clickkey (clickkey) wrote,
clickkey
clickkey

Unter deutschen Betten. Eine polnische Putzfrau packt aus

"Unter deutschen Betten. Eine polnische Putzfrau packt aus". Polka pod niemieckim łóżkiem
...

Włodzimierz Nowak 2011-09-11, ostatnia aktualizacja 2011-09-08 14:52:51.0

Justyna Polańska: - Dlaczego ta niemiecka sprzątaczka, która przyszła raz jeden jedyny, zasiadła z nimi do stołu, a ja nie. Łzy mi leciały, powiedziałam sobie: Boże, jacy chamscy są ci ludzie, piszę książkę i koniec
Od czego zaczynamy?

- Od kuchni. (Justyna Polańska zdejmuje wysokie obcasy i zakłada pantofle na niższym obcasie. Drobna, zgrabna, włosy blond - tlenione, balejaż).

Po co pani opisała w książce, co mają Niemcy pod łóżkami?

- Bo się wkurzyłam.

Na co?

- Siedem lat sprzątałam u jednej rodziny niemieckiej. Jak zrobili remont, to wzięli jeszcze do pomocy sprzątaczkę niemiecką. Kończyliśmy już i ładnie pizzą zaczęło pachnąć. Mówię: kurde, jestem głodna, cały dzień sprzątania. Schodzę na dół z wiaderkami i odkurzaczem, wszyscy siedzą przy stole. Ja przeszłam pod zmywak. Nikt się nie spytał: Justyna, chcesz kawałek pizzy? Nie zabolałoby mnie może to, ale niemiecka sprzątaczka siedziała z nimi przy stole.

Jadła?

- Jadła.

A ja tyle lat u nich sprzątałam. Jak chcieli wieczorem wyjść, a nie mieli dzieci z kim zostawić, to zadzwonili i jechałam, żeby sobie miły wieczór zrobili. Prasowałam, śmieci wynosiłam. I wie pan, pierwszy raz jechałam do domu i łzy mi leciały jak krokodylowi.

Jechała pani samochodem i płakała?

- Mnie nie chodzi o ten kawałek pizzy, ale dlaczego ta niemiecka sprzątaczka, która przyszła raz jeden jedyny, zasiadła z nimi do stołu.

A 11 lat temu, kiedy tu pani przyjechała, co pani wiedziała o Niemcach?

- No że tacy czyści, pachnący.

Przystojni?

- Nie. Niemcy mi się kojarzyli z jakimiś rudymi Helmutami. Byłam po maturze, myślałam, co mam, kurde, ze swoim życiem robić. Przyjechałam znad morza, w domu leżała gazeta. Było coś takiego: poszukiwana opiekunka do Niemiec, jeżeli chcesz poznać kraj, ludzi, to zadzwoń 049... No to dzwonię ostro, dzięki Bogu odezwała się Polka, bo ja niemieckiego zero. Uczyłam się kilka lat, ale tylko w pamięci zostało fenster. Mama mówi: ty już wiedziałaś, że będziesz u nich okna myć.

Jaka była wtedy Justyna? Pani imię jest prawdziwe, prawda?

- Tak. Tylko jak książkę pisałam, to, żeby mnie nie rozpoznali, podpisałam "Polańska", od Polańskiego, tego reżysera, bo znany i się z Polską kojarzy.

Miałam 20 lat i w głowie dyskoteki, chłopaków, fajne samochody, takie coś. Długo chciałam być fryzjerką, ten zawód mnie trzymał przez całe liceum. A sprzątać nie lubiłam. Bo dzisiaj to ja lubię. Mama pracowała w sklepie, jak przyszła do domu, musiało być posprzątane i ugotowane. I zawsze burczała, że źle posprzątałam. A jak tu zaczęłam, a sprzątam trochę gorzej niż w domu, bo mam tylko dwie-trzy godziny, to się okazało, że ludzie mówią "super" i płacą. To dlaczego mamie się nie podobało?

Może czystość polska jest inna niż niemiecka?

- Czystość polska to jest coś takiego: nadchodzi Wielkanoc albo Gwiazdka, jest szał na mycie okien, trzepanie dywanów, wszystko musi być na tip-top. A czystość niemiecka: przyjdziesz po świętach, tydzień czy miesiąc po, okna umyjesz, nie ma sprawy, tacy są wyluzowani po prostu.

A biel niemiecka i biel polska albo czystość podłogi

- Na przykład u Polaka musi być wyglancowane. A u Niemca, jak powiem, że nie da rady, to nie da rady.

Co pani tak wącha?

- Frosch cytrynowy do mycia okien. Bardzo go lubię, bo nie zostawia mazi. Jestem uzależniona od wąchania proszków do prania, środków czystości. Muszę powąchać, zanim użyję.

Czym jeszcze panią wkurzyli Niemcy, że napisała pani książkę?

- Na przykład inżynier, co pracował we Frankfurcie w dużej firmie, się pyta, czy mamy w Polsce colę. Czubek. Halo! Przecież my, Polacy, nie żyjemy w dżungli. Czasami myślę, że ich mózgi działają tylko w godzinach pracy. Później się mózg wyłącza. Bo wyobraża sobie pan, że do wbicia gwoździa do obrazu wołają majstra? To jest w Polsce nie do pomyślenia, chyba że jakiś kaleka. Oni wystudiowani są ci niektórzy, ale tacy jacyś niedorobieni. Ale najbardziej się wkurzyłam, jak się zaczęli rozbierać przede mną.

Co?

- Pierwszy raz przez telefon. Dałam ogłoszenie dla mojej siostry, nie umiała jeszcze języka. Zaczęli dzwonić faceci. Ile mam lat, skąd jestem i takie duperele. I nagle: "A ma pani czerwoną bieliznę?". Albo stoję w kolejce w supermarkecie, dzwoni telefon bez numeru, odbieram: "Och, och, och ". Mówię: Boże, kurde, co to się dzieje. To właśnie zawsze takie sapania były. Wtedy odkładałam telefon, bo w dzisiejszych czasach to nie odkładam, tylko wyzywam ich od debili.

Inny zaczął dzwonić, że by kogoś potrzebował do dwupokojowego mieszkania. Mówię: dobra. A on pyta: "Czy jest pani spontaniczna?". Myślę, pewnie facet jutro będzie miał gości, chce mieć szybko okno umyte, to mówię, że jestem spontaniczna. A on: "To ja za chwilę przyjadę, pokaże mi pani piersi? Ma pani duże czy małe? Dam 30 euro". Ja mówię: Boże, gdzie ja żyję, wśród idiotów? Halo, skąd mu się te 30 euro wzięło? Długo myślałam i już wiem. To tyle, ile za trzy godziny sprzątania. Tak sobie obliczył.

Takie są ceny?

- Zależy w jakim mieście, we Frankfurcie do 12 euro za godzinę sprzątania. Potem dzwonił, że on będzie sobie robił... nie wiem, jak to nazwać, a ja mam się mu przyglądać i dostanę 50 euro. Powiedziałam, żeby więcej nie dzwonił. Ale teraz tobym się z nim spotkała na kawę, żeby go opisać w następnej książce, bo mnie interesuje, jak taki człowiek wygląda - jakiś biznesmen czy zwykły człowiek z ulicy? Ale ostatnio nie dzwoni.

Co było w tych ogłoszeniach?

- Szukam sprzątania plus prasowanie i numer telefonu. Nigdy nie dawałam "Polka szuka sprzątania", bo to jest bez różnicy, co za narodowość sprząta. Chociaż dużo ludzi szuka polskich sprzątaczek, bo dobrze sprzątają.

Kiedy pierwszy raz się facet rozbierał? Chyba jak siostra pojechała na urlop i poszłam na zastępstwo. Boże, jaki okropny ten gościu, mały, gruby, czerwony na twarzy. Znaczki kolekcjonował, kupował, sprzedawał. Wiedziałam, że świr, bo jak się dowiedział, że siostra ma chłopaka Włocha, to jej powiedział, że Włosi to nic, bo za szybko dochodzą. Miał fioła na punkcie misi.

Misi?

- Pluszowych. Wszędzie miał je poustawiane. Przedstawiał mi: "To jest misiu jakiś tam, dostałem go od mamy, jak miałem pięć lat.To jest misiu jakiś tam, od babci...". Cała sypialnia w misiach. Mleko też marki Miś. Wszystkie filiżanki, kubki miał z misiami.

Zawołał mnie do biura i zaczął pokazywać w internecie prostytutki, do których chodzi. Opowiadał, które się dają od tyłu, które od przodu. Sprzątałam łazienkę, a on w drzwiach nadaje o tych dziewczynach. Że chodzi zawsze do tej samej. Ja mówię: to weź się z nią umów prywatnie. Już jej się pytałem, ona nie chce. Skończyłam myć wannę, odwracam się, a on stoi ze spodniami ściągniętymi.

Golutki?

- No, na górze miał hawajską koszulę. Mówię: Boże, weź się, debilu, ubierz, i poszłam do innego pokoju.

Miałam potem taki niesmak do tego człowieka. Jeszcze proponował 400 euro, żebym się z nim przespała. Ja nie wiem, ile bym musiała flaszek wypić. Gościu był okropny. Chociaż mieszkanie miał w miarę czyste, nie powiem, że był brudasem.

A pani jak była ubrana?

- Było lato, mogłam mieć krótkie spodenki albo coś, ale nie chodzę w miniówce, że jak się nachylę, to mi wszystko widać. Albo jakieś dekolty. Jak mam ochotę na dekolt, to idę w dekolcie, ale do rodziny normalnej, wiem, że nic mnie takiego nie spotka. Chociaż niedawno mnie tacy zaskoczyli. Chodziłam do nich we wtorki. Sąsiad z przeciwka coś im remontował. Miły facet, czasem sobie gadaliśmy. Ta kobieta pojechała wtedy do miasta, dzieci były w szkole, zostałam z nim sama.

Z tym sąsiadem?

- Tak, zapalił papierosa. I mówi, że ja też na pewno palę. Ja, że nie i nigdy. Rodzice palili, jak jechaliśmy na urlop, oni w samochodzie zapalali, to zaraz był przystanek, bo ja musiałam wymiotować. I mam niesmak do papierosów. I mu to mówię. A on: "Na pewno palisz. Ja, że, kurde, nie palę". Już mnie zaczął denerwować głupim drażnieniem. Potem coś w kuchni robię, a on w kieszeniach szuka, szuka, miał taki kombinezon czerwony, i mówi: zobacz. Odwracam się, a ten z tego kombinezonu sobie wyciągnął i stoi.

Po nim w życiu się nie spodziewałam. Jakby mnie próbował zaprosić na kawę, to jeszcze bym zrozumiała, chce mnie poderwać - ale coś takiego? Później mnie unikał. Tej rodzinie nic nie powiedziałam - bo komu by uwierzyli? Sprzątaczce? Powie, że kłamię.

Co teraz?

- Śmietniki.

Widzę, że nie segregują, wszystko razem.

- To mnie denerwuje. Ale większość Niemców sortuje. (Polańska zakłada rękawiczki i segreguje).

O, widzi pan, on po niemiecku je chleb, cały porozrywany.

Po niemiecku?

- Nie kroją na skibki, tylko odgryzie albo oderwie i tak je.

Co jeszcze panią wkurza?

- Ten bałagan ich.

Ja jestem czyściochem, u mnie codziennie jest odkurzone. Mąż mówi, że to choroba. Ja wiem, ale ta choroba przyszła z mojej pracy, bo ja nie chcę mieć takiego bałaganu jak ci Niemcy, u których sprzątam.

A mąż co robi?

- Jeździ w wypożyczalni samochodów. Pan zostawia samochód na lotnisku we Frankfurcie, a ten samochód jest z Monachium, więc trzeba go odwieźć na miejsce, i mąż jedzie. Ciągle w drodze. Ale on uwielbia kierować.

Tu się poznaliście?

- Tu, siedem lat temu. Miałam wtedy chłopaka Polaka, a mojego męża znałam tak z widzenia, jak do domu wracał. Ale nigdy się wzrokiem swoim nie spotkaliśmy. Przystojny, zawsze z siostrą się szturchałyśmy, jak on jechał samochodem sportowym. I kiedyś siostra do mnie leci, że mało nóg nie połamała, bo ten fajny zatrzymał się koło okna i pyta, czy może zawołać koleżankę, czyli mnie. Poszłam do okna, chciał numer, bez zastanowienia mu dałam. Zadzwonił za 10 minut. Zaczęliśmy się spotykać. Polaka przeprosiłam i wyjechał do Polski.

Niemiec?

- Włoch. Nie wiem, czybym z Niemcem doszła do porozumienia.

Dlaczego?

- My jesteśmy bardziej za rodziną, Włosi też. A to, co oni robią z rodziną, jakieś mi się wydaje bardzo dziwne. Na przykład groby. U nas się je pielęgnuje, u mojego męża w rodzinie, widzę, też są odwiedziny na cmentarzu, a w Niemczech to się załamują te nagrobki. Sprzątałam u babki, takiej koło czterdziestki. W kuchni widzę kartki pocztowe. Odwróciłam. Kot jej zdechł - przychodziły kondolencje od rodziny. Ale jak człowiek umrze, to już na grób nie chodzą.

A drugie to gościnność. W Polsce, jak ktoś do nas przyjeżdża, to po prostu coś się piecze, trzeba ciastka postawić na stół, kawę. A jak moi rodzice przyjechali mnie odwiedzić, jak byłam jeszcze opiekunką do dziecka, to Niemcy dali im ziemniaki w mundurkach z serem. U nas, w Poznaniu, też się je pyry z gzikiem, ale w piątek przeważnie, i się tego nie podaje, jak goście przyjeżdżają. Rodzice byli zdziwieni. Oni nie są jacyś wykształceni, po studiach, ale byli w świecie, na przykład w Tajlandii, w Turcji, prowadzili interesy.

Handel?

- Tak, ciuchy, dżinsy. Hurtownię mieli na całą Polskę. Ale wracając, co mnie wkurza.

Gwiazdka u Niemców. W radiu słyszałam, jak prowadzący się pytał jednej kobiety, kto się urodził w Betlejem: Jezus czy Chrystus? Chyba Chrystus, powiedziała. Niemcy nie mają takiej wiary jak my. Dobra, ja nie jestem superkatoliczką, że codziennie biegam do kościoła i tak dalej, ale w coś trzeba wierzyć, jak się nie jest katolikiem, to jest się muzułmaninem albo trzeba wierzyć w Buddę. W coś musi człowiek wierzyć, nie? A Niemcy są tacy bardziej, mi się zdaje, bez wiary.

U tej rodziny, co sprzątam, powiedziałam, że u nas w Polsce wigilia wygląda inaczej, jest przygotowywana, że mamy tyle rodzajów ryb, wypieków. A Niemcy? Prawie wszyscy, których znam, jedzą w Wigilię parówki i sałatkę kartoflaną kupioną w sklepie, nierobioną. A on: "Kto ci takich bzdur naopowiadał?". Twoja żona, mówię. A na deser jecie lody. W Wigilię! Wie pan, jak on się zamknął. A o piątej po południu, jak u nas się zasiada do wieczerzy, to oni przychodzą z łyżwami, bo byli na lodzie, super Wigilia, nie? On się poczuł urażony. U nas, w Polsce, powiedziałam, 95 procent ludzi by nie siedziało sobie przy stole, a głodna sprzątaczka by koło nich tańcowała z odkurzaczem. Bo miałam taką rodzinę, że siadali wszyscy na kanapie, rodzice i dzieci, brali napoje i patrzyli, jak ja myję okno. Taka rozrywka. W Polsce, mówię jemu, obojętnie, czy to malarz, czy hydraulik, jest zapraszany do stołu. A na to on: "Nigdy bym nie zasiadł z tobą przy stole, jakbym jadł ze swoją rodziną".

Dlaczego?

- No, nie potrafił mi odpowiedzieć, ale mi się wtedy przypomniało, że ta niemiecka sprzątaczka jadła z nimi, i mówię: ty jesteś rasistą w takim razie. To zaczął temat zmieniać.

Siedem lat u nich byłam, a on do mnie zamiast Justyna wolał: "dobrzie". Halo, Dobrzie, ale masz buty śmieszne. Dobrzie, dobrzie. Tak jak ja bym do niego mówiła: halo, Gut. A na początku wołał: "Dobrzie, kurwa, chuj, pizdo, dobrzie", ale ta żona się dowiedziała, że to przekleństwa, i go pohamowała.

A czym pani czyści ten kran?

- Papierem, u mnie się musi wszystko błyszczeć. A Niemcy właśnie nie zwracają na to uwagi, czy jest kran zachlapany.

Wie pan, moja praca mnie wzmocniła. Bo kiedyś byłam szarą, zakompleksioną myszą. Brałam każde sprzątanie. A dzisiaj to ja umiem język, wiem, gdzie dać ogłoszenie, sama wybieram ludzi. Tydzień temu z jednego zrezygnowałam. Przed nazwiskiem miał dr. Mówi: "Justyna, sprzątasz OK, ale nie wszystko stoi dokładnie potem tak, jak postawiłem. A jak przychodzę do domu, to nie chcę widzieć, że tu ktoś był". No to ja przed myciem łazienki wszystko fotografowałam telefonem i potem te szampony na wannie stawiałam jak na zdjęciu, napisem do ściany.

Muszę im po prostu powiedzieć, co myślę, bo jakbym zbierała w sobie, tobym w wariatkowie wylądowała. Ale nie raz pracę przez to straciłam. Nikt nie powiedział wprost: Justyna, jesteś bezczelna. Właśnie, co mnie denerwuje u Niemców, że oni prawie nigdy nie powiedzą, co myślą. Nie mam za złe, że ktoś jest niezadowolony z mojego sprzątania albo z tego, jak ja wyglądam, albo że jestem przedpunktualna, bo przychodzę za wcześnie, ale niech mi powiedzą, a nie kręcą. Wiem, że to poszło przez mój pysk.

Często pani pyszczy?

- Jezu, tyle przykładów. Myłam podłogę, tak jej słuchałam z tyłu, chciała mi wmówić, że Polki się ubierają kiczowato. Bo była na imprezie i tam były Polki. A wie pan - jak Polka idzie na jakiś bal, przyjęcie, to potrafi się ubrać, wymalować i iść do fryzjera nawet. A panie niemieckie? Tylko przebiorą się w inne dżinsy. Dla mnie to jest rzecz niewyobrażalna - iść na wesele w dżinsach, a Niemki tak chodzą. Jak ja się odwróciłam i mówię: gdyż Polka, idąc na wesele czy obojętnie, na jaką imprezę, potrafi się pokazać.

Ja nie mówię o Polce, co tańczy półnago w tej remizie. No taka słynna polska dyskoteka we Frankfurcie. To nie jest żadna go-go tancerka, tylko normalna dziewczyna z imprezy napita, że wstać nie może sama, rozebrana do stanika i tańcząca na stole przy rurze. Podejdzie jakiś Turek w garniturze, dziesięć minut potańczą i gdzieś się ślinią już tam. Halo! Dla mnie to jest tanie zachowanie. Ci ludzie, co przyjdą, na przykład Arabi, Włosi, co oni mają myśleć o takich Polkach?

To czym się różni kobiecość niemiecka od polskiej?

- Polska kobieta, idąc na jakieś przyjęcie, gdzie jest 20-30 ludzi, to już się po prostu chce pokazać, że jest kobietą. A Niemka przyjdzie w rozczłapanych adidasach albo w tych butach, co my idziemy w góry. Niech pan patrzy pod nogi. Jak pan zauważy Niemkę na obcasach, to niech pan spojrzy, czy czasami to nie Polka albo Rosjanka. Czasem przyjdę do pracy w szpilkach, to się dziwią, że potrafię w takich butach chodzić. Nie! Przywieźli mnie na wózku inwalidzkim pod drzwi! Głupie pytanie.

Może uważają, że kobieta staje się tylko przedmiotem, obiektem seksualnym?

- To po co te szpilki produkują na całym świecie? Dla kobiet. A Niemki, co u nich sprzątam, w ogóle nie mają buta na obcasie.

Zagląda im pani do szaf?

- Nie powiem, że nie. Z początku mnie interesowało, w każdej szafie było coś innego, ale żeby przymierzyć, to nigdy. A teraz to już mi szkoda czasu. Tylko perfumy wącham. Jak widzę jakieś fajne, to lecę sobie kupić.

Co do zaglądania, to zaglądam pod łóżka, bo muszę.

I co tam pani znajduje?

- Najobrzydliwsze są zużyte prezerwatywy, z zawartością podsuszoną. OK, można zapomnieć, ale rano to zbieram. Albo zużyty tampon od tygodnia. Nie wiem, czy oni myślą, że przyjdzie Justyna i pozbiera? Co jeszcze? Resztki jedzenia, karton z pizzą. Kwaśne mleko, kilogramy kurzu. Już po napisaniu książki znalazłam kiszkę w łóżku na talerzu. Narkotyki. U policjanta! W internecie sprawdziłam, co on mi każde podlewać.

Podlewać?

- Mówił, że to pomidory. Ale potem się przyznał, że z pracy przyniósł. Marihuana. Jak kogoś złapią, to policja to przechowuje, a potem i tak wyrzuca. To lepiej, jak on coś z tego będzie miał. Policja mnie już niczym nie zdziwi.

Tak?

- Drugi policjant wrócił z pracy i mi opowiada, że na budowie we Frankfurcie złapali Polaka i Rosjanina, bo pracowali na czarno. Halo, mówię, a ja? Przecież też jestem na czarno u ciebie. To on się śmieje.

A próbowała pani sprzątać legalnie?

- Tak, ale jak Niemcy mi powiedzieli, że oni nie chcą podatków płacić, że im wygodniej dać do ręki, to co będę walczyła. Ale w dzisiejszych czasach u większości pracuję legalnie. Na czarno jestem u tych, co sprzątam trzy godziny w tygodniu.

Nie byłoby takiej ilości pracy na czarno, gdyby nie te ich głupie podatki. Na psa, na kościół, na cmentarz... Przesadzają.

A czy to tak można pracodawców opisywać? Zaufali, wpuścili do sypialni, do łazienki...

- Pewnie, że można, nie napisałam, jak się nazywają. Mogli mnie inaczej traktować, ja sobie z tego wzięłam materiał i jest książka, która została bestsellerem, trzeci dodruk robią. A może to taka zemsta z mojej strony. Mnie cieszy, że ci ludzie o tym przeczytają.

Wtedy, po tej pizzy, jak jechałam do domu i łzy mi tak leciały, powiedziałam sobie: Boże, jacy chamscy są ci ludzie, piszę książkę i koniec.

Umiała pani?

- Nie. Ale wiedziałam, że jak zacznę tylko ironię pisać, to żaden Niemiec nie kupi. Powiedzą: ona jest nienormalna.

Muszą być też pozytywy o Niemczech napisane, ale nie wyssane z palca. Książkę chciałam napisać z tym tutaj panem, u którego sprzątamy. Poznaliśmy się w kawiarni we Frankfurcie. Jest psychologiem, rozumie mnie i też się dziwi, jak ci ludzie ze mną postępują. Ale wydawnictwa dawały mi swoich pisarzy. Przysłali jakąś 60-letnią babcię, która zamiast mnie jakoś rozkręcić, przysypiała i powtarzała: niech pani coś powie, aha, aha.

I w końcu wydawnictwo z Monachium zgodziło się, żebym pisała z tym psychologiem. Trzy miesiące ja mu opowiadałam, a on mi proponował zdania. Zgadzałam się albo nie. Bo jak napisał, że za pierwsze pieniądze ze sprzątania kupiłam sobie Bóg wie co, to kazałam napisać, że sobie kupiłam opla tigrę, tak jak było. Wtedy tigra kosztował 10 tysięcy marek. Te pieniądze szło łatwiej zarobić niż teraz. To był mój samochód marzeń, sportowy, czarny. Teraz też jeżdżę sprzątać czarnym autem, sportowym

A tę podłogę tutaj to czym pani myje?

- Der General. Wiem, co pomaga na kamień, co na tłuszcz. To moja praca, codziennie 8-10 godzin. Do jednych idę trzy razy w tygodniu, do innych tylko raz. Mam klucze, nie muszę się rano zrywać. To jest plus, chodzę, kiedy chcę. Ale wkurza mnie, kiedy, żeby zaoszczędzić euro, nakupią w Aldim nie wiadomo czego, a potem tym nie da się myć. Tych ludzi, co teraz u nich pracuję, też opisałam. Oni się śmieją.

Z czego?

- Pracuję u adwokatki i ona ma wszystko w kartonach, jakby jutro była przeprowadzka. Się jej pytam, czemu ona tego nie kładzie do szafy. I to opisałam. Przy mnie czytała i się śmiała. W tej książce jest dużo rzeczy do uśmiania się.

Na przykład?

- Prezenty, które od nich dostaję: 2 euro, długopis z logo Deutsche Bahn, dwie butelki wody mineralnej bez gazu. Konserwę, bo jadę do Polski. Halo! Co my mamy, wojnę, że mi dają konserwę? Z drugiej strony, jak przychodzi Gwiazdka, to nawet sprzątaczka jest obdarowana. Niektórzy dają 100 euro, a miałam rodzinę, która dała 400. I pamiętają o urodzinach.

Wiedzą, kiedy sprzątaczka się urodziła?

- To pierwsze pytanie, jak zaczynam u kogoś pracować. I zapisują w kalendarzu. To taki pozytyw w Niemczech.

Właśnie, co pozytywnego powie pani o Niemcach?

- Pierwsze to pozytywy w ruchu drogowym, że Niemiec przepuści, a w Polsce nie. Drugie - toalety, obojętnie, na stacji benzynowej, na dworcach, można wejść i załatwić się w atmosferze, gdzie pan powie: było czysto. A na Centralnym w Warszawie? To bym wolała naprawdę pod krzakiem. Co jeszcze u Niemca lepsze? System zakupów - w Polsce są ekspedientki znudzone klientem, tak mierzą od góry do dołu, w Niemczech tego nie widać. Ale mimo że ja w tym kraju się dobrze czuję, to pozytywów, tak w ludziach, z perspektywy sprzątaczki, mało widzę.

Tulipany zwiędły.

- Już zwłoki kwiatów, nawet płatki gubią, ale on tego nie widzi. To ma każdy Niemiec, nakupi kwiatków i nie podlewa.

Napisała pani, że sprzątała w burdelu.

- Sprzątam do dzisiaj. To się nazywa studio masażu erotycznego, cztery pokoje. Jest mi egal, co oni tam robią. To się więcej odbywa w dzień, bo jak sprzątam wieczorem, jest już pusto, tylko siedzą te dziewczyny się sprzedające. Jedna jest z Tajlandii, to doradzała, gdzie iść, gdzie nie, jak będę na wakacjach. Te drugie to Niemki. Polki nie spotkałam. Bardzo miłe dziewczyny. Nie mogę powiedzieć, że nie będę z nimi rozmawiać, bo to są prostytutki. To tak jakby pan powiedział: nie będę z nią rozmawiać, bo to sprzątaczka.

Niemcy panią zmieniły?

- Nie, jestem taka, jak byłam. Tylko po prostu nauczyłam się tego człowieczeństwa. Bo z początku to na przykład nie wiedziałam, kto to jest w ogóle pedał, homoseksualiści, a po prostu w Polsce pedał, pedał, to się tak mówiło i się nie wiedziało, co to jest.

Teraz pracuję u pedałów, nie widzę różnicy. Porozmawiają, wypiją kawę, traktują jak człowieka. Bo człowiek jest człowiekiem. Czy on jest czarny, żółty czy czerwony, pedał, lesbijka czy Bóg wie kto, ma takie same uczucia, odczucia. Tego się nauczyłam. I że nie należy się z nikogo wyśmiewać. Tak jak tutaj się ze mnie wyśmiewali, że sprzątam albo myję ubikacje obsrane, za przeproszeniem. Jedna babcia za każdym razem miała wysmarowane toalety. Może to jej radość sprawiało, że ja myję jej odchody.

Ale miałam takie rodziny, że nie dopuszczali mnie do mycia toalet. Sami myli. Mówili, że nie chcą mnie poniżyć. Chociaż dla mnie to żadne poniżanie, bo sprzątaczka naturalnie też robi mycie toalet.

Mnie się zdaje, że lepiej wykonywać jakikolwiek zawód niż być bezrobotnym i żyć z państwa, nie?

Czego jeszcze się pani nauczyła od Niemców?

- Niemiecka dokładność mi się podoba. Jak samochód się oddaje do przeglądu. Polak przymruży oko, Niemiec - nie. Musi być wymienione to i tamto. Z jednej strony to jest denerwujące, ale może dlatego ten kraj tak funkcjonuje. I ten kraj jest bardziej wygodny niż Polska. Chociażby system socjalny - mają dwoje-troje dzieci, są samotnymi matkami, państwo im pomoże, z głodu nie umrą. Pod tym względem mi się Niemcy podobają, że człowiek nie zdycha z głodu. Idzie się do urzędów, pomogą chętnie, a w Polsce jest odburknięcie: proszę iść na drugie piętro. Tu nawet przez telefon można wiele załatwić.

Co jeszcze?

- Może podróże. Gdyż Polacy, nie wiem, jak w dzisiejszych czasach, ale jak w Polsce mieszkałam, to rzadko kto wyjeżdżał za granicę w celach podróżniczych. A Niemcy dużo podróżują i opowiadają: byłem tam, zwiedziłem to. Później patrzę w internet - o, to może być ciekawe, i też tam lecimy.

Gdzie ostatnio?

- Do Tajlandii. A tak to zawsze tutaj gdzieś: Tunezja, Egipt, Turcja. Włoch już nie zaliczam do urlopów, bo przeważnie u rodziny. Co mnie bardzo razi - na przykład, że rosyjscy turyści, oni są wszędzie z tego znani, nakładają sobie takie porcje na talerz, jakby jutro miała przyjść wojna. Zjedzą trzy łyżki, reszta idzie do śmieci. A jedzenie w takiej Tunezji czy Egipcie powinno się szanować, bo tam ludzie ze śmietników wyjadają. Tak samo woda, tam są susze niesamowite, a Niemcy idą się co chwilę kąpać. To mnie tak drażni. Ale nauczyłam się od nich, że należy z życia coś brać, zwiedzać, należy się uczyć też, wszyscy mi mówią: umiesz po niemiecku, dobrze, idź na angielski, to ci nie zaszkodzi, masz dopiero 31 lat.

Jak sprzątam, to Niemcy mi się zwierzają. Jedno niemieckie dziecko mówi: "Justyna, jak będziemy lecieli na urlop, to polecisz z nami, weźmiemy patelnię, będziesz nam robić naleśniki. Mama znalazła przepis na naleśniki w internecie, ale nie smakowały jak te twoje, polskie, i były twarde. Jakbyśmy nimi w szybę rzucili, toby się zbiła".

Mnie tutaj bardzo dziwi, że dzieci przychodzą ze szkoły, mama siedzi cały czas w domu, nie pracuje, sprzątaczka przychodzi, prasowaczka też, a mama nawet obiadu nie ugotuje. Parę ziemniaków, warzyw, to chyba każdy potrafi. Dziecko mówi: mamo, co będziemy jeść? Nic. I wręczy dziecku banana. Taką kobietę tylko zastrzelić - tak czy nie? One nic nie robią i ciągle mówią, że mają stres. Boże, mówię, skąd? I zawsze coś wymyślą - że musiała samochód oddać do warsztatu, bo koło do wymiany.

Kobieta w Polsce ma dwoje dzieci, idzie do pracy, przychodzi, ugotuje, posprząta, a Niemka nic nie robi, a ciągle zabiegana i zestresowana. Z lenistwa chyba. Ja miałam osobiście kobietę, która non stop latała do miasta kupować. Była przy kości i zawsze kupowała rozmiar ciuchów za mały. Powtarzała, że próbuje schudnąć. Jak ja bym miała problemy z nadwagą, tobym pływać chodziła, a nie kupowała za małe ciuchy.

Może pani nie rozumie tego świata?

- Ja to dużo nie rozumiem z tego świata! Jak mogą niektórzy żyć w takim bałaganie? Syfie! Nie rozumiem. Dziecko bawi się na podłodze, a tam pełno włosów od psów. Ale najważniejsze, że bioprodukty są kupione. Wszystko musi być bio, ekologiczne: paluszki, ciasto, pościel z bawełny ekologicznej, kawa, woda, wszystko bio, ale że pralki chodzą dziesięć godzin dziennie, to już środowisku nie szkodzi. Albo wyjeżdża babsko do miasta, cały dom zostawi w światłach pozapalanych. To też jest bio? Mnie to tak denerwuje!

A nie boi się pani, że swoją książką zepsuje pani stosunki międzynarodowe?

- Nie, przecież ja napisałam swoją historię. Niemcy raczej na wesoło podeszli do książki, no, niektórzy się tam plują w internecie, że tu pracuję i narzekam. O mojej książce wszystkie gazety tu piszą. I włoskie, i polskie. Angielska prasa się cieszy, wiadomo, Anglicy też Niemców nie lubią. "Die Zeit" napisało, że Polska to koczownicy Europy, bo ja w książce napisałam, że dla siebie nie widziałam przyszłości w Polsce.

A Polacy to jadą ostro - albo na Niemców, że ich spalić trzeba razem z Hitlerem najlepiej, albo na mnie, żebym spieprzała do Polski, jak mi się nie podoba. I jak ja mogłam na Niemców koszt żyć, a potem ich obgadać. A przecież ja na Niemca koszt nie żyłam, zapracowałam na te pieniądze, no nie? Wchodząc na polskie strony w internecie, mogę tylko stwierdzić, że Polacy nie potrafią się zachować nigdzie. Jakby Niemiec czytał te komentarze, toby ładną książkę napisał o Polakach. Polskie sprzątaczki też się odezwały: brawo, pani Justyno. Też chciałam napisać, że Niemcy to brudasy.

Chociaż ja nigdzie tego nie napisałam, bo są Niemcy tacy i tacy. Tak jak nie powiem, że wszyscy Polacy kradną. Tylko tak się mówi. Dużo Polek, które sprzątają, mówi: Helmuty - brudasy.

Ja chcę dalej w tym kraju żyć, bo się dobrze tutaj czuję, mam wielu Niemców jako przyjaciół. Mnie się zdaje, że jakbym w Polsce sprzątała, może też by mnie Polacy traktowali jak śmiecia. Ukrainki w Warszawie dzwoniły do radia odnoś-nie mojej książki, że tak samo są traktowane jak my tutaj.  

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl - http://wyborcza.pl/0,0.html © Agora SA
Subscribe

Comments for this post were disabled by the author