clickkey (clickkey) wrote,
clickkey
clickkey

Łukaszence opłaca się okrągły stół

Łukaszence opłaca się okrągły stół

...

Wacław Radziwinowicz 2011-08-13, ostatnia aktualizacja 2011-08-13 07:21:17.0

Wcześniej czy później Zachód na serio porozumie się z Moskwą w sprawie wspólnej strategii wobec Mińska. Łukaszenka musi zrozumieć, że tylko on sam może zapoczątkować proces transformacji systemu, jeśli chce zachować wpływy - mówi białoruski politolog Alaksandr Fieduta*

Wacław Radziwinowicz: Na kim i na czym trzyma się jeszcze reżim Łukaszenki?

Alaksandr Fieduta: On się nie musi trzymać, bo nie upada. A nie upada, bo u nas nie ma protestów.

Jak to?

- Protesty są wtedy, kiedy formułujesz żądania. A w Mińsku i innych miastach Białorusi widzimy tylko milczące przejawy niezadowolenia. Przy tym milczące. Przeciw czemu? Prywatyzacji, inflacji? Nie można powiedzieć, że ludzie żądają dymisji Łukaszenki tak, jak robili to 19 grudnia na wielkiej demonstracji w stolicy wieczorem po wyborach prezydenckich. Wtedy cel był jasny - Białoruś bez dyktatora i transformacja społeczeństwa. A teraz na ulicach są tylko słabe, symboliczne wystąpienia milczących ludzi.

Milczenie przecież też bywa wymowne?

- Z milczeniem nie prowadzi się negocjacji.

U was leją za milczenie i nawet za oklaski, bo rozumieją, przeciw czemu się milczy tak wymownie.

- Władza mimo to czuje, że grozi jej niebezpieczeństwo. Przecież jeśli nie ma poczucia zagrożenia, nikt nie bije dzieci pałkami, nie wsadza matek do więzień.

Rozbita opozycja, z przywódcami w więzieniach, jest w stanie zmobilizować ludzi do bardziej stanowczych akcji protestu? Ona sama też dziś milczy.

- Nie, to nieprawda. Byli kandydaci na prezydenta Uładzimir Nieklajeu i Andriej Sannikau, choć siedzą w łagrach, wyrażają swoje stanowisko. Przywódcy sześciu politycznych ugrupowań i to tych, które przed grudniowymi wyborami dowiodły, że potrafią skutecznie działać, porozumieli się teraz co do głównych zasad wspólnego działania. Ustalili, że nie poprą żadnych rozmów Zachodu z reżimem, dopóki władza nie wypuści z więzień wszystkich więźniów politycznych. Zgodzili się też co do tego, że wszelkie problemy ekonomiczne mogą być rozwiązane poprzez rozwiązanie problemów politycznych, że niezbędna jest kontrola społeczeństwa nad życiem publicznym.

Nie pierwszy raz opozycja białoruska ogłasza, że tworzy jednolity front. Przed poprzednimi wyborami prezydenckimi też wyłoniła jednego kandydata. A potem się okazało, że nie jest jedynym. Jaki wpływ na społeczeństwo mogą mieć teraz deklaracje znów jednoczących się przeciwników reżimu?

- Zobaczymy. Polityka zacznie się w październiku. Teraz, jak zawsze w wakacje, mamy martwy sezon polityczny. Ludzie są na urlopach, zajmują się ogrodami, robią zapasy na zimę.

A na razie godzą się z drastycznym spadkiem dochodów, z tym, że - jak twierdzą rosyjskie i zachodnie media - w sklepach są pustki?

- Co do spadku dochodów zgoda. 19 grudnia średnia płaca wynosiła 500, a dziś 200 dolarów. Ale sklepy nie są tak puste jak w Polsce w stanie wojennym. Podstawowe towary kupić można zawsze. U nas ludzie wciąż wierzą głęboko w to, że Łukaszenka, jak zawsze, coś wymyśli. Że dostanie pieniądze od Rosji, albo coś mu da Unia Europejska. I dzięki temu będziemy żyć jak dotąd i nic nie trzeba będzie zmieniać, a ludzie u nas boją się zmian.

Napisał pan o tym niedawno w "Moskiewskich Nowostiach". Na jak długo starczy Łukaszence takiej polityki?

- Ona się skończyła 19 grudnia, kiedy władza brutalnie rozprawiła się z demonstracją w Mińsku. W tym momencie Łukaszenka stracił możliwość manewrowania między Zachodem i Rosją. Mało tego, Zachód i Rosja zaczęły wypracowywać wspólną politykę wobec naszego kraju.

Wierzy pan, że pójdą jednym frontem? Że znów nie zaczną próbować przeciągnąć go na swoją stronę, rywalizować o to, czyim, jak mówią Amerykanie, "sukinsynem" będzie?

- Łukaszenka liczy właśnie na to. A ja uważam, że wcześniej czy później Zachód na serio porozumie się z Moskwą w sprawie wspólnej strategii wobec Mińska.

To byłby historyczny precedens...

- Brak precedensu nie jest dowodem na to, że coś nie jest możliwe. Polski okrągły stół też był precedensem, dziś dla nas, Białorusinów, bardzo ważnym.

Ale w waszym kraju teraz nie uda się go powtórzyć.

- Rozumiem, że teraz usłyszę, że nasza opozycja to nie Wałęsa i "Solidarność", a Łukaszenka to nie Jaruzelski.

Nie, ale jasne jest, że Łukaszenka nie rozumie tego, co 22 lata temu rozumieli ludzie Jaruzelskiego - że trzeba iść na ustępstwa.

- Ale musi zrozumieć, że tylko on sam może zapoczątkować proces, w którym władza pod jego kontrolą będzie przechodzić transformację. A on przekaże ją innym spokojnie, zgodnie z regułami, które sam zaproponuje. Inaczej będzie musiał wybierać między, jak to u nas mówią, "obwodowymi komitetami partii" - waszyngtońskim i moskiewskim, które mu żadnych gwarancji nie dadzą. Może je otrzymać tylko wewnątrz kraju.

Prezydent właśnie ułaskawił kilku opozycjonistów skazanych na łagry za udział w demonstracji 19 grudnia w Mińsku. Jak Pan skomentuje ten gest?

- Krok ten potwierdza, że Łukaszenka i jego otoczenie umieją kalkulować. Można liczyć, że reżim wypełni żądania Zachodu i zwolni wszystkich politycznych. W końcu przecież sadzali nas po to, by wypuścić i coś przy tym wytargować. Pełnej wolności politycznym jednak nie przywrócą. Nie będzie rehabilitacji i przywrócenia prawa udziału w wyborach.

*Alaksandr Fieduta, znany uczony, politolog, publicysta, niegdyś bliski współpracownik Łukaszenki, autor książki "Łukaszenka, biografia polityczna". W maju został skazany na dwa lata łagru w zawieszeniu za pracę w sztabie wyborczym kandydata na prezydenta Uładzimira Nieklajeua

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl - http://wyborcza.pl/0,0.html © Agora SA

Subscribe

Comments for this post were disabled by the author