clickkey (clickkey) wrote,
clickkey
clickkey

Чеченский дикар у швейцарского озера




Dziki Czeczen nad szwajcarskim jeziorem
5 paź, 09:14 Źródło: Le Monde
Bułat Czagajew, fot. Reuters

"Jak można było do tego dopuścić?", łamie sobie głowę 35 tysięcy mieszkańców spokojnego szwajcarskiego miasteczka Neuchâtel, leżącego nad brzegiem jeziora o tej samej nazwie. 12 maja czeczeński biznesmen kupił Xamax, pierwszoligowy szwajcarski klub piłkarski, chlubę całego kantonu. Były właściciel, miejscowy przedsiębiorca, miał już dość łatania pojawiającego się co roku deficytu. Postanowił więc sprzedać Xamax temu, kto da najwięcej, a przy tym ma najmniejsze wymagania. Takim kupcem okazał się właśnie Bułat Czagajew.

Przybysz z daleka kupił sobie pannę młodą całą w długach. Pięćdziesięcioletni biznesmen chwali się, że ma mnóstwo pieniędzy. Ile? W jaki sposób je zdobył? Tego nie wie nikt. Źródła jego bogactwa owiane są tajemnicą. A on sam? W liczącym tysiąc lat Neuchâtel, słynącym ze sztuki zegarmistrzowskiej i produkcji czekolad Sucharda, Czeczen wygląda jak Mike Tyson przy jednym stole z amiszami.

Im gorszy czarny charakter, tym lepszy film – uważał Hitchcock. W tym sensie Bułat Czagajew przysłużył się Neuchâtel. Działa szybko – od czasu, kiedy przejął klub poleciały już głowy pięciu trenerów. 27 sierpnia, pod koniec przegrywanego meczu wszedł do szatni sportowców, obrzucił ich wyzwiskami i omal nie pobił się z trenerem, Hiszpanem Joaquinem Caparrosem (którego wkrótce potem zwolnił). Czagajewowi towarzyszyło dwóch uzbrojonych ochroniarzy.

Takie zachowania niepokoją prasę i władze Neuchâtel, choć nie mogą zaprzeczyć, że goryle, ich broń i ich klient są pod z punktu widzenia prawa w porządku. Nowy prezes Xamaxu przypomina potwory z gier internetowych – im więcej dostaje ciosów, tym bardziej jest butny i tym sprawniej je oddaje. Oczekiwano, że postara się rozwiać towarzyszące jego pojawieniu się lęki i uprzedzenia. Tymczasem on chętnie i bez kompleksów je podtrzymuje. Zachowuje się jak kaukaski wilk w szwajcarskiej owczarni.

W jeden z wrześniowych czwartków, w przeszklonej wielkiej loży nowoczesnego stadionu Maladiere (12 tysięcy miejsc siedzących) spotykamy trzech mężczyzn. Bułat Czagajew – szpakowate włosy, potężny, z kwadratowymi ramionami i z lodowatym uśmiechem. Obok niego Islam Satużew, rodak z Czeczeni, mianowany wiceprezesem klubu. A koło baru szef ochrony. Jest południe, stół nakryty dla dziesięciu osób czeka na gości. – W naszej kulturze lubimy ugościć! – woła gromko prezes Xamaxu.

Na stole owoce, chleb, sery Babybel, soki, woda z gazem i bez gazu. – Od piętnastu lat nie piję alkoholu – wyznaje po czeczeńsku. Islam Satużew służy za tłumacza. Nowy szef klubu, znany ze swojej opryskliwości, próbuje pokazać milsze oblicze. Jak wielu Rosjan, którzy szybko zbili fortunę, zachował wygląd prostego człowieka – koszula rozpięta pod szyją, dżinsy, papieros w ustach – lokalny wyrób pod nazwą "Parisienne". Jedynie wielki zegarek z masą funkcji zdradza jego bogactwo.

– Chcecie znać prawdę? – pyta, gdy wszyscy już zasiedli do stołu. Bułat Czagajew przekonuje, że miejscowi notable gardzą nim tylko dlatego, że pochodzi z Czeczeni i wygląda jak twardziel. Ale on się nie podda. – Zrozumiałem, że futbol w Xamaxie to biznes – mówi. – I że nie jest to czysty biznes. A ja nie chcę takich interesów. Podpisywano umowy z piłkarzami, którzy nigdy tu się nie pojawili. Władzom Neuchâtel, bankowi, sponsorom i tym, którzy kręcą się wokół klubu, agentom graczy, nie podoba się, że tu jestem, bo nie zgodziłem się przyjąć ich reguł gry. Chcą, żebym dziś za to zapłacił.

Biorąc w dłonie serek otoczony skórką z czerwonego wosku, ciągnie dalej: – Mój poprzednik, pan Bernasconi, zrobił przede mną to samo, co ja – zobaczył serek Babybel i kupił go, nie zaglądając, co jest w środku.

Faktycznie, Bułat Czagajew dopiero po pewnym czasie odkrył, jak wielkie straty przynosi klub – 3,2 miliona franków szwajcarskich (2,6 miliona euro). Skąd wziąć środki finansowe, żeby postawić klub na nogi? – Mam dwie spółki w Genewie, Dagmarę i Envergure, specjalizujące się w usługach finansowych, w budownictwie, giełdzie, zakupie i sprzedaży firm – oświadcza. Po czym zmienia temat.

Urodzony w Czeczenii Bułat Czagajew o aktualnym prezydencie tej wchodzącej w skład Federacji Rosyjskiej republiki Ramzanie Kadyrowie mówi jak o bracie. – Zachód zbyt surowo ocenia pana Kadyrowa – uważa właściciel Xamaxu. – Jaser Arafat był jednym z najbardziej poszukiwanych terrorystów świata. A potem dostał pokojową nagrodę Nobla.

Niestety, satrapa z Groznego nie odpłaca biznesmenowi tym samym. W połowie września w wystąpieniu telewizyjnym zarzucił Czagajewowi, że jako jeden ze sponsorów drogiego sercu czeczeńskiego prezydenta klubu piłkarskiego Terek Grozny, nie okazał się wystarczająco hojny. Świat jest mały – hiszpański trener Victor Munoz, który w Xamaxie zajął miejsce swojego rodaka Joaquina Caparrosa, wcześniej przygotowywał drużynę Tereka Groznego.

Kwadrans po godzinie pierwszej, w loży na stadionie Maladiere rozlega się niespodziewanie wezwanie muezzina. Głos płynie z telefonu komórkowego Islama Satużewa. Właściciel klubu i wiceprezes idą razem odprawić modły. Zaznaczają, że ramadan mieli w sierpniu. W Szwajcarii, podobnie jak w innych krajach Europy, islam budzi nieufność.

Szef rządu kantonu Neuchâtel, Jean Studer (z partii socjalistycznej) nie uważa, żeby niechęć części obywateli wobec Bułata Czagajewa miała korzenie w ich ksenofobii czy rasizmie. Jego zdaniem "kanton Neuchâtel jest otwarty na obcokrajowców. W 1850 roku zostały tu przyznane cudzoziemcom prawa wyborcze na poziomie gmin, potem rozszerzone na poziom kantonu. A od pewnego czasu mają też prawo kandydować do władz".

A jednak objęcie rządów w Xamaxie przez tego ekscentrycznego cudzoziemca wzbudziło w mieszkańcach żywiołową niechęć. Pod koniec sierpnia, podczas specjalnego walnego zebrania klubu, nieobecnego tam Czagajewa porównano do "Kaddafiego" i "dyktatora". Klub stracił wielu sponsorów, zwłaszcza przedsiębiorców z sektora budownictwa. Aż do przybycia Czeczena system wymiany usług podtrzymywał ekonomiczną współzależność między nimi a prezesem klubu, Sylvio Bernasconim, miejscowym potentatem w sektorze budownictwa i robót publicznych. Sprzedaż klubu budzi dziś wiele emocji i wątpliwości, a Bernasconi nie odpowiada na pytania prasy.

Stojący na czele federacji piłkarskiej Swiss Football League (SFL) Edmond Isoz także czuje się oszukany. – Kiedy pan Bernasconi był jeszcze prezesem, przyznaliśmy mu licencję na organizację rozgrywek w sezonie 2011-2012 – tłumaczy "Le Monde’owi" – Trzy dni później dowiedzieliśmy się, że nowym właścicielem jest już pan Czagajew, o którego sytuacji finansowej nic nie wiemy.

Tak więc SFL zażądało od tego ostatniego gwarancji wypłacalności – pod groźbą przewidzianych w przepisach sankcji. Credit Suisse odmówił dalszego sponsorowania klubu i zwolnił swoją lożę na stadionie. W liście z 16 sierpnia adresowanym do Neuchâtel Xamax SA bank zwrócił się z prośbą o podanie numeru konta jakiegoś innego szwajcarskiego banku, aby można tam było przelać fundusze z dotychczasowego konta. Na zmianę banku wyznaczono Bułatowi Czagajewowi czas do 30 listopada tego roku. Kto zechce wziąć jego pieniądze? Bankierzy z Neuchâtel zasłaniają się ustawą o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy, zobowiązującą ich do bacznego zwracania uwagi na źródła bogactwa ich klientów.

Dla Bułata Czagajewa przekonanie do siebie społeczności Neuchâtel – jeśli w ogóle jest to jego zamiarem – stanowi trudne zadanie. Niełatwo oswoić te surowe, protestanckie ziemie, rozciągające się między szczytami Jury a jeziorami szwajcarskiej równiny. Przed nim już inni próbowali tego dokonać – na przykład poprzedni właściciele Xamaxa. Dwaj ostatni, z pochodzenia Włosi, przejęli od miejscowych szacunek do ciężkiej pracy, przeszli wszystkie stopnie kariery w sektorze budownictwa i robót publicznych, by w końcu zbudować własne małe imperia. Pierwszy z nich, Gilbert Facchinetti, kierował klubem w jego złotej epoce, w latach 80. – W tamtych czasach uściśnięcie dłoni z trenerem oznaczało zawarcie umowy – wspomina z nostalgią.

Bernard Monnier, lekarz, jeden z nielicznych sponsorów, którzy nie porzucili Xamaxu, uważa, że Czeczen ma "sympatyczną gębę". – Albo to bandzior – a to się szybko okaże – albo człowiek dobrej woli i trzeba dać mu szansę – przekonuje. – Jedyna rzecz, która mnie niepokoi, to fakt, że nie mieszka w naszym kantonie.

Czagajew nie ma żadnego lokum ani w kantonie Neuchâtel, ani w ogóle w Szwajcarii, bo – jak sam mówi – żeby wjechać do tego kraju za każdym razem musi wyrabiać sobie wizę. Czy chciałby się zintegrować? Bogacz z Czeczeni usiłuje ominąć ten temat: – Kocham Szwajcarię – zapewnia – ale nie jestem Szwajcarem. Żeby myśleć jak Szwajcar, trzeba się tu urodzić.

Zapewne dlatego podczas przerw w meczach Xamaxu na gigantycznym ekranie wyświetlane są występy ludowych zespołów z gór Kaukazu.
Copyright 1996-2011 Grupa Onet.pl SA


Tags: исламисты, кавказцы
Subscribe

Comments for this post were disabled by the author