmie, od początku narażał się więc na ryzyko niepowodzenia projektu. Chciałbym przy tej okazji wrócić do pytania, jak traktowane są unijne firmy, jeśli chodzi o zamówienia publiczne na rynku chińskim. Niestety, są tam one na różne sposoby dyskryminowane. Jeśli więc mamy tak trudny dostęp do chińskiego rynku, powinniśmy jako UE mieć możliwość wykorzystania instrumentów, które ułatwiałyby nam negocjacje i skłaniały władze chińskie do stosowania takich samych czy porównywalnych warunków, opartych na zasadach otwartości, przejrzystości i konkurencji w dostępie do swojego rynku zamówień publicznych. Brak wzajemności nie jest uczciwym podejściem w handlu międzynarodowym, gdyż ogranicza możliwości dla biznesu, zwłaszcza w ciężkich czasach kryzysu ekonomicznego. Jestem liberałem i nie popieram ograniczania dostępu do rynku, ale także liberalizm potrzebuje reguł. Nasz otwarty rynek zamówień publicznych jest wart 340 mld euro rocznie. W USA ta kwota wynosi tylko 40 mld euro, w Japonii 30 mld euro. Chiny wciąż negocjują przystąpienie do porozumienia w sprawie zamówień rządowych pod auspicjami Światowej Organizacji Handlu (WTO) regulującego zasady oraz zakres dostępu do rynku zamówień publicznych dla UE i 15 państw spoza Unii, które je podpisały. Przystępując do WTO w 2001 r., Chiny zobowiązały się do podpisania powyższego porozumienia.

A jeśli dzięki obecności chińskich firm polski podatnik może zapłacić mniej?

- To błędne rozumowanie. Nie mam nic przeciwko obecności chińskich firm, pod warunkiem że działają na tych samych zasadach co firmy europejskie i jeśli niższa cena, jaką oferują, wynika z większej efektywności. Ale tak nie jest. Wystarczy wspomnieć choćby metody finansowania chińskich firm przez tamtejsze banki - stopy procentowe poniżej poziomu inflacji, rozmaite dotacje itd. To są nieuczciwe praktyki rynkowe.

Porozmawiajmy o Ukrainie. Jakie są szanse na zakończenie w tym roku negocjacji o strefie wolnego handlu?

- Jesteśmy bardzo blisko zakończenia rokowań nad pogłębioną i kompleksową strefą wolnego handlu, która będzie częścią przyszłej umowy o stowarzyszeniu Ukrainy z UE. Wierzę, że będziemy mogli ogłosić zakończenie naszych rozmów o wolnym handlu podczas szczytu Unia - Ukraina w grudniu tego roku. Strefa wolnego handlu jest integralną i jedną z najważniejszych części umowy o stowarzyszeniu Ukrainy z UE. Dlatego też nie będzie możliwe wprowadzenie jej w życie osobno, bez zakończenia negocjacji nad pozostałą, polityczną częścią porozumienia, te zaś się skomplikowały z uwagi na uwięzienie i proces karny byłej premier Ukrainy Julii Tymoszenko i kilku innych przedstawicieli ukraińskiej opozycji.

UE powinna łączyć uzgodnienie strefy wolnego handlu z procesem byłej premier Ukrainy?

- Chciałbym podkreślić, że mówimy tu nie o zwykłej strefie wolnego handlu, w ramach której znosi się cła na import towarów na granicach. To pogłębiona i kompleksowa strefa swobodnej wymiany towarów, usług i kapitału, która przewiduje także zbliżenie prawa ukraińskiego do tego, jakie stosuje się w ramach jednolitego rynku UE. Strefa ta jest integralną częścią bardzo ambitnej oferty Unii dla Ukrainy w formie integracji ekonomicznej i stowarzyszenia politycznego, dlatego jest tu polityczny kontekst. Mogę sobie wyobrazić, że technicznie negocjacje zakończą się, ale jeśli nie znajdzie się satysfakcjonujące rozwiązanie sprawy Tymoszenko, to trudno będzie uzyskać zgodę państw członkowskich na zawarcie umowy o stowarzyszeniu, a jeśli nawet się to stanie, to będzie bardzo trudno ją ratyfikować przez Parlament Europejski i parlamenty państw członkowskich. To prawda, że aby część handlowa mogła wejść w życie w formie tzw. umowy przejściowej, wystarczy jej ratyfikacja przez Parlament Europejski. Biorąc jednak pod uwagę obecny klimat polityczny wokół przestrzegania przez Ukrainę zasad demokracji i poszanowania praw człowieka, trudno sobie wyobrazić, że Parlament ratyfikuje tę umowę albo Komisja przekaże ją do ratyfikacji.

A ilu deputowanych do Parlamentu Europejskiego zna dokładnie sprawę Tymoszenko, wie, o co w niej chodzi, i potrafi ocenić stopień winy byłej premier?

- Praktyka przekuwania odpowiedzialności politycznej ludzi sprawujących władzę w sądowy proces karny jest bardzo niebezpieczna.

Silvio Berlusconi też ma wiele procesów karnych i też twierdzi, że jest ofiarą zemsty politycznej.

- Nie chcę porównywać obu spraw. Mówię o zasadzie, że do decyzji politycznych nie można stosować sądowych procesów karnych i sankcji karnych, chyba że są jasne dowody, że chodzi o korupcję czy działanie w celu przysporzenia osobistych korzyści. Państwo prawa powinno rządzić się jasnymi zasadami i przestrzegać niezawisłości organów sądowniczych.

Ukraiński rząd to rozumie?

- Znają nasze stanowisko. Nie możemy zrezygnować z naszych podstawowych, demokratycznych wartości dla wprowadzenia liberalizacji handlu.

Rozmawiał Rafał Zasuń

Karel De Gucht jest Belgiem. Karierę polityczną zrobił we flamandzkich partiach liberalnych. Był posłem do Parlamentu Europejskiego, ministrem spraw zagranicznych, od 2009 r. komisarzem ds. rozwoju i pomocy humanitarnej. Od lutego 2010 r. jest komisarzem ds. handlu. Wśród dość bezbarwnych i ostrożnych brukselskich komisarzy De Gucht wyróżnia się swobodnym językiem. We wrześniu stwierdził, że z Żydami, nawet o umiarkowanych poglądach, nie można rozmawiać racjonalnie o Bliskim Wschodzie. Ostro zaatakowany przeprosił później za swoją wypowiedź.

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.biz - http://wyborcza.biz/biznes/0,0.html © Agora SA
Subscribe

Comments for this post were disabled by the author