clickkey (clickkey) wrote,
clickkey
clickkey

Bloomberg o Ukrainie


Autor: Brett Forrest

Podczas kampanii prezydenckiej Poroszenko obiecał sprzedaż Roshena, koncernu cukierniczego, dzięki któremu stał się miliarderem. Mimo to nadal posiada większość akcji Roshena, a także udziały w co najmniej 10 innych firmach. Brudny sekret poliszynela za fasadą realizowanych przez niego reform jest taki, że wpływ oligarchów od czasu Euromajdanu jeszcze wzrósł. Kontrolują media. Mają swoje miejsca w parlamencie. Państwo – walczące nie tylko z Rosją, ale i o przetrwanie finansowe – jest za słabe, żeby walczyć jeszcze z własną strukturą władzy. W niedawnym sondażu przeprowadzonym przez kijowską firmę marketingowo-konsultingową Research & Branding Group 46 proc. respondentów odniosło się z dezaprobatą do poczynań Poroszenki jako prezydenta.

Są pewne obiecujące oznaki. Na początku lutego Ukraina wprowadziła elektroniczny system odprowadzania podatków od przedsiębiorstw. Ma to wyeliminować oszustwa podatkowe na sumę koło miliarda dolarów rocznie. Innym poważnym źródłem korupcji, obwinianej o pozbawianie budżetu państwowego 25 proc. dochodów, jest VAT. Ten system jest poddawany modernizacji. Jednocześnie trudno na Ukrainie znaleźć liczącą się osobę, która mogłaby się poszczycić nieskazitelną przeszłością. Reforma systemu sądownictwa nie spełnia oczekiwań. Ani prezydent, ani parlament nie okazują chęci zrzeczenia się wpływu na sądy.

- Mamy w tym kraju weteranów deregulacji – mówi minister gospodarki Abromavicius. Jeden z działów jego resortu, Departament Statystyki Państwowej, zatrudnia 10 450 osób. Takie liczby są świadectwem rażącego marnotrawstwa i łatwo się nimi oburzać. – Biznes i społeczeństwo bardzo pragną, by położyć temu kres – mówi. – U władzy jest nowe pokolenie ludzi. Są nastawieni na działanie i potrzebują innych osób chcących działać. To byłoby bardzo smutne, gdyby ten kryzys nie został wykorzystany i nie przeprowadzono by reform.

Kiedy Natalia Jaresko podjęła się ryzykownego zadania uratowania finansów Ukrainy, nie miała nawet ukraińskiego obywatelstwa. Teraz realizuje reformę podatków i wierzy w lepszą przyszłość tego kraju.

Ukraina jest państwem w stanie wojny i dlatego minister finansów Natalia Jaresko pojechała do odległego od Kijowa o 30 km, położonego na skraju sosnowego lasu miasta Irpień, które liczy 40 tys. mieszkańców. Odwiedza tu szpital wojskowy na tyłach, aby pocieszyć dochodzących do siebie weteranów niedawnych walk przeciwko siłom rosyjskim i ich pełnomocnikom na wchodzie kraju. – Gdzie służyliście? – pyta, przechodząc powoli od sali do sali. – Jak zostaliście ranni?

Chociaż pochodzi z West Side w Chicago, mówi płynnie po ukraińsku i jeśli nawet ktoś słyszy jej amerykański akcent, nikt nie wydaje się przywiązywać do tego wagi. Jaresko mówi żołnierzom, że są bohaterami. Mimo że jest krajowym buchalterem, wykonuje pracę pasującą do generałów. Ten kryzys obsadził ludzi w dziwnych rolach.

Trzy miesiące temu 49-letnia Jaresko odeszła z firmy private equity, którą współzałożyła na Ukrainie w 2006 roku, aby zasiąść w rządzie Petra Poroszenki. Nie miała wtedy nawet ukraińskiego obywatelstwa. Teraz jako najwyższy rangą urzędnik ekonomiczny kraju jest łącznikiem Ukrainy z Bankiem Światowym, Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Europejskim Bankiem Rozbudowy i Rozwoju. Na niej spoczywa odpowiedzialność za reformę podatków i skarb państwa. Musi zbudować budżet państwowy ze strzępów. – Chciałabym, żeby sytuacja była już idealna – mówi Jaresko.

Niecały rok po objęciu urzędu przez Poroszenkę uwaga świata skupia się przede wszystkim na starciach we wschodniej Ukrainie. W tej wojnie zginęło już około 6 tys. osób.

Ale to, czy Ukrainie uda się odnieść sukces jako niepodległej demokracji, zależy zapewne w takim samym stopniu od bitew wojskowych, co od wysiłków Jaresko i jej kolegów. Muszą wspólnie odbudować zniszczoną gospodarkę i przywrócić międzynarodowe zaufanie do Ukrainy, stawiając jednocześnie czoło korupcji i kolesiostwu, które prześladują kraj od upadku komunizmu. Muszą tego dokonać w sytuacji, gdy państwowe banki są na granicy upadku, w skarbcu już prawie nie ma dewiz, a inflacja wynosi 28 proc. i rośnie.

Jednego lutowego dnia w ciągu kilku godzin miejscowa waluta hrywna straciła na wartości jedną trzecią. Im dłużej będzie trwać wojna i im bardziej będą się odwlekać reformy, z tym większa wrogością Ukraińcy zaczną się odnosić do swojego rządu i jego zachodnich zwolenników, co jeszcze bardziej wystawi kraj na zakusy Władimira Putina.

Mierząca 1,68 cm Jaresko ma ciemne włosy sięgające podbródka. Chodzi po szpitalu w Irpieniu z powagą i pełna szacunku. Jej wizytę przyjmują kolejni żołnierze, wtłoczeni po dwóch czy trzech w salach wielkości garderoby i leżący na łóżkach pasujących do dzieci. Rozmawiają o braku broni palnej na froncie: dlaczego nie mamy nowoczesnej broni? Jakim sposobem wróg cały czas wie, gdzie jesteśmy? Jaresko słucha. Lepiej niż którykolwiek generał wie, że Ukraina nie ma środków na doskonalsze uzbrojenie.

Pyta żołnierzy, co zamierzają zrobić, jak wyzdrowieją. Jak jeden mąż odpowiadają, że wrócą na front. Jaresko do tej pory zajmowała się liczbami, a nie żołnierzami czy uczuciami.(…) Ale teraz nie może od nich uciec.

Ojciec Jaresko, Iwan, urodził się w 1932 roku w Połtawie, 300 km na wschód od Kijowa. Podczas II wojny światowej został deportowany z rodziną do nazistowskiego obozu w Niemczech. Po wojnie wyemigrował do Chicago, gdzie poznał matkę Jaresko, Marię, także ukraińską emigrantkę. Wychowali trójkę dzieci w zamieszkanym przez niższe klasy średnie Wood Dale, 30 km na północny zachód od miasta, którego wieżowce symbolizowały ambicje i możliwości ich adoptowanej ojczyzny.

- To typowa historia rodziny, która przeszła przez Ellis Island (wyspa w porcie Nowego Jorku – przyp. Onet) – mówi Jaresko w budynku ukraińskiej Rady Ministrów, przewiewnego, potężnego gmachu z czasów sowieckich w centrum Kijowa. – Stany Zjednoczone dawały możliwości, wolność i umiejętność marzenia, zwłaszcza w okresie powojennych lat 50. – mówi.

Jaresko jako dziecko spędzała weekendy w ukraińskiej szkole i kościele, ale rodzina mówiła w domu po angielsku. – Mój ojciec bardzo chciał, żebyśmy się zintegrowali z amerykańskim społeczeństwem – mówi. – Bardzo unikał polityki. Epoka po McCarthym przekonała go, że powinniśmy się stać Amerykanami z klasy średniej.

Jaresko uzyskała tytuł magistra rachunkowości na DePaul University, a następnie w 1989 roku magistra polityki publicznej w Kennedy School na Harvardzie. Jej ojciec nie był pod wrażeniem. – Wierzył tylko w sektor prywatny – opowiada. – Z powodu swego pochodzenia uważał, że rządu należy unikać.

Po ukończeniu Kennedy School Jaresko podjęła pracę w dziale ekonomicznym biura Departamentu Stanu ds. Związku Radzieckiego. Po rozpadzie ZSRR w 1992 roku pojechała do Kijowa jako jedna z ośmiorga dyplomatów odpowiedzialnych za otwarcie tam amerykańskiej ambasady. Od tego czasu mieszka na Ukrainie. – Mój ojciec nie mógł zrozumieć, co się stało, co poszło nie tak – mówi. – Przyjechaliśmy na ziemię mlekiem i miodem płynącą, a mnie ciągnęło tutaj.

Jaresko mogła się przekonać z pierwszej ręki, że nie ma dla Ukrainy łatwej drogi w przejściu do gospodarki rynkowej. Pozowanie na bandytę było ogólnokrajową modą.  Mimo to dostrzegła możliwości kryjące się w kraju, który szybko prywatyzuje państwowe aktywa. Odeszła z dyplomacji i wstąpiła do Western NIS Enterprise Fund, organizacji wspieranej przez Agencję Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego (USIAD), mającej pomóc w starcie małym i średnim przedsiębiorstwom ukraińskim.

W połowie lat 90. Ukraina doświadczyła inflacji wynoszącej 10 000 proc. Kilka lat później nadeszły fale szoku po rosyjskim kryzysie finansowym.Ukraińska gospodarka wykazała pierwsze oznaki wzrostu dopiero w 2000 roku, po niemal dekadzie spadku. A potem w 2004 roku nadeszła pomarańczowa rewolucja. Kraj wkroczył w nowy etap niepewności, ale zaczęli ściągać międzynarodowi inwestorzy. Dwa lata później Jaresko z trojgiem wspólników otworzyła firmę zarządzania inwestycyjnego Horizon Capital. Zarządzała ona Western NIS Enterprise Fund, a potem doszły kolejne dwa fundusze. Kiedy Jaresko odchodziła stamtąd w grudniu 2014 roku, firma zarządzała około 600 mln dol. ukraińskich inwestycji.(…)

Ubiegłoroczna zmiana władzy stanowiła, jak mówi Jaresko, punkt zwrotny – szasnę na ostateczne zakończenie rządów kleptokracji.(…)

Dziesięć miesięcy później przedstawiciele zatrudnionej przeze rząd firmy rekrutującej menedżerów, WE Partners, odwiedzili Jaresko w biurze Horizon Capital. Omawiali kandydatury na różne stanowiska rządowe, a potem zapytali, czy sama nie zechciałaby służyć państwu. Jej pierwsza odpowiedź brzmiała: - Mam już pracę.

Zgodziła się jednak na spotkanie z Poroszenką i premierem Arsenijem Jaceniukiem. – Usilnie apelowali do mojego patriotyzmu. Znaleźliśmy wspólną wizję tego, co należy zrobić w sferze reform, klimatu biznesowego, międzynarodowych instytucji finansowych i stosunków dwustronnych. Byłam w stanie zdobyć pieniądze dla kraju w tym trudnym okresie. Mogłam pozyskać instytucjonalnych inwestorów, którzy nigdy wcześniej nie lokowali tu pieniędzy. Przekonaliśmy ich, że mimo wszelkich wyzwań można w przejrzysty sposób odnieść na Ukrainie sukces i zarabiać. – W ciągu nieco ponad tygodnia przyjęła posadę ministra finansów. – Czasem się zastanawiam, co by na to powiedział mój ojciec – mówi.

Mianowanie Jaresko, zwłaszcza w świetle związków Horizon Capital z USAID, to woda na młyn zwolenników teorii spiskowych, którzy przedstawiają Majdan jako zachodni spisek mający na celu wywabienie Ukrainy ze sfery wpływów Rosji. Nowa minister finansów nie jest bynajmniej ich jedynym celem. W rządzie Ukrainy zasiada jeszcze dwóch innych cudzoziemców: 39-letni Litwin Aivaras Abromavicius piastuje stanowisko ministra gospodarki i handlu. Minister zdrowia, Gruzin Aleksander Kwitaszwili, pełnił tę samą funkcję w rodzimym rządzie.

Niezależnie od swego pochodzenia ministrowie ci  - oraz liczni Polacy, Niemcy, Kanadyjczycy i inni cudzoziemcy, którzy objęli wyższe i niższe stanowiska w rządzie – jadą na jednym wózku. Jaresko nie jest już cudzoziemką, bo Poroszenko przyznał jej obywatelstwo niezbędne do tego stanowiska. – Zawsze byłam Ukrainką  - mówi. – A teraz jestem obywatelką Ukrainy.

Zgodnie z miejscowymi przepisami nie wolno jej mieć dwóch paszportów, choć ma kilka lat na rezygnację z amerykańskiego. Trudno sobie wyobrazić, by została na stanowisku tak długo, skoro pensja rządowa wynosi 10 tys. hrywien miesięcznie, czyli około 300 dolarów. – Robię to z poczucia patriotyzmu – mówi. – Kieruje mną tylko jedno: chęć doprowadzenia do zmian. Ukrainie musi się udać. Nie ma tu miejsca na klęskę kogokolwiek z nas.

Pewnego lutowego ranka w sali balowej na trzecim piętrze Banku Narodowego Ukrainy zebrał się niewielki tłum dziennikarzy i kamerzystów. Ozdobna masywność tego wzniesionego w 1905 roku gmachu w stylu włoskiego renesansu skrywa problemy wewnętrzne. Głównie z powodu rosyjskiej interwencji Ukraina, powiedział premier Jaceniuk, straciła w zeszłym roku 20 proc. gospodarki. Jaresko podkreśliła, że były prezydent Wiktor Janukowycz porzucił kraj z długiem wynoszącym 40 mld dolarów. Ukraińskie rezerwy walutowe spadły z 20,4 mld dolarów. do niecałych 7 mld. Ze stabilnego poziomu 8 hrywien za dolara waluta narodowa runęła do historycznego minimum 32,5 za dolara 25 lutego, gdy bank centralny zawiesił notowania na trzy dni. Doszło do tego, gdy kraj szykował się do restrukturyzacji swego długu.

Dziś jednak jest dzień bardziej pozytywnych wiadomości. Siedząc przy dębowym stole konferencyjnym Jaresko ogłasza, że MFW obiecał Ukrainie 17,5 mld dol. w ciągu najbliższych 4 lat. – To przywróci zaufanie do naszej gospodarki – powiedziała. – To także odblokuje dwustronną i wielostronną pomoc dla Ukrainy w tym trudnym okresie. – Stany Zjednoczone zagwarantowały euroobligacje wysokości 2 mld dolarów, Unia Europejska obiecała 2,2 mld euro kredytu. Niemcy, Japonia i Kanada obiecały wsparcie sumami do miliarda dolarów. Szykowana od roku umowa z MFW ma dla Ukrainy kluczowe znaczenie. Ale te środki zadziałają tylko wtedy, gdy trafią do systemu przechodzącego radykalną reformę.

Są pewne obiecujące oznaki. Na początku lutego Ukraina wprowadziła elektroniczny system odprowadzania podatków od przedsiębiorstw. Ma to wyeliminować oszustwa podatkowe na sumę koło miliarda dolarów rocznie. Innym poważnym źródłem korupcji, obwinianej o pozbawianie budżetu państwowego 25 proc. dochodów, jest VAT. Ten system jest poddawany modernizacji. Jednocześnie trudno na Ukrainie znaleźć liczącą się osobę, która mogłaby się poszczycić nieskazitelną przeszłością. Reforma systemu sądownictwa nie spełnia oczekiwań. Ani prezydent, ani parlament nie okazują chęci zrzeczenia się wpływu na sądy.

To tylko niektóre z ponad 60 poważnych reform, które są omawiane na odbywających się dwa razy w tygodniu posiedzeniach nowej Narodowej Rady Reform, w skład której wchodzą Poroszenko, jego ministrowie, szef banku narodowego, przywódcy parlamentarni i prominentni przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego. Ich wysiłki koordynuje wiceszef administracji prezydenckiej i były prezes Microsoftu na Ukrainie Dmytro Szymkiw. Połowa jego nowych pracowników nigdy w życiu nie wysłała e-maila. Jedna trzecia nigdy nie korzystała z komputera. Mechanizm korupcji stanowiły papierkowe procedury, w których do zatwierdzenia sprzedaży gruntu czy uzyskania pozwolenia na budowę potrzeba było wielu podpisów i pieczątek.

- Jest mnóstwo problemów i przez 20 lat nikt się nimi nie zajmował. – mówi Szymkiw. – Musimy zbudować stabilny system. Teraz taki nie jest. Codziennie musimy tworzyć coś, czego nie da się cofnąć. – Jak podkreśla, to dlatego Poroszence, który sam był kiedyś dyrektorem, zależy na zaangażowaniu ukraińskiego środowiska biznesowego. – Niektóre rezultaty będą potrzebowały czasu – mówi Szymkiw. – Ale wiemy, jak szybko sytuacja potrafi się zmieniać w biznesie.

Ukraina jest jednym z niewielu państw w Europie bez sieci 3G z powodu szachrajstw oligarchów za rządów Janukowycza. Rząd Poroszenki dokonał niedawno przejrzystej sprzedaży licencji 3G kilku firmom telekomunikacyjnym, które zasilą kasę państwa sumą prawie 300 mln dol. Ukraina może świętować budowanie sieci 3G – podczas gdy reszta uprzemysłowionego świata szykuje się do 5G. Takie jest dzisiejsze miejsce Ukrainy – między idealizmem i rozpaczą. Przeprowadzone reformy nastąpiły tak późno, że dla niektórych są żartem.

Abromavicius mówi, że jego biuro prognozuje w tym roku recesję rzędu 5,5 proc. Szacunek ten nie obejmuje przyszłych działań Putina na wschodzie. – Pracujemy z założeniem, że bardzo szybko nastąpi pokój – mówi. – Ten konflikt jest nieprzemyślany. Rosyjskie kierownictwo w ogóle ma mylne wyobrażenie o Ukrainie. Po prostu jej nie rozumie. Ten kraj chce, by zostawiono go w spokoju. Chce sam o sobie decydować.

W chłodny lutowy wieczór mijam kijowską katedrę św. Zofii z XI wieku i idę do hotelu Hyatt. W barze na siódmym piętrze zebrali się niektórzy z najodważniejszych inwestorów w Europie Wschodniej. Okazją jest 11. doroczna konferencja inwestycyjna organizowana przez czołowy ukraiński bank inwestycyjny Dragon Capital. Wśród kilkudziesięciu uczestniczących w niej osób są przepracowani urzędnicy z rady miejskiej i ponury osobnik reprezentujący grupę chińskich inwestorów niezadowolonych z tego, że nie są w stanie osiągnąć na tym rynku zysków. Mimo to w pomieszczeniu panuje nastrój przygody, zwłaszcza wśród osób przyzwyczajonych do szczególnego uroku ciągłej niestabilności świata postsowieckiego.

Genna Lozovsky, dyrektor Sandglass Capital Management, funduszu rynków wschodzących i granicznych z siedzibą w Nowym Jorku, przyjechał, by zorientować się w możliwościach restrukturyzacji ukraińskiego zadłużenia. Jak wielu inwestorów w zeszłym roku zredukował portfel kapitałowy na Ukrainie. – Uznaliśmy, że inwestowanie na Ukrainie wiąże się ze znacznym ryzykiem różnic kursowych – mówi. Teraz Lozovsky koncentruje się na eksporterach, którzy mogą sami wygenerować napływ dewiz, czerpiąc korzyści z dewaluacji hrywny. Wskazuje na inwestorów przy barze. – Trzeba mieć wielkie jaja, żeby siedzieć w tym pokoju – mówi. – Co mówią? Że nie ma złych aktywów, są tylko złe ceny.

Jak niestrudzenie podkreślają przywódcy młodego rządu i jego zwolennicy, wojna z Rosją została jak dotąd ograniczona do niecałych 10 proc. terytorium Ukrainy. Mimo to międzynarodowi inwestorzy nie wrócą na ten rynek w normalnej liczbie, dopóki w całym kraju nie zapanuje pokój. – To odróżnia Ukrainę od ryzykownego środowiska inwestycyjnego w bardziej klasycznym wydaniu – mówi Lozovsky.

Nieco później Michael Maltzoff wręcza mi wizytówkę firmy Petro Partners z adresem w Houston. Ten potomek białych Rosjan zaczął inwestować na Ukrainie w 1995 roku poprzez East Europe Development Fund. Pod koniec prezydentury Janukowycza wykurzył go ukraiński ”nieokiełznany gangsterski kapitalizm”, jak to określa Maltzoff. Przez ostatnie lata inwestował w łupki w Teksasie. Teraz wrócił i próbuje się zorientować, komu wierzyć. Maltzoff ostrzega mnie, bym miał oko na ukraińskie banki państwowe, które, jak twierdzi, mogą lada dzień upaść. – Innym tematem, o którym się nie mówi, jest fakt, że prezydent i premier nie znoszą się nawzajem – twierdzi. Z równie przekonujących źródeł słyszałem coś wręcz przeciwnego.

A jednak, mówi Maltzoff, ”jestem optymistą. Wiem z doświadczenia, że odrodzenie następuje dużo szybciej, niż się spodziewamy. Uważam, że to potrwa rok. Rok restrukturyzacji i bólu, a potem zobaczymy wyraźne oznaki wzrostu gospodarczego na wiosnę 2016 roku. Moim zdaniem historia dowiedzie, że potrzebowaliśmy tego wielkiego szoku, aby rzeczywiście zerwać ze starym systemem”.

Gdy miedzy zebranymi wędrują drinki, trudno się zorientować, czy entuzjazm w tym pomieszczeniu jest autentyczny, czy też stanowi element gry sprzedawców i inwestorów. Duże instytucje międzynarodowe mogą widzieć tu szansę zrobienia czegoś dobrego dla społeczeństwa, ale innym wyraźnie zależy tylko na przetrwaniu.

Następnego dnia spotykam poza salą balową Hyatta Simona Cherniavsky’ego. Ten mężczyzna o podwójnym amerykańsko-brytyjskim obywatelstwie był prezesem przedsiębiorstwa rolnego HarvEast należącego do najbogatszego człowieka na Ukrainie Rinata Achmetowa. Holding Achmetowa System Capital Management ma siedzibę w Doniecku, miejscu najbardziej zaciętych walk. Cherniavsky mówi, że odszedł z HarvEastu: - Znudziło mi się bycie wpychanym do rowu na posterunkach kontrolnych.

Niedawno został szefem Mriya Agro Holding, producenta pszenicy i ziemniaków, tonącego w długu wysokości 1,3 mld dolarów.  – Jeszcze nie wiemy, na czym stoimy – mówi. – Jest duże ryzyko, że nie uda nam się z tego wybrnąć. – Jeśli jemu nie uda się uratować Mriyi, będzie to negatywny sygnał dla sektora, na który przypada 25 proc. ukraińskiego eksportu.(…)

Kiedy zmierzam do sali balowej, zaczyna się już konferencja, a ja przypominam sobie słowa, które wypowiedziała Jaresko w swoim biurze. ”Nie lekceważę problemów tego kraju – oświadczyła. – Ale potrafię oddzielić problemy od możliwości”.

Jaresko znajduje się na podium pod żyrandolem i patrzy na swoich dawnych kolegów, którzy są teraz jej elektoratem. Mówi energicznie, a nawet dziarsko.(…) W pewnym momencie się przejęzycza i oświadcza, że Ukraina dowiedzie, iż jest ”dobrym kredytodawcą”.

- Powiedziałam kredytodawcą? – mówi z uśmiechem. W tłumie rozlega się chichot. – Miałam na myśli dobrego pożyczkobiorcę – koryguje swoje słowa Jaresko. – Ale nadejdzie kiedyś dzień, gdy będziemy również dobrym kredytodawcą. Nie wszystko na raz.


Tags: gospodarka, kryzys, pieniądze, reformy, ukraina
Subscribe

Comments for this post were disabled by the author